Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Tragedia, która wstrząsnęła sercem Irlandii, Smutna kawalkada karawanów

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Są widoki, na które ludzkie serce nigdy nie będzie wystarczająco odporne. Obraz dwóch niewielkich, śnieżnobiałych dziecięcych trumien, spoczywających tuż obok tradycyjnych, dębowych – ich rodziców, zatrzymał w bezruchu całe Waterford. Skala tej tragedii wymyka się jakimkolwiek próbom pojęciowa, a cisza, jaka zaległa nad miastem, niesie ze sobą ciężar niepowetowanej straty. Czteroosobowa rodzina – Kim English, jej mąż Philip oraz ich synowie: dwunastoletni Callum i dziewięcioletni Jayden, ruszyła wczoraj w swoją ostatnią drogę, pozostawiając lokalną społeczność w stanie głębokiego szoku i niedowierzania.

Ludzka solidarność w obliczu brutalnego zła ujawniła się na ulicach w sposób niezwykle poruszający. Szpaler żalu dotknął wszystkich – od zszokowanych sąsiadów i osób postronnych, przez rówieśników, uczniów miejscowych szkół, po funkcjonariuszy służb ratunkowych, którzy zaledwie kilka dni wcześniej, próbowali walczyć o życie poszkodowanych. Setki mieszkańców stworzyły milczący szpaler wzdłuż Ballytruckle Road oraz The Folly.

Przejazd czterech karawanów stał się procesją cierpienia, w której każdy obecny starał się chociaż w znikomy sposób podzielić ciężar niepojętego dramatu z najbliższymi zmarłych.

Dzieciństwo zamknięte w bieli

Symbole umieszczone na trumnach najmłodszych przypominały o świecie, który został im brutalnie odebrany, świecie sportowych pasji, dziecięcych marzeń i zwyczajnej, codziennej radości. Jedna z białych trumien przykryta została klubowym herbem Liverpool FC. Na drugiej spoczęła flaga łącząca barwy narodowe oraz lokalne kolory Waterford, szybko stający się symbolem straty Calluma, który był zawodnikiem Johnville FC. Jego klubowi koledzy oraz działacze ustawili wartę honorową przed kościołem Sacred Heart. Żółto-czarne koszulki sportowe wyróżniały się w tłumie pogrążonym w żałobie, tworząc mocny, a zarazem tragiczny akcent tej uroczystości.

Gdy cztery trumny przekraczały próg świątyni, wprowadzane przez księdza Gerry’ego Chestnutta w obecności biskupa dr. Alphonsusa Cullinana, widok ten przekraczał granicę wytrzymałości wielu zgromadzonych. Ojciec Philipa Paddy – podtrzymywany przez krewnych, z trudnością pokonywał kolejne stopnie wiodące do wnętrza kościoła. Rodzina Englishów, wspierana przez bliskich z rodzin Companjen i Voets, trwała w paraliżującym bólu, który dotknął kilka pokoleń – od dziadków, przez rodzeństwo, po licznych przyjaciół.

Zamiast tradycyjnych wiązanek i wieńców kwiatów, rodzina wystosowała do żałobników poruszający apel. Poproszono o przekazywanie środków na rzecz szpitala dziecięcego Children’s Health Ireland w Crumlin. To tam, na oddziałach intensywnej terapii, o powrót do zdrowia wciąż walczy dwójka ocalałych dzieci – czternastoletnia dziewczynka oraz sześcioletni chłopiec. Oboje pozostają w stanie krytycznym ze względu na rozległe oparzenia i ciężkie zatrucie dymem.

Noc, która zmieniła wszystko

Tragedia, która wstrząsnęła całą Irlandią rozegrała się we wtorkowy poranek. O godzinie piątej rano dom rodziny Englishów na osiedlu Birchwood stał się celem ataku z użyciem ładunku zapalającego. Płomienie odcięły domownikom drogę ucieczki, zamieniając rodzinną ostoję w pułapkę. Wypowiedzi bliskich wskazują na potworną bezsensowność tego aktu. James English, wujek Philipa i ojciec chrzestny małego Calluma, z rozpaczą zauważył, że cała struktura ich rodziny została dosłownie zmiażdżona jednym, okrutnym gestem. Syn Philipa John James jednoznacznie podkreślał, że jego najbliżsi byli całkowicie niewinnymi ludźmi, którzy z nieznanych i niepojętych przyczyn znaleźli się w obszarze brutalnej przemocy.

Sprawa rzuca również światło na wcześniejsze incydenty, do których dochodziło w otoczeniu rodziny. W przeszłości zgłaszano przypadki uszkodzenia mienia, w tym dewastację samochodu Philipa czy próby podpalenia budynków należących do krewnych. To, co wydarzyło się na Birch Avenue, stało się jednak punktem, z którego nie ma już odwrotu, a dwupiętrowy budynek pozostaje obecnie zamkniętym miejscem zbrodni, szczegółowo badanym przez śledczych z Biura Technicznego Gardy.

Śledztwo i apel o sprawiedliwość

Reakcja wymiaru sprawiedliwości była natychmiastowa. Garda rozpoczęła i prowadzi pełnowymiarowe śledztwo w sprawie wielokrotnego morderstwa. Pierwsze zatrzymania miały miejsce już w drugiej połowie tygodnia. Dwudziestojednoletni mężczyzna oraz trzydziestojednoletnia kobieta stanęli przed Sądem Rejonowym w Clonmel. Przedstawiono im zarzuty dotyczące uszkodzenia mienia oraz spowodowania ciężkich obrażeń ciała na podstawie przepisów ustawy o przestępstwach przeciwko osobie. Przedstawiciele policji, na czele z komisarzem Justinem Kellym, wyraźnie sugerują, że krąg osób podejrzanych może się powiększyć, a sprawa ma charakter rozwojowy.

Lokalny duszpasterz, ksiądz Chestnutt, podczas wcześniejszego czuwania modlitewnego wypowiedział słowa, które rezonują w całej społeczności Waterford. Wskazał, że nikt nie ma prawa odbierać spokoju rodzinie, która szykuje się do zwykłego dnia, do wyjścia dzieci do szkoły czy do pracy. Zwracając się do osób odpowiedzialnych za ten brutalny akt, apelował o odwagę cywilną, przyznanie się do winy i poniesienie pełnych konsekwencji prawnych.

Jednocześnie służby śledcze nieustannie apelują do wszystkich świadków, którzy w feralny wtorek między godziną 4:30 a 5:30 przebywali w rejonie Birchwood, i proszą o przekazywanie wszelkich informacji mogących pomóc w pełnym wyjaśnieniu tej potwornej zbrodni.

*

Waterford pogrążyło się w mroku, jakiego mieszkańcy nie pamiętają od dekad. Solidarność okazana na ulicach jest dowodem na to, że społeczność potrafi zjednoczyć się w cierpieniu, jednak rana zadana przez ten bezsensowny akt przemocy pozostanie otwarta przez bardzo długi czas.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Fot. Kadr z nagrania Independent

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version