Zapisy umowy, brak woli ze strony zarządzających czy unikanie odpowiedzialności przez instytucje? Pytania wokół dostępu najemców socjalnych do infrastruktury w dublińskim osiedlu Castleview w Inchicore pozostają bez odpowiedzi. Zamiast porozumienia rośnie jednak determinacja samych mieszkańców, którzy zachęceni zostali wygraną przed organami państwowymi i masowo składają skargi na tle wykluczenia oraz nierównego traktowania.
Głośna niedawno sprawa przed Komisją ds. Stosunków Pracy (WRC) naświetliła mechanizmy działające w tle tej inwestycji. Organ orzekł, że przedsiębiorstwo zarządzające kompleksem – Dillon Marshall dopuściło się jednoznacznej dyskryminacji wobec Agnieszki Nowakowskiej. Lokatorce odmówiono prawa do korzystania z osiedlowej siłowni, mimo deklaracji pokrycia wszelkich opłat z własnych środków. Uzasadnienie odmowy sprowadzało się do faktu zamieszkiwania przez nią w bloku przeznaczonym dla najemców socjalnych. Za doznaną krzywdę przyznano jej 2500 euro odszkodowania. Firma zarządcza unikała bezpośredniego starcia na sali rozpraw, a zarząd tłumaczył to absencją przedstawiciela związaną z urlopem i zignorowanym wnioskiem o odroczenie.
Dziennikarskie śledztwo przeprowadzone przez redakcję Irish Independent ujawniło skomplikowany układ zależności operacyjnych oraz prawnych, z których wyłania się obraz powszechnego zrzucania z siebie odpowiedzialności. Kompleks liczy 392 lokale, z czego jedenaście obiektów należy do kanadyjskiego funduszu QuadReal. Wynajem na rynku prywatnym osiąga tam stawki rzędu od 2150 euro za jednopokojowe lokum do nawet 3550 euro za przestrzeń trzypokojową, a w kwotę wliczona jest strefa rekreacyjna, sala konferencyjna, przestrzeń coworkingowa oraz salon dla mieszkańców.
Zgrupowani w odrębnym Bloku nr. 5 mieszkańcy socjalni, których lokalami zarządza zatwierdzona instytucja mieszkaniowa The Iveagh Trust na zlecenie Rady Miasta Dublina (DCC), nie mają prawa przekroczyć progu stref rekreacyjnych. Dyrektor wykonawczy fundacji Aidan Culhane twierdzi, że ma całkowicie związane ręce zobowiązaniami: „Kupiliśmy Blok 5 w Castleview dwa lata po zawarciu umowy z kimś, kogo nie znam, w sprawie wykluczenia mieszkańców [z udogodnień]. Jesteśmy właścicielami Bloku 5. To wszystko. Reszta inwestycji i związane z nią ustalenia są poza naszą kontrolą i zostały podjęte dwa lata przed przejęciem jej. Zawarto porozumienie, które miało uniemożliwić mieszkańcom naszego bloku dostęp do siłowni i innych obiektów”.
Mimo deklarowanej chęci rozwiązania problemu, The Iveagh Trust nie udostępniło dokumentacji potwierdzającej owe zapisy. Co więcej, rzecznik dewelopera Golden Port Developments stanowczo zaprzecza istnieniu jakichkolwiek klauzul wykluczających. Z kolei samorząd wykazuje stanowisko pragmatyczne i wnoszona z publicznych pieniędzy opłata podstawowa pokrywa wyłącznie cele mieszkaniowe, lecz władze stolicy nie widzą przeszkód, by lokatorzy indywidualnie dokupowali dostęp do strefy fitness, o ile zarządca wyrazi chęć podjęcia współpracy.
Przedstawiciel Dillon Marshall Damien Dillon przekonuje, że ciężar porozumienia spoczywa na podmiocie zarządzającym sektorem socjalnym: „Naszym zdaniem to The Iveagh Trust musi za to odpowiedzieć. To nie my sami. Jesteśmy tu jedynie agentami zarządzającymi. Mogą pozwolić każdemu korzystać z siłowni, jeśli tylko zechcą, ale ta osoba musi chcieć to zrobić. To takie proste. To porozumienie między AHB, władzami lokalnymi i właścicielami kompleksu. Wszyscy trzej muszą się zjednoczyć”.
Chociaż przedstawiciele obydwu stron spotkali się w celu omówienia konfliktu, rozmowy – mimo uprzejmej atmosfery, nie przyniosły żadnego przełomu. Właściciel większościowej części, fundusz QuadReal, osłania się argumentacją o niezależnych strukturach własnościowych. Podkreśla przy tym, że lokatorzy Bloku 5 mają swobodny dostęp do otwartych placów zabaw i zewnętrznych terenów spacerowych.
Osoby zbliżone do sprawy wprost punktują jednak brak dobrej woli instytucji i zasłanianie się sztuczną biurokracją. Zamiast merytorycznych barier technicznych występuje po prostu pozaformalny opór.
Sytuacja zyskała dynamikę i zachęceni powodzeniem pierwszej sprawy sądowej pozostali lokatorzy masowo występują na drogę prawną przeciwko zarządcom. Jeden z najemców podsumowuje konflikt bez ogródek: „Szczerze mówiąc, nie sądzę, żebym ustąpił. Ja też nie. Nie chodzi o pragnienie luksusu ani o otrzymanie czegoś za darmo. Chodzi o równość, integrację i zapewnienie naszym dzieciom takich samych możliwości bycia częścią społeczności, w której żyją. Nie powinniśmy budować murów między dziećmi ze względu na rodzaj domu, w którym mieszkają ich rodziny”.
*
Pamiętam, jak kilka lat temu, a było to za czasów, kiedy ministrem od tzw. mieszkalnictwa było Eoghan Murphy w rządzie Simona Harrisa, sprzeciwiał się budowie osiedli bloków, gdyż tworzy to enklawy, które będą miały potencjał narodzin slumsów. To jest właśnie taki przykład. Mamy osiedle, mamy blok socjalny i mamy też ograniczenia dotyczące niektórych mieszkańców. Co za tym idzie, właściciele kompleksu i zarządcy, właśnie tworzą slumsy, ograniczając dostęp do obiektów rekreacyjnych.
Wówczas stwierdziłem też, że rozwiązaniem problemu pojawiania się osiedli gett, jest miks mieszkaniowy, więc w jednym bloku powinny być lokale dla „bogaczy” i dla tych, którzy otrzymują lokale z puli miasta. W tym przypadku stało się inaczej, więc powstał też problem, a do utworzenia slumsów, postawiony został pierwszy krok.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Fot. CastleView.ie

