Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Suwerenność gospodarcza w cieniu szantażu. Krytyczne spojrzenie na wizytę Wołodymyra Zełenskiego w Dublinie

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Inauguracja sześciomiesięcznego przewodnictwa Irlandii w Radzie Unii Europejskiej miała być dla Dublina momentem dyplomatycznego triumfu, radosną celebracją europejskich wartości oraz okazją do zaprezentowania kraju jako stabilnego i zjednoczonego partnera w sercu wspólnoty. Zamiast tego, stolica Irlandii przekształciła się w twierdzę pod ścisłym nadzorem wojskowym i policyjnym.

Nad dachami miasta krążyły helikoptery, centrum zostało sparaliżowane, a zdezorientowani turyści, napotykając stalowe zapory wokół Dublińskiego Zamku mogli odnieść wrażenie, że uczestniczą w wydarzeniu popkulturowym o skali koncertu gwiazdy światowego formatu. To właśnie w takiej atmosferze, pod szarym i deszczowym niebem premier Micheál Martin witał europejskich dyplomatów tradycyjnym, irlandzkim hasłem gościnności. Szybko jednak okazało się, że ta gościnność zostanie wystawiona na niezwykle ciężką próbę, a jeden z gości wydarzenia, prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski, nie przybył do Dublina jedynie po to, by dziękować za dotychczasowe wsparcie.

Oficjalne przemówienia polityków, choć pełne podniosłych haseł o jedności, obronie praw człowieka i niezachwianym partnerstwie, stanowiły jedynie fasadę dla znacznie ostrzejszej gry interesów.

Premier Micheál Martin z dumą mówił o Irlandii jako o latarni nadziei oraz o transformacyjnym potencjale europejskiego ideału, obiecując pełne zaangażowanie w proces rozszerzenia Unii Europejskiej i wspieranie krajów aspirujących do członkostwa. Z kolei Wołodymyr Zełenski w swoim wystąpieniu nie szczędził mocnych słów, przypominając, że Rosja jest obecnie zdolna jedynie do zabijania, a świat potrzebuje od niej wyłącznie zakończenia wojny. Ukraiński przywódca sprawnie operował retoryką moralnej odpowiedzialności, dziękując Irlandii za wszechstronną pomoc, lecz jednocześnie natychmiast przeszedł do formułowania konkretnych i głęboko problematycznych żądań politycznych.

Najbardziej kontrowersyjnym punktem wizyty ukraińskiego prezydenta okazały się jego bezpośrednie naciski na zaostrzenie unijnych restrykcji wobec podmiotów gospodarczych działających na terytorium Irlandii. W swoich ledwie zawoalowanych wypowiedziach Zełenski uderzył w rafinerię Aughinish Alumina zlokalizowaną w hrabstwie Limerick. Prezydent Ukrainy wezwał przywódców Unii Europejskiej do rozszerzenia sankcji na firmy, które w jego opinii służą interesom Moskwy, wskazując palcem na zakłady będące własnością rosyjskich oligarchów lub przez nich kontrolowane.

Taki bezkompromisowy ton, choć zrozumiały z perspektywy państwa prowadzącego wojnę, budzi poważne wątpliwości natury dyplomatycznej i gospodarczej, gdy jest formułowany jako kategoryczne żądanie wobec gospodarza uroczystości, który od lat ponosi ogromne koszty pomocy humanitarnej i politycznej dla Kijowa.

Żądania Zełenskiego oznaczają właściwie postawienie rządu w Dublinie pod ścianą i ignorują złożoną rzeczywistość ekonomiczną regionu. Rafineria w Limerick to nie jest abstrakcyjny punkt na mapie powiązań kapitałowych, lecz kluczowy filar przemysłowy całego regionu Środkowego Zachodu Irlandii, który od niemal czterdziestu lat zapewnia stabilność ekonomiczną setkom rodzin. Zakład zatrudnia bezpośrednio niemal pięćset osób oraz prawie czterystu pracowników kontraktowych. Gwałtowne objęcie tej firmy sankcjami, bez zabezpieczenia alternatywnych dróg funkcjonowania czy ochrony miejsc pracy, uderzyłoby bezpośrednio w irlandzkich obywateli, a nie w decydentów na Kremlu.

Krytyka postawy ukraińskiego prezydenta wynika więc z faktu, że jego narracja nie uwzględnia prawa suwerennych państw do ochrony własnego bezpieczeństwa ekonomicznego w strukturach globalnego rynku.

Warto tu zauważyć, że irlandzki rząd od samego początku konfliktu, a nawet wcześniej, doskonale zdawał sobie sprawę z delikatnej sytuacji prawnej i właścicielskiej rafinerii, skutecznie lobbując w przeszłości u władz amerykańskich za wyłączeniem jej z list sankcyjnych.

Eksport aluminium i tlenku glinu podlega skomplikowanym regulacjom, a obecne unijne przepisy surowo zakazują wywozu aluminium pierwotnego, pozostawiając jednak pewne legalne ścieżki dla tego produktu. Dublin znalazł się natomiast w ogniu krytyki nie tylko ze strony Kijowa, ale także wewnętrznych sił w Unii Europejskiej. Szefowa unijnej dyplomacji Kaya Kallas oraz grupa trzydziestu dziewięciu europosłów zaczęli głośno domagać się uszczelnienia systemu, a niektórzy zagraniczni politycy, jak holenderski deputowany Bart Groothuis, posunęli się nawet do publicznego kwestionowania sensu i czystości irlandzkiej neutralności.

Tego rodzaju retoryka, podsycana wystąpieniami Zełenskiego, nosi znamiona moralnego szantażu, w którym każdy sprzeciw wobec natychmiastowego i bezwzględnego niszczenia własnych gałęzi przemysłu jest piętnowany jako ukryte wspieranie machiny wojennej agresora.

Premier Micheál Martin, lawirując w tej trudnej sytuacji, zapowiedział rychłe zakończenie rządowego śledztwa mającego na celu pełne wyjaśnienie przepływu materiałów i skierowanie sprawy do Komisji Europejskiej. Deklaracje o tym, że Irlandia nie chce, aby surowce z jej terytorium wspierały rosyjski przemysł zbrojeniowy, brzmią oczywiście słusznie, jednak sposób, w jaki ta dyskusja została wymuszona na arenie międzynarodowej podczas uroczystego otwarcia prezydencji, pozostawia głęboki niesmak. Pokazuje to, że w obecnej architekturze politycznej Europy tradycyjne reguły dyplomacji ustępują miejsca bezpośredniej presji medialnej, w której interesy lokalnych społeczności i suwerenność gospodarcza państw członkowskich schodzą na dalszy plan w obliczu odgórnie narzucanych, radykalnych żądań.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Fot. Kadr z nagrania Independent

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version