Sytuacja gospodarcza w Europie osiąga punkt krytyczny, a konsekwencje decyzji podejmowanych w unijnych gabinetach zaczynają bezpośrednio uderzać w portfele obywateli oraz stabilność kluczowych sektorów przemysłu.
Gdy napięcia geopolityczne rzucają cień na płynność dostaw surowców strategicznych, narastające koszty codziennego życia stają się zapalnikiem dla społecznego niezadowolenia. W tym niezwykle skomplikowanym krajobrazie dochodzi do wyraźnego zwrotu politycznego i sam prezydent Francji Emmanuel Macron, a dotychczas uważany za jednego z głównych filarów unijnej integracji i ograniczeń klimatycznych, otwarcie domaga się rewizji i złagodzenia sztywnych wymogów narzucanych przez Komisję Europejską pod kierownictwem Ursuli von der Leyen.
Wywołany wojną na linii USA–Iran kryzys rynków energetycznych zdemaskował słabości dotychczasowej polityki unijnej energetycznej.
Globalne zasoby ropy naftowej skurczyły się o ponad 500 milionów baryłek, co tworzy presję, jakiej rynek nie widział od dawna. Jeśli kluczowa dla światowego transportu Cieśnina Ormuz pozostanie zablokowana, a saudyjski rurociąg Wschód–Zachód nie wznowi operacji, światowy rynek może natychmiast stracić około 4 miliony baryłek produktów naftowych dziennie. Konsekwencją takiego scenariusza jest bezprecedensowa fala podwyżek cen paliw.
Europa jest wyjątkowo podatna na te wstrząsy z uwagi na strukturalną zależność importową, bo z Bliskiego Wschodu pochodzi aż 36% zużywanej na Starym Kontynencie nafty oraz 18% oleju napędowego. W obliczu widma realnych niedoborów produktów ropopochodnych, dotychczasowa skrupulatność regulacyjna Brukseli staje się ogromnym obciążeniem dla europejskich rafinerii.
W oficjalnym liście skierowanym do szefowej Komisji Europejskiej Macron proponuje czasowe zawieszenie wybranych norm jakościowych dotyczących paliw. Poluzowanie rygorystycznych obostrzeń umożliwiłoby rodzimym zakładom przetwórczym zwiększenie produkcji oleju napędowego i nafty nawet o 20%, co pozwoliłoby zamortyzować rynkowy wstrząs. Dodatkowo, pałac Elizejski wskazuje na potrzebę zwiększenia udziału biopaliw w mieszankach napędowych oraz apeluje o co najmniej roczne odłożenie w czasie przepisów metanowych, których wejście w życie zaplanowano na początek stycznia. Prawo to, choć motywowane celami klimatycznymi, budzi zdecydowany sprzeciw importerów i partnerów zagranicznych, grożąc całkowitym paraliżem dostaw ropy i gazu do Unii Europejskiej.
Tłumacząc słowa polityka na język zwykłych ludzi można powiedzieć, że prezydent Macorn właśnie stwierdził, iż Europa, poprzez działania Komisji Europejskiej i jej sztandarowego pomysłu pod tytułem – Zielony Ład, znalazła się w energetycznym szambie, w którym tkwi po same usta.
Ruch Macrona nie wynika wyłącznie z chłodnej kalkulacji ekonomicznej, lecz z narastającej presji wewnętrznej. Francuski rząd stoi przed koniecznością opanowania nastrojów społecznych w sytuacji, gdy związki zawodowe organizują ogólnokrajowe strajki i protesty. Gabinet w Paryżu próbuje wdrażać ukierunkowane programy osłonowe, jednak pole manewru ogranicza powracający problem deficytu budżetowego oraz zbliżający się termin wyborów prezydenckich.
Chociaż przedstawiciele Komisji Europejskiej formalnie potwierdzili wpłynięcie pisma, stanowisko Brukseli pozostaje ostrożne. Zaistniała sytuacja pokazuje jednak istotną zmianę w relacjach na linii stolice narodowe – Bruksela. Gdy cenowy dyktat i sztywność ideologiczna regulacji klimatycznych zaczynają zagrażać podstawom stabilności gospodarczej, nawet najbardziej proeuropejscy przywódcy zmuszeni są głośno powiedzieć, że dotychczasowa ścieżka wymaga natychmiastowej korekty.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CC EU


