„Uważam się za otwartego intelektualistę z własnym poglądem na życie” – z białostockim raperem, producentem muzycznym i autorem „Szarego Stylu” Albertem Kowalewskim rozmawia Sławek Orwat

– Jan Kondrak z Lubelskiej Federacji Bardów powiedział: „Hip hop jest ciekawą formą rytmiczno – literacką. Tam poezji jest bardzo mało, ale literatury bardzo dużo. Hip hop wymyślił formułę na takie sążniste teksty jakby od Homera, Wergiliusza i ich kolegów. Tam są całe dramaty opowiadane, językiem prozy w stylistyce kolokwialnej, specjalnie wytworzonej przez kulturę hip hopu. Tu używa się skrótów, wulgaryzmów tak jak w życiu. I […] tym się jarają od dwudziestu paru lat całe rzesze młodych ludzi. […] Hip hop to piosenka literacka o zredukowanej linii melodycznej i podkręconym tempie.” Jak skomentujesz powyższe słowa artysty kojarzonego z szeroko rozumianą piosenką literacką i zarazem polonisty? 

Albert Kowalewski: Przede wszystkim hip-hop to kultura i styl życia. W tę kulturę wpisują się 4 elementy: rap, graffiti, taniec i DJ. Z kontekstu wyczytuję, że panu Janowi prawdopodobnie chodziło o rap i o to, jakie treści są tam przekazywane oraz w jaki sposób są rapowane. Każdy raper dąży do własnego niepodrabialnego stylu nawijania, czyli do tak zwanego w świecie hip-hopowym flow. W ten styl wchodzi wiele takich aspektów jak tematyka tekstów, balansujący rodzaj nawijania ze śpiewaniem i maniera, czyli np. dodawanie do wokalu chrypy, agresji bądź lansu. Każdy raper ma na to swój własny przepis. Niestety, na przestrzeni lat zwiększyła się ilość XeroBoyów, czyli osób, które kopiują flow od innych, nie mając własnej tożsamości.

Co do samych tekstów, to treści są takie, jakie są, w zależności od tego, do jakiego słuchacza artysta kieruje słowa. Trzeba wziąć pod uwagę, iż odbiorcą tej muzyki zazwyczaj nie są osoby pokroju pana Jana Kondraka – literata i polonisty, a młodzi i często wkurwieni na całą tą rzeczywistość, w jakiej przyszło im żyć ludzie. Dlatego też i treści niosą za sobą agresję, słowa otuchy bądź marzenia o lepszym jutrze. Często teksty raperskie podawane są z domieszką kolokwializmu i brutalnej rzeczywistości, na którą literaci i osoby wysoko sytuowane nie chcą patrzeć i udają, że taki świat ich nie dotyczy lub co gorsza – nie istnieje. 

– Co takiego jest w rapie, że z taką łatwością sprowadził znajdującą się na szczytach popularności muzykę rockową do poziomu undergroundu, zwłaszcza, że przyszedł do nas z kompletnie obcego kulturowo świata? 

Albert Kowalewski: Uniwersalizm zmieszany z inteligencją oraz szczyptą geniuszu (śmiech). To wszystko powoduje, że hip-hop i rap nigdy się nie ze starzeją. Mogą zmieniać się bardzo, mogą pójść w takie kierunki, że nawet dla mnie – osoby, która uważa się za artystę otwartego na wszystko i wszystkich, może się to nie podobać, ale to nadal będzie rap i hip-hop. Problemem rocka i każdej innej muzyki aspirującej do miana kultury wyższej jest moim zdaniem to, że jest on mocno zakorzeniony w przeszłości. Jako artysta pracuję w studiu z wieloma osobami siedzącymi w różnej muzyce, mam własną kapelę grającą na „żywych instrumentach”, z którą też koncertuję, dzięki czemu mogę powiedzieć, że jednak mało osób chce się rozwijać muzycznie, a przede wszystkim są to muzycy grający rocka.

Być może jest to określenie kontrowersyjne, ale tak to odbieram. Ludzie siedzący w rocku uważają swoją muzykę za najlepszą na świecie i wszystko, co jest nowe lub inne, jest mówiąc kolokwialnie „chujowe” (śmiech). Taki muzyk robiąc rocka, nie wyobraża sobie, że ktoś mógłby dodać tam jakąś elektronikę w stylu dubstep, lub powykręcać coś nietuzinkowego. W rapie nie ma takiego problemu. Ta muzyka podąża za trendami, gdzie inne style muzyczne twardo pozostają okopane przy swoich starych ideałach i…

Pełny tekst na stronie Muzyczna Podróż>>>

Znajdź nas:

Premier Mateusz Mora
Lidl buduje 11 centr
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn