Nocleg w Dublinie coraz częściej kosztuje tyle, co krótki urlop w innym europejskim mieście, a z danych Fáilte Ireland wynika, że średnia stawka za dobę w hotelach w stolicy Irlandii osiągnęła poziom 174 euro. To wzrost o 23 proc. w ciągu ostatnich sześciu lat i jeden z najwyższych wyników w całej Unii Europejskiej.
Dublin jest dziś drugim miastem w UE pod względem obłożenia hoteli. Popyt utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie przez większą część roku, a w okresach dużych wydarzeń sportowych, festiwali i koncertów dostępność miejsc gwałtownie spada. Efekt jest przewidywalny: ceny szybują w górę, często z dnia na dzień. Skala podwyżek zaczęła budzić niepokój nawet wśród przedstawicieli rządu. Ministrowie Peter Burke i Patrick O’Donovan publicznie skrytykowali dublińskie hotele za – jak to określili, „wygórowane” ceny. Ich zdaniem praktyka podnoszenia stawek w czasie dużych imprez szkodzi wizerunkowi Irlandii jako kierunku turystycznego i może zniechęcać zarówno turystów zagranicznych, jak i gości krajowych.
Problem nie sprowadza się jednak wyłącznie do chciwości branży, jak sugerują niektórzy politycy. Rynek hotelowy w Dublinie od lat zmaga się z ograniczoną podażą. Liczba nowych inwestycji hotelowych rośnie wolniej niż zapotrzebowanie, a część istniejących obiektów została w ostatnich latach wyłączona z rynku turystycznego i przeznaczona na zakwaterowanie długoterminowe, w tym dla osób korzystających z systemu pomocy państwowej. To dodatkowo zmniejsza liczbę dostępnych pokoi.
Do tego dochodzą rosnące koszty prowadzenia działalności: energia, płace, ubezpieczenia i podatki lokalne. Hotele argumentują, że wyższe ceny są reakcją na presję kosztową, a nie wyłącznie próbą maksymalizacji zysków. Krytycy odpowiadają jednak, że tempo wzrostu cen noclegów wyraźnie przewyższa ogólną inflację i coraz bardziej odbiega od standardów innych europejskich stolic.
W praktyce drogi Dublin zmienia sposób podróżowania. Turyści coraz częściej skracają pobyty, wybierają noclegi poza centrum miasta albo decydują się na jednodniowe wizyty bez nocowania. Branża turystyczna obawia się, że w dłuższej perspektywie może to uderzyć w restauracje, atrakcje kulturalne i sektor usług, które żyją z ruchu turystycznego.
Dublin pozostaje więc atrakcyjnym i dynamicznym miastem, ale jego hotelowe ceny coraz częściej stają się barierą nie do przeskoczenia. Jeśli obecny trend się utrzyma, stolica Irlandii może zyskać reputację miasta, do którego chce się przyjechać – byle nie na noc.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Vije Vijendranath on Unsplash

