Użytkownicy gazu powinni łapać się za kieszenie

Obwinianie polityków za wzrost cen na towary i nośniki energii, nie jest do końca stwierdzeniem odpowiadającym prawdzie, bo na takie nie ma żadnego wpływu, większość władz państwowych, więc również gabinety w Warszawie i Dublinie.

Część dziennikarzy zrobiła sobie jednak z tego kolejny powód do bicia w nielubiane przez nich opcje polityczne, ale przyczyna, jest całkiem inna, niż opisuje się to w mediach, bo narracja wskazuje winnych, ale w całkiem innym miejscu. Skoro zacząłem od opinii, na ten temat, to jako przeciwnik ugrupowania rządzącego w Polsce, a i zachowujący zdrowy dystans do sposobu prowadzenia polityki przez koalicję w Irlandii, obu gabinetów, nie mogę uznać za winowajców wysokich cen i rosnących kosztów życia, co z kolei sugerują największe partie opozycyjne.

Ceny rosną i dalej będą wzrastać, a obecnie dotykać zaczęło to gaz ziemny, którego największym dostawcą do Europy jest Rosja. W tym właśnie przypadku jej działania polityczno-militarne, należy wskazać i obarczyć odpowiedzialnością za wzrost cen gazu na światowych giełdach, a są one też najwyższe od lat w całej Europie. Chodzi tu przede wszystkim o niepewność dostaw, związaną z potencjalną interwencją wojskową Rosji na Ukrainie, co w połączeniu z okresem zimowym, czyli typowym dla podwyżek cen nośników energii, daje piorunujący efekt zwyżkowy cen.

W całej sprawie europejskiego gazu z Rosji jest jeszcze jedna przyczyna drożyzny, bo stale opóźniające się i napotykające przeszkody polityczne uruchomienie magistrali przesyłowej Nord Stream 2, co Rosjanie uważają za afront ze strony Europy, więc nie mają zahamowań, by odwdzięczyć się pięknym za nadobne, co czynią poprzez podniesienie cen na ten nośnik energii. Rosja, już wcześniej ograniczyła nieco przesył gazu ziemnego do Europy, więc ceny, które początkowo zaczęły rosnąć niewiele, teraz, w chwili podniesienia się napięcia politycznego, zaczęły swój nieprzerwany marsz w kierunku kolejnych rekordów.

Całość sytuacji kazała zająć się sprawą przywódcom politycznym z Europy i zbiorą się jutro na specjalnym posiedzeniu, a to dotyczyć ma kilku kwestii, w tym sytuacji na linii Rosja – Ukraina, ale omówiony będzie też kryzys energetyczny i powracające fale pandemii. Część polityków europejskich mówi przed zbliżającym się spotkaniem, że sytuacja stała się na kontynencie tragiczna pod względem energetycznym, a dzieje się to w chwili, gdy europejskie rynki, podjęły próby odbudowy potencjału po miesiącach pandemii. Rosnący popyt na nośniki energii zaczął wpływać na ich zwyżki cen, ale jednocześnie eksporterzy gazu, ropy i prądu, zwęszyli dobry interes i wyższe zapotrzebowanie, wykorzystują, by zintensyfikować zyski.

W całej sprawie jest jeszcze jeden punkt do omówienia i należy tu wspomnieć o lobby ekologiczno-środowiskowym, które nastaje, by przejść na czystą energię. To z kolei wytwarza sprzeczność z interesami państw utrzymujących swoje gospodarki ze sprzedaży tradycyjnych nośników energii, a i wiedzą oni, że okres prosperity, właśnie zbliża się dla nich do końca, więc chcą rzutem na taśmę, wyciągnąć z tego, ile się da.

Takie zachowania, a nie żadne inne, mają bezpośredni wpływ na ceny prądu, gazu, ropy naftowej, a w drugiej kolejności na paliwa pędne i grzewcze, więc wysokie już teraz ceny, będą jeszcze wyższe w roku przyszłym, niezależnie od tego, kto będzie u steru Irlandii i Polski, ale też innych państw. Ważne jest też, że ewentualny konflikt zbrojny Rosja – Ukraina, kolejny raz, dramatycznie wpłynie na zachowanie rynków energetycznych, co może oznaczać tylko jedno, więc wyższe koszty ogrzania i oświetlenia domów, ale i droższe towary w sklepach.

Od chwili zakończenia najcięższych pandemicznych ograniczeń, ceny gazu i energii w Europie wzrosły już czterokrotnie, a nie ma sygnałów, żeby sytuacja miała się odwrócić, uważa analityczka CityGroup Antonella Bianchessi.

Bogdan Feręc

Źr: Reuters/AFP/PAP

© POLSKA-IE: MATERIAŁ CHRONIONY PRAWEM AUTORSKIM.
ZNAJDŹ NAS:
EnglishGaeligePolskiУкраїнська
EnglishGaeligePolskiУкраїнська