Architektura polityczna kontynentu europejskiego przechodzi najbardziej radykalne przewartościowanie od dziesięcioleci, a idea humanitarnej i otwartej Europy ustępuje właśnie miejsca pragmatycznej, bezwzględnej doktrynie bezpieczeństwa granic.
Prawodawcy oraz rządy państw członkowskich Unii Europejskiej osiągnęli porozumienie w sprawie nowych, rygorystycznych przepisów, które znacząco zmienią losy tysięcy ludzi „poszukujących schronienia” na Starym Kontynencie. Kluczowym elementem nowej strategii staje się legalizacja mechanizmu wysyłania, wobec których wydano nakaz opuszczenia wspólnoty, do specjalnych ośrodków izolacyjnych zlokalizowanych w państwach trzecich, poza zewnętrznymi granicami unijnymi.
Ta drastyczna modyfikacja kursu nie jest zjawiskiem odizolowanym, lecz stanowi element szerokiego, systemowego zaostrzania polityki migracyjnej. Co znamienne, Bruksela decyduje się na tak radykalne kroki w momencie, gdy presja migracyjna obiektywnie słabnie, a twarde dane pokazują, że liczba nielegalnych przekroczeń granic spadła w zeszłym roku o ponad jedną czwartą, osiągając najniższy pułap od początku obecnej dekady.
Mimo to, narastający nacisk ze strony ugrupowań prawicowych i eurosceptyków, zmusił unijny establishment do przejęcia ich haseł i przekucia ich w twardą literę prawa. Choć przepisy zaproponowane pierwotnie przez Komisję Europejską wciąż wymagają formalnego zatwierdzenia przez Parlament Europejski oraz rządy państw członkowskich, konsensus na najwyższych szczeblach władzy stał się faktem.
U podstaw tej decyzji leży całkowita niewydolność dotychczasowego systemu powrotów. Państwa członkowskie od lat otwarcie przyznają, że nie są w stanie skutecznie egzekwować prawa wobec osób, których wnioski o azyl zostały prawomocnie odrzucone, a także wobec tych, którzy notorycznie przekraczają dozwolony okres ważności wiz.
Skalę tej systemowej bezradności najlepiej obrazują oficjalne statystyki Komisji Europejskiej, z których wynika, że zaledwie co piąty migrant objęty nakazem deportacji faktycznie opuszcza unijne terytorium. W odpowiedzi na ten paraliż nowa legislacja powołuje do życia tak zwane „centra powrotów” poza terytorium Unii Europejskiej. Co najbardziej uderzające i niepokojące z punktu widzenia obrońców praw człowieka, osoby deportowane będą mogły być wysyłane do obozów w krajach trzecich, z którymi nie łączą ich absolutnie żadne więzy kulturowe, rodzinne czy historyczne. Oficjalna retoryka Brukseli, reprezentowana przez komisarza Magnusa Brunnera, ubiera te działania w szaty przywracania suwerennej kontroli nad tym, kto ma prawo przebywać na terytorium zjednoczonej Europy.
Za fasadą urzędniczych komunikatów kryje się jednak bezprecedensowe rozszerzenie uprawnień służb siłowych. Nowy projekt ustawy drastycznie wydłuża maksymalne okresy detencji i wprowadza surowy katalog sankcji, w tym dożywotnie zakazy wjazdu, dotkliwe grzywny, a nawet procedury karne za brak pełnej współpracy z organami imigracyjnymi. Katalog narzędzi przymusu bezpośredniego staje się szeroki, a urzędnicy zyskają prawo do konfiskaty mienia prywatnego, masowego pobierania danych biometrycznych oraz stosowania przymusu fizycznego, traktowanego jako ostateczność, ale głównie w celu uzyskania danych do ewentualnej późniejszej identyfikacji migrantów.
Największe kontrowersje i lęk organizacji humanitarnych wzbudzają jednak zapisy zezwalające na przeszukiwanie migrantów oraz tak zwanych „odpowiednich pomieszczeń”. Eksperci prawni nie mają wątpliwości, że tak nieprecyzyjne sformułowanie otwiera drogę do arbitralnych, nocnych nalotów na prywatne domy i mieszkania. Aktywiści alarmują, że te brutalne praktyki, choć dotąd nielegalne, już teraz nasilają się w Europie, czego dowodem jest masowe odsyłanie osób z głębi kontynentu, w tym z Niemiec, z powrotem do krajów granicznych, takich jak np. Polska lub Grecja. Raporty organizacji pozarządowych opisują dramatyczne sceny nocnych rewizji, podczas których ludzie są zatrzymywani i wywożeni na lotniska bez możliwości zabrania podstawowego dobytku osobistego.
Środowiska obrońców praw człowieka oraz niezależni prawnicy jednoznacznie potępiają nowy kształt unijnego prawa, określając go jako gotowy przepis na legitymizację skrajnie niebezpiecznych i szkodliwych praktyk na gruncie europejskim. Padają mocne oskarżenia o sankcjonowanie uwięzienia nieletnich oraz budowanie aparatu represji wprost inspirowanego najbardziej kontrowersyjnymi strukturami deportacyjnymi ze Stanów Zjednoczonych.
Unia Europejska, stawiając na instytucjonalne wykluczenie i eksternalizację problemu poza swoje granice, kompletuje natomiast potężny arsenał prawny, który w ocenie krytyków w pełni kapituluje przed ksenofobiczną ideologią, trwale grzebiąc dotychczasowe dziedzictwo humanitarne wspólnoty.
Co jednak istotne, zwolennicy takich rozwiązań przyklasnęli pomysłowi i mówią, że zdążamy do normalności.
Bogdan Feręc
Źr. RTE

