Varadkar zjednoczy koalicję?

Do wczorajszego popołudnia ugrupowania tworzące koalicję mogły jeszcze uważać, a i przekonywać społeczeństwo, że nie one odpowiedzialne są za stan państwa, bo którąś z dziedzin, kieruje inna partia.

To wszystko wkrótce się zmieni, o ile nie stało się już wczoraj wieczorem, a sprawcą jest nie kto inny, jak Sinn Féin. Co ciekawe, właśnie takie działania, jak prezentowane przez partię Mary Lou McDonald, pokazują siłę i jednoczą wszelkie polityczne koalicje. Wniosek o wotum nieufności, wobec wicepremiera i ministra przedsiębiorczości Leo Varadkara, będzie więc testem, który triumwirat przejdzie obronną ręką lub polegnie.

Tu jednak pojawia się też fakt, iż zakończy się okres przesuwania ciężaru odpowiedzialności na innych, bo walka o obronę koalicjanta, będzie wyraźnym sygnałem, że rząd trzech, to jedność.

Prawdą jest, że Varadkar, raczej nie musi obawiać się utraty stanowiska, gdyż to, więc wygrana Sinn Féin, z całą pewnością rozbiłaby układ rządzący, a ten, skoro chce prowadzić Irlandię na spokojne gospodarczo, wirusowo i społecznie wody, musi trzymać się razem. Jest jednak nuta niepewności, czy koalicjantom uda się ochronić swojego człowieka, bo rozłam w Fianna Fáil, nie daje 100-procentowej pewności, czy Varadkar przetrwa głosowanie. Przyjmijmy jednak, że Fine Gael, Fianna Fáil i Green Party, w całości zagłosuje za odrzuceniem wniosku Sinn Féin, więc Varadkar lekko poobijany politycznie, a i z nadszarpniętym wizerunkiem, ale pozostanie na swoim stołku. To jednak wskaże nam, iż broniąca go koalicja, jest jednym ciałem, więc da sygnał swojemu elektoratowi, że historyczne spory między Fianna Fáil a Fine Gael, zostały zapomniane.

To z kolei może przełożyć się na wynik popularności, a i następnie na wynik wyborczy, gdyż osoby popierające oba ugrupowania, to w dużej części konserwatyści, więc od lat, nie głosowali na Fianna Fáil i Fine Gael, a przeciwko nim. Takie zachowania elektoratu dawało przez 98 lat naprzemienność rządów, bo niezależnie od strony, na którą przechylił się „wyrok” wyborców, jedna lub druga partia mogła mieć pewność, że u władzy, znajdzie się ponownie za jakiś czas.

Obecnie, kiedy na irlandzkiej scenie politycznej mocno miesza Sinn Féin, nie ma już takiej pewności, a i wydaje się, że czasy rotacyjnej władzy dwóch ugrupowań, odeszły i nigdy nie w®ócą. Zapyta ktoś, na jakiej podstawie opieram swój osąd? Cóż, to proste i wystarczy prześledzić ostatnie kilka wyników wyborczych, gdzie potrzebą stawało się, by w rządzeniu, pomagało większe ugrupowanie, nie zaś niewielka partyjka, zdominowana przez hegemona. Obserwowaliśmy to głównie za rządów Fine Gael, które w pewnym momencie, tworzyło gabinet mniejszościowy, z przystawką, ale wybłagało u Fianny, by stała się cichym koalicjantem i wsparła na początku gabinet Endy Kenny’ego, a następnie Leo Varadkara. Ostatnie wybory w Irlandii, to wręcz rozczłonkowanie sceny politycznej, co dało nam koalicję, ale złożoną już z trzech ugrupowań, bo nawet dwa największe, brylujące do tej pory na parlamentarnych salonach, nie miały na tyle silnej pozycji, żeby wspólnie zająć się rządzeniem.

Jaka będzie przyszłość broniącej Varadkara jak niepodległości koalicji? Chyba trzeba powiedzieć, że czarne chmury wiszą nad niegdysiejszymi konstruktorami irlandzkiej rzeczywistości i złożone wotum nieufności, pokaże jedność koalicji, ale będzie też wstępem, do poszukiwania przez elektorat tych partii ugrupowania, które będzie mogło jednoczyć polityków, którzy bronią swoich przekonań i nie taktują polityki koniunkturalnie.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij