Unia Europejska nie przetrwa 10 lat

Ostatnie tygodnie pokazały, że twór Unia Europejska jest w takim stanie, iż sama nie wie, jak ma się zachować i ciągnie w każdą z możliwych stron, przy okazji skacząc do gardeł swoim sojusznikom.

Z wydarzeń unijnych, jakie miały miejsce w mijającym tygodniu jasno widać, że tzw. spójna polityka UE, właściwie nie istnieje, a interesy największych unijnych krajów są ogólnym wyznacznikiem drogi, jaką kroczy cały blok, więc nie liczą się interesy wszystkich członków. Dzieje się tak zarówno w sferze politycznej, jak i gospodarczej, ale i podatkowej, które w pewien sposób, co nawiasem mówiąc, miało być wyróżnikiem dla unijnego współdziałania, miały łączyć.

Okazało się też, że słowa i deklaracje, nie są niczym istotnym dla unijnej dyplomacji, bo jednego dnia można powiedzieć, że któryś z krajów będzie przez resztę chroniony, a drugiego, że właściwie niech radzą sobie sami.

Tylko z wydarzeń mijającego właśnie tygodnia można wysnuć wniosek, że podziały w bloku się pogłębiają, a i będą narastać, o ile sama Unią Europejska nie zauważy, iż ma problem ze sobą. W takim przypadku, co oznacza narastającą dążność do przejęcia pełni władzy nad innymi członkami europejskiej rodziny, konflikty zostaną uwypuklone, a i o zgodę w UE będzie trudno, więc początek końca zbliża się wielkimi krokami.

W pobieżnej nawet ocenie tego tematu znaleźć można także zagrożenia dla współistnienia całej Unii Europejskiej, a w aktualnie prezentowanej formule, raczej nie przetrwa kolejnych 10 lat, pozostawiając po sobie skonfliktowane narody.

Unijne gruzy, jakich za parę lat możemy być świadkami, pokażą natomiast sojusze kilku krajów i prezentować będą ich wyłączne interesy, a nawet chęć dalszej dominacji, co nota bene, już się dzieje i nad głowami mniejszych, buduje się układy wielkich.  

Pamiętajmy, że kilka ostatnich dziwnych pomysłów unijnych, a te łączą się m.in. z wyjściem Brytyjczyków z Unii Europejskiej, mocno uderzały w Irlandię, którą wepchnie się tym samym w objęcia Irexitu, a stanie się tak poprzez brak wsparcia dla wyspy. Jeszcze w początkach rozmów wyjściowych, jakie w Brukseli prowadzili negocjatorzy z W. Brytanii, można było słyszeć pełne wsparcie i deklaracje ochronne dla Zielonej Wyspy, co nie miało już miejsca w niektórych pomysłach z ostatnich siedmiu dni.

Zastanawia, dlaczego tak się dzieje, gdyż w mojej ocenie, na wsparcie i ochronę powinien przecież liczyć kraj unijny, a nie ją opuszczający, czyli Wielka Brytania. Ta, o ile ma życzenie opuścić struktury Unii Europejskiej, to droga wolna i to niezależnie od tego, w jaki sposób chce to zrobić. Bruksela proponuje obserwować nam dziwaczne zachowanie, które w większy sposób stawia na byłą i to już w tej chwili potęgę gospodarczą Anglii, chociaż słowo „potęga” jest dawno przebrzmiałe, w rozumieniu spraw związanych z Brexitem.

Spójrzmy, aby zrozumieć część zdania ze słowem „byłą”, na deklaracje koncernów, któ®e tworzą wielkość Brytanii, bo nie ona sama, czyli światowych producentów samochodów, elektroniki i co oni tam jeszcze produkują na sąsiedniej wyspie, ale i na banki oraz inwestorów, którzy zwijają w Albionie swoje interesy, uciekając na kontynent, by dalej działać w ramach UE.

Po opuszczeniu tonącego okrętu okaże się, że w Wielkiej Brytanii zaczną spadać wskaźniki gospodarcze, a i wzrośnie bezrobocie, bo przecież to światowi potentaci tworzą ogromną ilość miejsc pracy, we wszystkich sektorach brytyjskiego biznesu.

Jednym zdaniem albo Unia Europejska otrząśnie się ze swojej aktualnie prezentowanej niemocy i rozchwiania decyzyjnego, albo padnie rażona piorunem własnej bezsensownej polityki hegemonii oraz dominacji nad słabszymi.

Czy jest więc rozwiązanie tego problemu? Jest i to proste, bo potrzebna jest mała europejska rewolucja, ale oparta na słowach Paula Hewsona, który powiedział: – Jeśli chcesz zaczynać rewolucję, to lepiej zacznij ją w swoim własnym domu i sposobie myślenia.

Bogdan Feręc

Znajdź nas:

Na granicę wrócą
Ostrzeżenie przed s
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn