Od północy Irlandia weszła w nową erę cen paliw i nie jakąś rewolucję, raczej długo wyczekiwany oddech ulgi dla kierowców oraz gospodarstw domowych. Po gorącej debacie i wieczornym głosowaniu w Dáil rząd przeforsował pakiet obniżek, który ma pomóc w starciu z wysokimi kosztami energii napędzanymi wojną w Iranie i globalnym chaosem na rynkach.
118 posłów poparło obniżkę akcyzy, 39 było przeciwko, a efekt? Akcyza na benzynę spada o 15 centów, na olej napędowy o 20 centów, a według wyliczeń rządu oznacza to realne obniżki o 17 centów na litrze benzyny i 22 centy na litrze diesla. Do tego dochodzi pauza w podatku NORA na dwa miesiące i kolejne 2 centy mniej na benzynie, dieslu i oleju opałowym.
To nie wszystko. W pakiecie znalazły się też:
– obniżka akcyzy na ekologiczny olej napędowy o 3 centy,
– zwiększenie maksymalnej ulgi w ramach Diesel Rebate Scheme z 7,5 do 12 centów za litr,
– przedłużenie wypłaty za ogrzewanie dla osób pobierających świadczenia socjalne,
– rozszerzenie rabatów dla przewoźników,
– ukierunkowane wsparcie energetyczne dla emerytów, opiekunów i osób z niepełnosprawnościami.
Łączny koszt tej obniżki wynosi 235 milionów euro, a celem jest dać ludziom trochę oddechu, zanim kolejna fala globalnych turbulencji kolejny raz podbije ceny.
Gdy rząd ogłaszał swoje zwycięstwo legislacyjne, nie wszyscy bili brawo, a rzecznik rządu jasno wypunktował Sinn Féin, nazywając ich głosowanie przeciwko obniżkom „niezwykłym”, zwłaszcza po tygodniach apeli o pomoc dla kierowców. To, delikatnie mówiąc, wywołało polityczne szturchnięcia o hipokryzję i „sztuczki”. Sinn Féin odbiło piłeczkę w swoim stylu, mówiąc, że rządowe działania to „półśrodki”, które zostawiają bez wsparcia rodziny korzystające z oleju opałowego. Proponowali pełne zniesienie akcyzy na to paliwo, maksymalne obniżki benzyny i diesla oraz dłuższe wsparcie w ramach dodatku paliwowego. „Nie zadowolimy się niczym gorszym” – napisali w oświadczeniu.
Wiceprzewodniczący Socjaldemokratów Cian O’Callaghan przypomniał, że w wielu domach ludzie wybierają dziś między jedzeniem a ogrzewaniem. Liderka Partii Pracy Ivana Bacik również stwierdziła, że rząd nie zaszedł dostatecznie daleko.
Premier Micheál Martin trzymał się ostrożnej narracji i stwierdził, że pakiet jest „celowy i tymczasowy”, a państwo musi zachować margines bezpieczeństwa. „Nie wiemy, co nas czeka” –podkreślał, dodając, że żadna władza nie jest w stanie w pełni zrekompensować skutków wojny na rynkach energii. Wicepremier Simon Harris dodał nieco bardziej dosadnie, iż ceny wzrosły szybko, więc spaść też powinny szybko i oczekuje, że stacje benzynowe dadzą to odczuć kierowcom w ciągu kilku godzin, choć dopuszcza lekkie opóźnienia na małych, wiejskich stacjach.
Warto zauważyć, że debata o cenach paliw odsłoniła coś więcej niż tylko tabelę opłat. To dyskusja o napiętych budżetach, o rosnącej presji na rodziny, o tym, kto płaci najwyższą cenę za globalne kryzysy. Polityczne okopy szybko się podniosły i każda partia chce pokazać, że stoi po stronie „zwykłych ludzi”. A dla kierowców? Od dziś realne pytanie brzmi, czy przy dystrybutorze faktycznie zobaczą te 17 i 22 centy różnicy? Rząd obiecuje, że tak. Sinn Féin mówi, że to za mało, a większość obywateli ma tylko jedno marzenie, by na stacji paliw rachunek wreszcie przestał brzmieć jak wyrok.
Jedno jest pewne, więc od północy zaczął się nowy rozdział paliwowej batalii i jak to w Irlandii bywa, polityka rozgrzewa ją równie mocno jak silniki na autostradzie M50.
Bogdan Feręc
Źr. RTE

