Sztuczna inteligencja wchodzi do szkół cicho, bez dzwonka na lekcję i bez zgody wpisanej do dziennika. Już dziś wpływa na to, jak dzieci zdobywają wiedzę, jak odrabiają prace domowe i jak postrzegają autorytet nauczyciela. W Irlandii rząd nie ma wątpliwości: ten proces jest nieunikniony, ale równie jasne staje się drugie przesłanie, że sztuczna inteligencja, zwłaszcza w kontekście uczniów, musi zostać wzięta w ryzy i to stanowczo.
Minister edukacji Hildegarde Naughton nie próbowała pudrować rzeczywistości i sztuczna inteligencja, jak stwierdziła, będzie miała „ogromny wpływ na społeczeństwa na całym świecie”, oferując „naprawdę pozytywne możliwości, ale także wyzwania”. To język wyważony, lecz sens wypowiedzi jest jednoznaczny: technologia pędzi szybciej niż prawo, szkoła i społeczna refleksja. Najostrzejszy ton minister przyjęła, mówiąc o bezpieczeństwie dzieci. Zarówno w sieci, jak i poza nią. W dobie narzędzi zdolnych generować realistyczne obrazy, filmy i teksty, granica między fikcją a przestępstwem bywa niebezpiecznie cienka. Naughton przypomniała rzecz fundamentalną, choć wciąż wymagającą powtarzania, bo udostępnianie intymnych zdjęć bez zgody jest w Irlandii nielegalne, podobnie jak tworzenie materiałów przedstawiających wykorzystywanie seksualne dzieci, niezależnie od tego, czy zrobił to człowiek, czy algorytm.
To nie jest debata akademicka, a problem, który już istnieje, dlatego minister wezwała do zgłaszania wszelkich obaw policji, serwisowi Hotline.ie oraz platformom internetowym, podkreślając, że rząd traktuje ten temat jako „naprawdę poważny problem”.
Jednocześnie Naughton nie kwestionuje edukacyjnego potencjału sztucznej inteligencji. Wręcz przeciwnie, przyznaje, że zmieni ona sposób, w jaki młodzi ludzie się uczą, a tym samym zmusi szkoły do gruntownej zmiany myślenia. Właśnie temu ma służyć Krajowa Dyskusja na temat Edukacji, którą minister nazwała „niepowtarzalną okazją” do przemyślenia systemu nauczania w kontekście AI i zmieniającego się rynku pracy.
Pytania, które dziś padają, są proste, ale też niewygodne, czyli jakie umiejętności będą potrzebne młodym ludziom w przyszłości? Jak przygotować ich do świata, w którym praca na całe życie przestaje być normą, a zmiana zawodu staje się regułą? I wreszcie, jak zrobić to wszystko, nie oddając wychowania dzieci w ręce nieprzejrzystych algorytmów?
Warto zauważyć, że w tej debacie głos mają nie tylko eksperci z tytułami naukowymi. „Ekspertami są sami nasi uczniowie”, podkreśliła Naughton, przywołując wypowiedź ucznia szkoły podstawowej, który marzył o nauce bardziej interaktywnej, a nie opartej wyłącznie na monologu nauczyciela. To dziecinna obserwacja, ale trafia w punkt. Technologia może pomóc, lecz nie może zastąpić relacji, rozmowy i odpowiedzialności dorosłych.
Irlandzki system edukacji, jak zaznaczyła minister, wciąż pozostaje silny. Wysokie wyniki czytelnictwa, dobre rezultaty w naukach ścisłych i matematyce na tle OECD są dowodem, że fundamenty działają. Problem polega na tym, że stanie w miejscu nie jest już opcją, ale równie niebezpieczne byłoby bezrefleksyjne przyjęcie każdej nowinki technologicznej tylko dlatego, że jest nowa.
Sztuczna inteligencja w szkołach nie jest ani zbawcą, ani wrogiem, bo jest narzędziem, a każde narzędzie, zwłaszcza używane przez dzieci, wymaga zasad, nadzoru i jasnych granic. Jeśli państwo ich nie wyznaczy, zrobi to rynek. Wtedy rachunek edukacyjny, społeczny i moralny, może okazać się znacznie wyższy, niż dziś chcemy przyznać.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by Annie Spratt on Unsplash

