Miniony tydzień powinien zostać zapisany w europejskiej pamięci strategicznej jako moment otrzeźwienia. Taką ocenę przedstawił wicepremier Republiki Irlandii Simon Harris, wskazując, że ostatnie wydarzenia w relacjach transatlantyckich były wyraźnym „sygnałem ostrzegawczym” zarówno dla Irlandii, jak i całej Unii Europejskiej. Ostrzeżeniem nie przed jednym kryzysem, lecz przed epoką niestabilności, w której stare reguły przestają działać.
Impulsem do tej refleksji był tydzień napięć w stosunkach handlowych między Stanami Zjednoczonymi a UE. Zakończył się on wycofaniem przez prezydenta USA Donalda Trumpa groźby nałożenia ceł na europejskich sojuszników i Wielką Brytanię, w kontekście planów dotyczących Grenlandii. Waszyngton powołał się przy tym na umowę z NATO, co pozwoliło uniknąć eskalacji konfliktu. Kryzysu gospodarczego udało się uniknąć, ale, jak podkreślił Harris, powrót do starej normalności nie wchodzi w grę.
Po zakończeniu spotkania Forum Handlowego w budynkach rządowych wicepremier mówił wprost, że Europa musi porzucić iluzję stabilności. Jego zdaniem ostatnie wydarzenia wymagają większej czujności i znacznie bardziej zaawansowanego planowania scenariuszy. Harris poinformował, że zwrócił się do urzędników Ministerstwa Finansów o przyspieszenie prac analitycznych, jednocześnie zaznaczając, że działania na poziomie krajowym nie wystarczą bez zdecydowanego zwrotu na poziomie unijnym.
W centrum tej zmiany ma znaleźć się samowystarczalność, a nie tylko w sensie militarnym, ale także gospodarczym, cyfrowym i w obszarze cyberbezpieczeństwa. Europa, zdaniem Harrisa, nie może dłużej funkcjonować jako bierny obserwator decyzji zapadających w Białym Domu. Musi stać się aktorem zdolnym do ochrony własnych interesów i odporności swoich gospodarek. Wicepremier przywołał przy tym wystąpienie premiera Kanady Marka Carneya w Davos, który stwierdził, że stary porządek świata uległ zasadniczej zmianie. Harris zgodził się z tą diagnozą, zauważając, że normy międzynarodowe, które przez dekady stanowiły fundament globalnych relacji, zostały co najmniej poważnie nadwyrężone. W odpowiedzi Irlandia, jak zaznaczył, musi robić to, co jest w jej mocy: utrzymywać nadwyżki budżetowe, inwestować w infrastrukturę i pozostać krajem atrakcyjnym dla inwestorów. Równolegle Unia Europejska powinna przyspieszyć działania wzmacniające konkurencyjność i odporność całego bloku.
W tle tych deklaracji trwa debata na temat relacji Irlandii ze Stanami Zjednoczonymi. Minister spraw zagranicznych Helen McEntee uznała, że tradycyjna wizyta premiera w Białym Domu z okazji Dnia Świętego Patryka powinna się odbyć, mimo głosów opozycji nawołujących do jej bojkotu. Jej zdaniem jest to wyjątkowa forma dostępu politycznego, której zazdroszczą Irlandii inni europejscy partnerzy.
McEntee podkreśliła, że Stany Zjednoczone pozostają jednym z najważniejszych partnerów handlowych Irlandii, zaraz po Unii Europejskiej. Jednocześnie zaznaczyła, że świat wszedł w okres „niepewnych czasów”, co wymaga dywersyfikacji rynków i większej kontroli nad tym, co da się kontrolować. Temu właśnie służyć ma rządowa strategia dywersyfikacji rynku oraz nowa strategia konkurencyjności, omawiane podczas kolejnych posiedzeń Forum Handlowego.
Wypowiedzi Harrisa i McEntee układają się w spójną, choć niepokojącą narrację. Europa nie stoi dziś przed pojedynczym kryzysem, lecz przed zmianą reguł gry, choć wciąż nie chce dostrzec tego, jaki kierunek wskazywał prezydent Trump. Ostatni tydzień nie był anomalią, lecz zapowiedzią nowej normalności, bardziej brutalnej, mniej przewidywalnej i wymagającej politycznej dojrzałości. Ostrzeżenie zostało wysłane. Pytanie nie brzmi już, czy Europa je zrozumiała, lecz czy zdąży na nie odpowiedzieć? Tak na marginesie, trzymanie się przez Irlandię Brukseli, przynajmniej w kwestiach konkurencyjności, a właściwie jej braku na poziomie unijnym, niczego dobrego wyspie nie przyniesie.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by Christian Lue on Unsplash

