Teatr przenika do DNA – z ukraińską śpiewaczką, aktorką, kompozytorką i eseistką Roksaną Vikaluk rozmawia Sławek Orwat

Sławek Orwat: Znajdujemy się w Teatrze Polskim we Wrocławiu – scena im. Jerzego Grzegorzewskiego. Zagrasz dziś główną rolę muzyczną w spektaklu „Xięgi Schulza” w reżyserii Jana Szurmieja. Jak trafiłaś do Wrocławia i z czym kojarzy ci się ten dzień?

Roksana Vikaluk: To był marzec 2018. Poranek był chłodny, ale słoneczny i wspaniały pod każdym względem. Przyjechałam do Wrocławia wczesnym świtem tuż po premierze „Chumesz lider” w Teatrze Żydowskim w Warszawie, z którym współpracuję od wielu lat. Jan Szurmiej powiedział – odsapnij. Wypiłam kawę i już po chwili oprowadzał mnie po Teatrze, opowiadał mi jego historię i podkreślał swoje przywiązanie. Opowiedział mi także o tym, jak paliła się scena główna oraz o jej odbudowie. I rzeczywiście przód sceny Teatru Polskiego jest nowy, ale jego serce jest stare.

– Jako licealista, w latach 1979 – 1983 obejrzałem tu niemal wszystkie spektakle z tego okresu. Należałem wtedy do pamiętnego „Klubu 1212”, którego nazwa pochodziła od ilości miejsc na widowni. Dzięki przynależności do tego klubu mogłem spotykać się z takimi znakomitościami teatru tamtych czasów jak: Kazimierz Dejmek, Igor Przegrodzki czy Jerzy Krasowski.

– O tych osobistościach Jan Szurmiej także wspominał.

– Urodziłaś się w Tarnopolu. Jakie posiadasz korzenie narodowościowe i w jakich okolicznościach znalazłaś się w granicach Polski?

Odpowiedź na to pytanie znajduje się na stronie: Muzyczna Podróż>>>

Podziel się:

Wizyta ministra Jack
Tonelagee (Wicklow M
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn