Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Ulica przemówiła. Antyimigracyjny marsz sparaliżował Dublin, a gniew po tragedii w Belfaście napędza opór wobec unijnego paktu

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

W sercu irlandzkiej stolicy doszło do masowego zgromadzenia, które na wiele godzin zablokowało kluczowe arterie komunikacyjne miasta i postawiło w stan najwyższej gotowości stołeczne siły porządkowe. Kilkaset osób wzięło wczoraj udział w głośnym, antyimigracyjnym wiecu protestacyjnym, będącym bezpośrednią odpowiedzią na narastające napięcia społeczne oraz kontrowersje wokół unijnej polityki azylowej.

Manifestanci niosący narodowe flagi i transparenty z hasłami domagającymi się suwerenności w decydowaniu o granicach państwa, sformułowali jednoznaczny postulat pod adresem rządu, a dotyczył natychmiastowego rozpisania ogólnokrajowego referendum w sprawie przyjęcia Paktu Migracyjnego Unii Europejskiej. W opinii protestujących, drastyczne zmiany w unijnym prawie imigracyjnym nie mogą zostać wprowadzone bez bezpośredniej zgody obywateli.

Demonstracja rozpoczęła się od emocjonalnych wystąpień przed historycznym gmachem Poczty Głównej (GPO) przy ulicy O’Connell Street. To symboliczne miejsce, kojarzone z walką o niepodległość Irlandii, stało się sceną dla przemówień, w których rezonował głęboki niepokój o bezpieczeństwo kraju. Kilku przemawiających odniosło się bezpośrednio do wstrząsających wydarzeń z początku tygodnia, kiedy to w Belfaście doszło do brutalnego ataku z użyciem noża, którego sprawcą okazał się obcokrajowiec. Tragedia z Irlandii Północnej posłużyła liderom protestu jako namacalny dowód na nieszczelność obecnego systemu weryfikacji osób napływających na wyspę. Przemówienia te spotkały się z potężną aprobatą zgromadzonego tłumu, który skandował hasła domagające się zaostrzenia kontroli granicznych i ochrony lokalnych społeczności.

Po zakończeniu oficjalnych przemówień pod GPO, kilkusetosobowy pochód uformował kolumnę i ruszył w kierunku siedziby irlandzkiego parlamentu. Marsz przez ścisłe centrum miasta wywołał natychmiastową reakcję policji. Kierownictwo policji, które z wyprzedzeniem monitorowało plany organizatorów, wdrożyło specjalny protokół bezpieczeństwa. Funkcjonariusze policji zmuszeni byli do wprowadzania stopniowego, rotacyjnego zamykania dróg i skrzyżowań na trasie przemarszu, aby umożliwić bezpieczne przejście manifestantom, a jednocześnie zminimalizować ryzyko potencjalnych zamieszek.

Kulminacyjnym punktem blokady stała się ulica Kildare Street, która z racji bezpośredniego sąsiedztwa parlamentu została całkowicie wyłączona z ruchu kołowego i odgrodzona policyjnymi kordonami. Choć po zakończeniu demonstracji sytuacja zaczęła wracać do normy, ulica ta przez długi czas pozostawała niedostępna dla kierowców.

Skutki wczorajszego protestu najmocniej odczuli jednak zwykli mieszkańcy Dublina oraz turyści polegający na transporcie publicznym. Stołeczny przewoźnik autobusowy, Dublin Bus, musiał w trybie natychmiastowym zmodyfikować siatkę połączeń dla ogromnej części swoich wozów. Jak poinformował Blake Boland z Centrum Kontroli Ruchu Autobusowego w Dublinie, aż około dwudziestu regularnych tras zostało skierowanych na przymusowe objazdy. Największy zator logistyczny wywołał fakt, że autobusy straciły całkowicie dostęp do strategicznej ulicy Molesworth Street, w tym do kluczowego i niezwykle obciążonego odcinka F.

Tysiące pasażerów utknęło w korkach lub na przystankach, czekając na opóźnione autobusów, podczas gdy centrum miasta zamieniło się w wielki labirynt objazdów.

Protest ten, co ważne, wpisuje się w szerszy, niezwykle głęboki kryzys polityczny, przed jakim stoi obecnie irlandzka koalicja rządząca. Debata publiczna wokół unijnego Paktu Migracyjnego rozgrzewa scenę polityczną do czerwoności, a środowy marsz pokazał, że nastroje społeczne ulegają gwałtownej radykalizacji.

Krytycy Paktu, reprezentowani przez wiele środowisk, głównie prawicowych, a nazywanych w Irlandii skrajnymi, podnoszą argumenty o utracie irlandzkiej suwerenności i narzucaniu przez Brukselę obowiązkowych kwot relokacyjnych uchodźców. Z kolei rząd argumentuje, że nowe unijne mechanizmy pozwolą na lepsze zarządzanie kryzysem i usprawnią procedury deportacyjne.

Presja ulicy rośnie jednak z każdym tygodniem, a żądanie referendum staje się dla rządzących coraz poważniejszym wyzwaniem, którego nie da się zignorować poprzez proste unikanie tematu w parlamentarnych debatach. Obecnie wydaje się, że opozycja w Dáil Éireann podchwyciła ten pomysł i również zażąda przeprowadzenia ogólnokrajowego referendum w zakresie przyjmowania migrantów pochodzących spoza Unii Europejskiej.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. Dzięki uprzejmości RTE

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version