Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Świat stoi na krawędzi szoku energetycznego. Długa wojna przeciwko Iranowi może zatrzymać światową gospodarkę

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Na pierwszy rzut oka wojna na Bliskim Wschodzie wydaje się kolejnym konfliktem oddalonym i bardziej regionalnym, jednak tzw. lokalne starcia w tym rejonie potrafią wywołać globalne gospodarcze trzęsienia ziemi. W przypadku obecnej konfrontacji z Iranem największym zagrożeniem nie jest nawet samo rozszerzenie działań militarnych na kolejne państwa, lecz scenariusz znacznie bardziej przyziemny, czyli długotrwałe zablokowanie dostaw ropy i gazu z rejonu Zatoki Perskiej.

Jeśli konflikt przeciągnie się do jesieni, a niektóre analizy potencjału militarnego Iranu sugerują, że kraj ten jest przygotowany na prowadzenie wojny przynajmniej do listopada, świat może stanąć w obliczu największego szoku energetycznego od pół wieku. W centrum całego problemu znajduje się Cieśnina Ormuz, ten fragment szlaku wodnego między Iranem a Omanem, gdyż jest jednym z najważniejszych szlaków transportujących nośniki energii na świecie. Każdego dnia przepływa tamtędy około 20–21 milionów baryłek ropy naftowej oraz ogromne ilości gazu skroplonego LNG, co odpowiada mniej więcej 20 procentom globalnej konsumpcji ropy. Nie jest więc zwykła droga morska, a bardziej jedna z istotnych tętnic roponośnych świata.

Zatoka Perska skupia największe rezerwy węglowodorów na planecie, więc to Arabia Saudyjska, Irak, Kuwejt, Katar czy Zjednoczone Emiraty Arabskie eksportują ogromne ilości ropy i gazu niemal wyłącznie przez tę jedną cieśninę. W normalnych warunkach statki z tym surowcem płyną stamtąd do portów całego świata, ale przede wszystkim jednak do Azji. Wystarczy kilka rakiet, min morskich lub dronów, aby cały system logistyczny przestał działać. Już teraz ruch statków w rejonie cieśniny został prawie zatrzymany, ponieważ armatorzy i ubezpieczyciele nie chcą ryzykować utraty tankowców.

Wbrew powszechnemu przekonaniu największymi ofiarami ewentualnej blokady nie będą ani Europa, ani Stany Zjednoczone, bo najbardziej ucierpi Azja, gdyż około 80 procent ropy przepływającej przez Cieśninę Ormuz trafia właśnie do państw azjatyckich.

Największym odbiorcą są Chiny, które odpowiadają za prawie 38 procent transportów przez ten szlak, jednak paradoksalnie Pekin nie jest najbardziej wrażliwy na wstrząsy energetyczne. Państwo Środka posiada duże rezerwy strategiczne oraz możliwość częściowego zastąpienia dostaw surowcami z Rosji i Azji Centralnej. Znacznie trudniejsza sytuacja dotyczy Japonii, bo jej gospodarka przez dekady była zasilana ropą z Bliskiego Wschodu. W praktyce oznacza to, że ponad 90 procent importowanej ropy pochodzi z tego regionu, a większość tej ilości transportowana jest właśnie przez Cieśninę Ormuz.

Gdy ten szlak został zablokowany, japońska gospodarka powoli traci swoją bazę energetyczną i to niemal z dnia na dzień. Już teraz Tokio przygotowuje się do uruchomienia swoich rezerw strategicznych węglowodorów, które mogą pokryć około 45 dni zapotrzebowania.

Na tle Azji Europa wygląda na relatywnie bezpieczną, bo Stary Kontynent zdywersyfikował dostawy ropy i gazu, zwłaszcza po kryzysie energetycznym związanym z rosyjsko-ukraińską wojną. Nie oznacza to jednak pełnej odporności, bo całkiem spora część ropy z Zatoki Perskiej wciąż trafia na europejskie giełdy, a globalne ceny surowców ustalane są na wspólnym rynku. Jeśli zabraknie nawet części z ponad 20 milionów baryłek dziennie przechodzących przez cieśninę, cena baryłki ropy może wzrosnąć do poziomów nienotowanych wcześniej w historii. W globalnej gospodarce ceny energii działają jak ciśnienie krwi w organizmie. Gdy gwałtownie rosną, zaczynają rosnąć koszty produkcji wszystkiego, czyli transportu, żywności, nawozów, stali, plastiku, elektroniki. To właśnie dlatego ekonomistów bardziej przeraża długotrwała blokada surowców niż sama wojna.

Jeżeli eksport ropy i gazu z państw Zatoki Perskiej zostałby zatrzymany na kilka miesięcy, światowy system produkcyjny znalazłby się pod ogromną presją, a nie chodzi tylko o ceny paliw na stacjach. Ropa jest podstawą działania współczesnej gospodarki, ponieważ napędza transport, stanowi surowiec dla petrochemii i tworzyw sztucznych, a gaz jest kluczowy dla produkcji energii elektrycznej oraz nawozów wykorzystywanych w rolnictwie.

Z tego powodu długotrwała blokada dostaw mogłaby doprowadzić do zjawiska znanego z lat siedemdziesiątych, więc stagflacji, czyli jednoczesnego wzrostu inflacji i spowolnienia gospodarczego, a globalna ekonomia nie lubi takich kombinacji.

Przedłużający się konflikt zaczyna także wpływać, choć wciąż jeszcze nieznacznie na politykę państw regionu Zatoki Perskiej. Część krajów arabskich coraz częściej zadaje pytanie, czy dalsze wspieranie działań militarnych Stanów Zjednoczonych i Izraela jest dla nich opłacalne. Początkowo zakładano, że operacja militarna potrwa najwyżej kilka lub kilkanaście dni. Tymczasem wojna się przeciąga, a zamknięcie Cieśniny Ormuz powoduje ogromne straty finansowe dla producentów ropy.

Dodatkowym źródłem napięć stała się decyzja Stanów Zjednoczonych o odmowie eskortowania konwojów tankowców przez cieśninę, czyli rozwiązania, które proponowały niektóre państwa producenci ropy naftowej i gazu. W efekcie państwa arabskie znalazły się w sytuacji, w której ich najważniejszy eksportowy szlak pozostaje zamknięty, a gwarancje bezpieczeństwa są niepewne.

W obliczu kryzysu powróciła koncepcja budowy nowych rurociągów transportujących ropę i gaz z regionu Zatoki Perskiej poza wrażliwe szlaki morskie. Teoretycznie rozwiązanie jest proste, bo zamiast tankowców, rury prowadzące surowiec do portów nad Morzem Czerwonym lub Morzem Śródziemnym. W praktyce jednak skala przedsięwzięcia jest ogromna i aby zastąpić transport morski, należałoby zbudować kilkanaście potężnych rurociągów o przepustowości liczonej w milionach baryłek dziennie. Koszt takiej infrastruktury liczony byłby natomiast w setkach miliardów dolarów i dlatego większość projektów pozostaje jedynie w sferze analiz.

Ironią tego napięcia na skalę światową jest to, że cała nowoczesna cywilizacja, z jej gigantycznym przemysłem, transportem lotniczym i morskim oraz handlem o zasięgu globalnym, wciąż zależy od kilku strategicznych punktów na mapie, a Cieśnina Ormuz jest jednym z nich. Jeśli konflikt z Iranem potrwa dłużej, a eksport ropy i gazu z regionu pozostanie wstrzymany, skutki odczują nie tylko państwa Azji czy Bliskiego Wschodu. Odczują je również gospodarki Europy i Stanów Zjednoczonych, Ameryki Południowej, Australii i Afryki, czyli cały nasz świat. Jednak koszty wojny na Bliskim Wschodzie przełożą się przede wszystkim na zwykłych ludzi, bo kiedy rośnie cena ropy i gazu, prędzej czy później rośnie cena wszystkiego.

Bogdan Feręc

Źr. The Globa Statistics/Reuters/Anadolu Agency

Photo by Chris Pagan on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version