Scena polityczna Irlandii ulega w ostatnich latach prezentuje dziwaczne zachowania, a tradycyjne podziały ideologiczne zdają się tracić na znaczeniu w obliczu pragmatycznej walki o władzę. W irlandzkich kuluarach rządowych coraz głośniej mówi się o scenariuszu, który jeszcze dekadę temu uznano by za polityczną aberrację, a który dzisiaj staje się realną alternatywą dla obecnego układu sił.
Chodzi o potencjalne zbliżenie koalicyjne pomiędzy rządzącą, chadecko-liberalną partią Fine Gael a lewicowymi Socjaldemokratami. Taki sojusz, przez wielu publicystów określany mianem klasycznego mezaliansu, stawia fundamentalne pytanie o rzeczywiste oblicze ideologiczne formacji kierowanej przez Simona Harrisa i może sugerować, że pod jego przywództwem ugrupowanie to dryfuje w stronę partii otwarcie socjalizującej.
Punktem wyjścia do tych głębokich przetasowań jest wyraźne zmęczenie dotychczasowym, historycznym konsensusem centroprawicy. Kluczowym czynnikiem staje się postawa Fianna Fáil – tradycyjnego rywala, a obecnie koalicjanta Fine Gael, która w poszukiwaniu nowego elektoratu zaczyna zauważalnie przesuwać się na prawo. W sytuacji, gdy dotychczasowy partner zaostrza kurs w kwestiach gospodarczych czy migracyjnych, Simon Harris staje przed strategicznym dylematem. Poszukiwanie porozumienia z Socjaldemokracją jawi się w tym kontekście jako ucieczka do przodu, ale też jako dowód na to, że zakorzeniona dotąd w ekonomicznym liberalizmie Fine Gael zaczyna poszukiwać punktów wspólnych z programem nordyckiego modelu państwa dobrobytu.
Dla tradycyjnego, konserwatywnego elektoratu Fine Gael wizja paktu z Socjaldemokratami jest trudna do przełknięcia. Socjaldemokraci to formacja jednoznacznie lewicowa, domagająca się powszechnej, bezpłatnej opieki zdrowotnej w ramach programu Sláintecare, zamrożenia czynszów, budowy dziesiątek tysięcy mieszkań socjalnych przez państwową agencję oraz wprowadzenia nowych podatków dla najbogatszych, których majątek przekracza milion euro. Jeśli partia Harrisa, która budowała swoją tożsamość na obronie wolnego rynku, wspieraniu przedsiębiorczości i dyscyplinie budżetowej, zaczyna traktować takie ugrupowanie jako partnera pierwszego wyboru, świadczy to o głębokiej ewolucji ugrupowania. Krytycy wprost zarzucają premierowi, że w imię utrzymania władzy, gotów jest zaakceptować postulaty socjalne, które mogą uderzyć w fundamenty irlandzkiego sukcesu gospodarczego.
Warto zauważyć, że grunt pod ten nietypowy sojusz został już częściowo przygotowany przez realne wydarzenia polityczne. W niedawnych wyborach uzupełniających to właśnie Fine Gael oraz Socjaldemokraci podzielili między sobą mandaty, zadając bolesny cios lewicowo-nacjonalistycznemu Sinn Féin oraz wykazując słabość Fianna Fáil. Z punktu widzenia parlamentarnej arytmetyki i stabilności rządzenia, Harris już wcześniej wysyłał sygnały otwarcia, powołując specjalny zespół negocjacyjny pod przewodnictwem Helen McEntee, którego zadaniem było badanie gruntu pod porozumienie z partiami o profilu progresywnym, w tym właśnie z Socjaldemokratami.
Ostateczny kształt ewentualnego porozumienia zależy od tego, jak głęboko Fine Gael będzie zmuszona ustąpić w kwestiach redystrybucji dóbr i wydatków socjalnych.
Jeśli natomiast Harris ostatecznie zdecyduje się na polityczny flirt z lewicą, jak kiedyś Enda Kenny zrobił to z Partią Pracy, będzie musiał udowodnić swoim wyborcom, że nie jest to kapitulacja przed socjalizmem, lecz realizacja haseł „progresywnego centrum”, które Fine Gael od dawna ma wpisane w swój statut. W czasach międzynarodowych zawirowań, rosnących kosztów energii i kryzysu mieszkaniowego, ten polityczny eksperyment pokaże, czy Irlandia zmierza w stronę stabilnego, centrowego rządu, czy też jesteśmy świadkami trwałego przesunięcia całej osi politycznej wyspy na lewo, gdzie dawne dogmaty liberalne ustępują miejsca nowej, socjaldemokratycznej rzeczywistości.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Leon Seibert on Unsplash

