Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Waluta BRICS chce podkopać potęgę dolara. Czy będzie w stanie to zrobić?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Gdy podczas szczytu BRICS w Rosji zaprezentowano banknot R5, wielu obserwatorów wzruszyło ramionami. Papierowa ciekawostka, polityczny gadżet, symbol bez realnej funkcji, a tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. Jednak w świecie finansów symbole bywają pierwszym ostrzeżeniem. R5 nie miał wartości obiegowej, ale miał wartość sygnału, ale pokazywał, że największe gospodarki Globalnego Południa przestały mówić wyłącznie o reformie systemu finansowego. Zaczęły go projektować na nowo.

Za skrótem BRICS+ kryje się dziś znacznie więcej niż luźny sojusz państw wschodzących. To blok, który coraz otwarciej kwestionuje architekturę globalnych finansów opartą na dominacji dolara, zachodnich banków i instytucji takich jak MFW czy Bank Światowy. W tym sensie projekt nowej waluty roboczo nazywanej UNIT nie jest pomysłem technicznym. Jest aktem politycznym ubranym w język ekonomii.

Czym ma być UNIT i czym świadomie nie będzie

UNIT nie powstaje po to, by zastąpić waluty lokalne lub trafić do portfeli obywateli. To nie euro, nie dolar i nie kryptowaluta w klasycznym sensie, bo jego rola jest węższa, ale strategicznie kluczowa i służyć ma do rozliczeń handlowych oraz finansowych pomiędzy państwami BRICS+, oraz ich partnerami. Konstrukcja UNIT jest odpowiedzią na główną słabość współczesnych walut fiducjarnych, czyli brak twardego zakotwiczenia. Zabezpieczenie w 40 proc. złotem nadaje mu fizyczną, mierzalną wartość, odporną na polityczne decyzje jednego rządu. Pozostałe 60 proc. oparte na koszyku walut BRICS+ rozkłada ryzyko między kilka gospodarek, zamiast koncentrować je w jednej.

Cyfrowa forma oparta na technologii blockchain ma znaczenie drugorzędne, ale istotne jest, że chodzi o przejrzystość, śledzenie transakcji i ograniczenie arbitralnych ingerencji. UNIT ma być przewidywalny, a w finansach przewidywalność bywa cenniejsza niż wysoka stopa zwrotu.

Dlaczego świat w ogóle słucha BRICS+

Jeszcze kilkanaście lat temu inicjatywy BRICS traktowano jak forum dyskusyjne dla państw niezadowolonych z Zachodu. Dziś to błąd analityczny, a po ostatnich rozszerzeniach BRICS+ stał się blokiem o realnej sile demograficznej, surowcowej i gospodarczej. Prawie połowa ludności świata żyje w krajach BRICS+. To tam koncentruje się wzrost popytu, urbanizacja i przyszłe rynki konsumenckie. Do tego dochodzą zasoby takie jak ropa, gaz, węgiel, metale ziem rzadkich, więc wszystko to, bez czego nie ma transformacji energetycznej ani nowoczesnych technologii.

Nie bez znaczenia jest też wspólna motywacja polityczna. Kraje BRICS+ łączy przekonanie, że obecny system finansowy:
– faworyzuje Zachód,
– uzależnia handel od decyzji USA,
– może być używany jako narzędzie nacisku politycznego (sankcje, odcinanie od systemów płatności).

UNIT ma być odpowiedzią na tę zależność i nie jest frontalnym atakiem, lecz obejściem systemu.

Dlaczego dolar nie musi upaść, by przegrać

Dominacja dolara nie polega na tym, że jest „najlepszą walutą świata”, a na tym, że jest najwygodniejszą. Większość handlu międzynarodowego przechodzi przez dolara, nawet jeśli ani kupujący, ani sprzedający nie są z USA. To generuje stały popyt na amerykańską walutę i obligacje skarbowe, finansując w praktyce amerykański dług. UNIT podważa tę wygodę, bo jeśli państwa BRICS+ zaczną rozliczać energię, surowce czy towary przemysłowe bez udziału dolara, amerykańska waluta straci część swojej „niewidzialnej przewagi” i nie gwałtownie, ale stopniowo.

Efekt domina jest prosty: mniej handlu w dolarze → mniejsze rezerwy dolarowe → mniejszy popyt na obligacje USA → wyższy koszt zadłużenia.

To proces rozciągnięty w czasie, ale realny i już dziś widać takie symptomy, czyli spadek indeksu dolara, rosnące zakupy złota przez banki centralne BRICS+, coraz więcej umów handlowych zawieranych w walutach lokalnych.

Granice projektu i realne ryzyka

UNIT nie jest cudownym rozwiązaniem. Największym zagrożeniem jest brak spójności politycznej wewnątrz samego BRICS+. To nie jest jednolity organizm, bo przecież Chiny, Indie, Arabia Saudyjska czy Iran mają często sprzeczne interesy strategiczne. Drugim problemem jest zaufanie rynków. Waluta, nawet rozliczeniowa, żyje z wiary w jej stabilność i uczciwe reguły gry. Bez jasnego zarządzania, niezależnego nadzoru i przejrzystości, UNIT pozostanie narzędziem politycznym, a nie finansowym. Trzecim ryzykiem jest reakcja Zachodu. Stany Zjednoczone wciąż kontrolują kluczowe węzły globalnych finansów. Presja handlowa, sankcje wtórne czy ograniczenie dostępu do rynków kapitałowych mogą skutecznie zniechęcić część krajów do korzystania z nowego systemu.

Symbol, który może stać się systemem

UNIT może nigdy nie osiągnąć skali dolara i być może nawet nie taki jest jego cel. Wystarczy, że stanie się wiarygodną alternatywą dla części świata, zwłaszcza Globalnego Południa. To zmieni cały układ sił, więc w efekcie, świat finansów przestaje być jednobiegunowy, a zaczynie przypominać archipelag, choć nie imperium. Banknot R5 był podczas szczytu w Rosji tylko papierem, ale idee, które za nim stoją, są twarde jak złoto, którym UNIT ma być zabezpieczony. Jeśli historia finansów czegoś uczy, to tego, że imperia walutowe nie upadają nagle. One powoli tracą monopol, a właśnie od tego momentu wszystko zaczyna się zmieniać, co właśnie zaczęło się dziać.

Bogdan Feręc

Źr. Info Brics

Photo by Jp Valery on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version