W europejskiej polityce coraz częściej powraca stary, dobrze znany schemat i gdy gospodarka zwalnia, a konkurencja ze strony świata rośnie, w Brukseli rodzą się kolejne odklejone pomysły regulacyjne i podatkowe. Tym razem na celowniku znalazło się lotnictwo, a reakcja branży była natychmiastowa i ostra, a jednym z najbardziej bezkompromisowych krytyków okazał się Michael O’Leary, czyli prezes linii Ryanair, który wprost uderzył w Komisję Europejską oraz jej przewodniczącą Ursulę von der Leyen.
O’Leary znany ze swojej szczerości, a nie pozostawił na nowych unijnych koncepcjach suchej nitki i jego zdaniem pomysły dotyczące dodatkowych opłat, podatków środowiskowych oraz nowych regulacji dotyczących podróży lotniczych są przykładem politycznego myślenia oderwanego od realiów gospodarki. W czasie, gdy Europa powinna walczyć o konkurencyjność wobec Stanów Zjednoczonych i dynamicznie rozwijających się gospodarek Azji, unijne instytucje, jak twierdzi, zajmują się tworzeniem kolejnych obciążeń dla jednej z najbardziej dynamicznych gałęzi transportu.
W ocenie szefa Ryanaira szczególnie kontrowersyjny jest system opłat środowiskowych oraz mechanizm EU ETS, czyli unijny system handlu emisjami. Linie lotnicze działające w Europie płacą z jego tytułu miliardy euro rocznie. Sam Ryanair, według danych przedstawianych przez spółkę, odprowadza około 1,6 miliarda euro rocznie w różnego rodzaju opłatach związanych z emisjami. O’Leary uważa jednak, że konstrukcja systemu jest głęboko niesprawiedliwa, ponieważ w praktyce uderza przede wszystkim w europejskich przewoźników i oczywiście w pasażerów.
Problem polega na tym, że linie lotnicze spoza Unii Europejskiej, szczególnie te z Azji czy Bliskiego Wschodu, nie są obciążane opłatami w taki sam sposób. W rezultacie europejskie lotnictwo, zamiast być wspierane, zostaje wystawione na dodatkową presję kosztów. W ocenie prezesa Ryanaira prowadzi to do paradoksalnej sytuacji, gdyż Europejczycy, którzy chcą podróżować w obrębie UE, płacą więcej niż ci, którzy wybierają kierunki poza nią.
Przykład, który przytacza O’Leary, jest bardzo prosty, bo czteroosobowa rodzina lecąca z jednego kraju Unii Europejskiej na wakacje do innego państwa członkowskiego może zapłacić nawet około stu euro dodatkowych opłat więcej, a wynikających z systemu emisji ETS. Tymczasem wyjazd do kraju spoza UE, choćby do Turcji, nie musi być obciążony podobnymi kosztami. Z perspektywy rynku oznacza to, że unijna polityka klimatyczna w praktyce zachęca część turystów do wyjazdów poza Europę.
Dla branży lotniczej jest to sygnał alarmowy, gdzie transport lotniczy w Europie od lat funkcjonuje w niezwykle konkurencyjnym środowisku, a unijni przewoźnicy walczą o pasażerów ceną, siatką połączeń i efektywnością operacyjną. W modelu tanich przewoźników kluczową rolę odgrywa każdy szczegół od liczby miejsc na pokładzie po czas postoju samolotu na lotnisku. W przypadku Ryanaira standardem jest rotacja trwająca około dwudziestu pięciu minut. W tym czasie samolot musi wylądować, wysadzić pasażerów, przyjąć nowych i ponownie wzbić się w powietrze.
Wprowadzenie kolejnych regulacji, choćby dotyczących bagażu podręcznego czy nowych obowiązków wobec pasażerów, ten mechanizm może zostać zaburzony. Komisja Europejska i Parlament Europejski od miesięcy dyskutują o zmianach w prawach pasażerów lotniczych. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych pomysłów było wprowadzenie obowiązku umożliwienia przewozu dodatkowej sztuki bagażu podręcznego bez opłat.
Z punktu widzenia wielu pasażerów brzmi to atrakcyjnie, ale dla tanich linii lotniczych oznaczałoby poważne problemy operacyjne. Samoloty wykorzystywane przez Ryanaira, najczęściej Boeingi 737 w konfiguracji 189 miejsc, nie są zaprojektowane do przechowywania dwóch dużych bagaży kabinowych dla każdego pasażera. W praktyce oznaczałoby to konieczność przenoszenia części bagaży do luku, co wydłużyłoby czas obsługi samolotu i w konsekwencji opóźniało setki tysięcy lotów rocznie.
Jeszcze większe emocje w branży wywołują jednak nowe pomysły podatkowe. W kilku krajach Europy trwa dyskusja o dodatkowych opłatach lotniczych, które miałyby zasilać budżety państw lub finansować instytucje nadzorujące sektor. W Polsce pojawiła się koncepcja przekształcenia Urzędu Lotnictwa Cywilnego w agencję finansowaną między innymi z dopłat doliczanych do biletów. Z perspektywy polityków są to niewielkie kwoty, bo kilka złotych dodanych do ceny biletu wydaje się drobną korektą. O’Leary twierdzi jednak, że w lotnictwie takie „drobiazgi” mają ogromne znaczenie. Rynek działa globalnie i niezwykle szybko reaguje na zmiany kosztów. Linie lotnicze mogą przenosić samoloty, zamykać bazy i otwierać nowe w krajach, gdzie warunki są korzystniejsze.
Dlatego w Europie widać dziś wyraźny podział i część państw, takich jak Szwecja, Słowacja, Albania czy Włochy, zdecydowało się na znoszenie podatków lotniczych, aby przyciągnąć ruch i inwestycje. Inne kraje idą w przeciwnym kierunku, zwiększając obciążenia fiskalne, więc w opinii prezesa Ryanaira konsekwencje tego kroku będą proste, czyli tam, gdzie podatki spadają, ruch lotniczy rośnie, natomiast w innych państwach rozwój sektora zwalnia.
Spór wokół lotnictwa pokazuje jednak szerszy problem europejskiej polityki gospodarczej. W ostatnich latach Unia Europejska stawia coraz większy nacisk na regulacje środowiskowe, standardy społeczne i ochronę konsumentów. Jednocześnie przedsiębiorcy coraz częściej alarmują, że rosnąca liczba przepisów zaczyna osłabiać konkurencyjność europejskich firm na globalnym rynku. W świecie, w którym amerykańskie oraz azjatyckie linie lotnicze rozwijają się w szybkim tempie, Europa staje przed pewnym wyborem. Może więc traktować lotnictwo jako narzędzie rozwoju gospodarczego, integracji rynku i mobilności obywateli, ale może też widzieć w nim przede wszystkim sektor wymagający coraz większej regulacji i fiskalnego nadzoru.
Dla Michaela O’Leary’ego odpowiedź jest oczywista i jego zdaniem polityka nakładania kolejnych opłat na podróże lotnicze to droga donikąd. Zamiast wzmacniać europejską konkurencyjność, prowadzi do sytuacji, w której to sami Europejczycy płacą więcej za przemieszczanie się po własnym kontynencie.
***
W tej debacie o lotnictwie stawką jest coś więcej niż tylko cena biletu na wakacyjny lot. Chodzi o to, czy Europa wciąż chce być przestrzenią łatwej mobilności, tanich podróży i otwartego rynku, czy też kontynentem, w którym każdy kilometr lotu będzie stopniowo obciążany kolejnymi podatkami i, jak to dzieje się od lat, nowymi regulacjami. W Brukseli wciąż trwa spór o tę wizję, ale w branży lotniczej coraz częściej słychać jednak jedno zdanie, że o ile ta polityka się nie zmieni, Europa może sama podciąć skrzydła własnemu lotnictwu.
Bogdan Feręc
Źr. Money.pl
Photo by Gabor Koszegi on Unsplash

