Supermarkety wygrały psychologicznie. Oszustwo na światową skalę

Wszystko pod jednym dachem to idea, która przyświeca handlowi od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, i od tego czasu, datuje się współpraca właścicieli tych sklepów z psychologami.

Co istotne, z każdym rokiem więcej wydaje się na badania i analizy, więc potencjalnie coraz więcej pułapek, zastawia się na klientów. Pierwszą, a obecnie uważaną za naturalną jest parking, bo supermarkety, ukuły zasadę, że ich klienci, mogą tam pozostawić swój samochód za darmo. To w dobie permanentnych korków i braku miejsc do zatrzymania samochodu jest wręcz idealnym rozwiązaniem, aby przyciągnąć do siebie potencjalnego nabywcę.

Kolejna sprawa do łatwy dostęp, bo najczęściej, supermarkety znajdują się przy szlakach komunikacyjnych o dużej przepustowości, czyli to kolejna rzesza potencjalnych klientów. Decyzję o wejściu do sklepu ułatwia wygodny wjazd, a i samo wejście, jest swoistym zaproszeniem, bo pozbawione schodów i innych przeszkód architektonicznych. Do tego wszystkiego drzwi rozstąpią się same, więc nie trzeba się siłować z klamką i wózek w wejściu nie przeszkadza. Skoro jesteśmy przy sklepowych wózkach, to w pierwszych kilku latach, były one zwykłymi koszykami, które trzeba było nosić. Jednak kiedy dodano do nich kółka, powiększono, okazało się, że klienci zaczęli kupować więcej i więcej czasu spędzali w sklepach. W przypadku wózków stosowana jest jeszcze jedna metoda, a tę uważamy najczęściej za wadę konstrukcyjną. Nic bardziej mylnego, bo drżenie kółka, jego samoistne skręcanie na prostej podłodze, to też zabieg marketingowy i ma na celu wyhamowanie nas, by więcej czasu spędzić w jakimś dziale. Stosowane są też mniej wyrafinowane metody spowolnienia klientów, czyli naklejki, które powodują turkotanie kółek, co w pierwszej chwili, wybija nas z rytmu i niepohamowanego marszu w kierunku kasy.

Wejście bez powrotu to także zabieg psychologiczny i większość supermarketów, nie ma osobnego wyjścia, a należy przejść przynajmniej jedną alejką oraz przekroczyć linię kas, by opuścić gościnne mury sklepu.

Regały w sklepach nie są ustawiane przypadkowo, bo zaczynamy od ferii kolorów, więc kwiatów i owoców, co ma wprowadzić nas w dobry nastrój. Następnie atakuje nas zapach świeżo pieczonego chleba, czyli jesteśmy ugotowani i sprzedawcy mogą tylko z zachwytem patrzeć, jak kolejne niepotrzebne produkty trafiają do koszyków. Tu pewna uwaga, bo jeżeli sklep, nie ma swojej własnej piekarni, to czasami rozpyla sztuczny zapach pieczonego chleba i znowu mami jeden z naszych zmysłów. Artykuły pierwszej potrzeby umieszczane są głęboko w trzewiach sklepu, by trzeba było przewędrować cały i dostać się do półki z mlekiem i fasolką w puszcze. Ustawienie na regałach to cały przemyślany i skomplikowany system, bo na wysokości naszych oczu, ustawiane są towary, które przykuwać mają naszą rozochoconą zapachem świeżego chleba uwagę. Artykuły tańsze to dolna część regału, a te najdroższe znajdują się najwyżej.

Artykuły spożywcze rozmieszczone zostały też tak, by klient, który zechce ugotować obiad, po mięso szedł w jeden koniec sklepu, a po warzywa w drugi, natomiast po przyprawy, trzeba udać się całkiem gdzie indziej. To też psychologia, ciągania nas po całym supermarkecie, bo może akurat na coś, czego nie mieliśmy w planach zakupu, nabędziemy.

Sztuczką, która ma nas omamić do szczętu, jest brak okien w większości supermarketów, gdyż wtedy, nie zwracamy uwagi na świat zewnętrzny, zapadający zmrok i oddajemy się nieświadomi upływu czasu, wędrówkom między regałami. Kolejna sprawa to temperatura, a ta, przez cały rok, jest w sklepie dokładnie taka sama, więc oscyluje w zakresie uzależnionym od upodobań mieszkańców kraju, od 19 do 22 stopni Celsjusza.

Denerwująca zmiana układu półek to następny zestaw wybiegów, jakie stosowane są przez markety, bo zmusza nas do wydłużenia czasu poszukiwań i kieruje w miejsca, do których nawet nie mieliśmy trafić. Takie zmiany wprowadzane są bardzo często przed świętami i w okresie zwiększonych zakupów, więc wkrótce, zobaczymy małe przemeblowanie również w Irlandii.

Pamiętacie cudowny zapach świeżej kawy, nawet tej rozpuszczalnej? To też ułuda, bo wonność wtłaczana jest do słoika specjalnie, a w kilka godzin po otwarciu, niestety znika. Tak dzieje się z wieloma artykułami spożywczymi, więc kawa, jest wyłącznie przykładem, ale podczas kolejnych zakupów kawy, mózg pamięta aromat i ponownie kupujemy ten sam gatunek. Same opakowania zaprojektowane są również w odpowiedni sposób, bo działają na nasz centralny ośrodek nerwowy kolorami, gdyż są takie, które statystycznie, wybieramy częściej, chociaż kupujemy tylko pastę do butów. Opakowanie to również wielkość i w tym przypadku robi ogromną różnicę. Duże opakowanie sugeruje nam podprogowo, że cukierków w pudełku jest mrowie, a tak wcale nie musi być i najczęściej nie jest.

Ceny to wybieg handlowców, który opracowany został po konsultacjach z psychologami, bo lepiej przecież wygląda cena 3,99 €, niż 4,01 €. Różnica zaledwie dwóch centów, ale duża część nabywców, łapie się na ten haczyk. Walka cenowa z nami to rozdział, o którym można mówić latami, a uwielbiane przez nas promocje, nie są przecież takimi, za jakie je uważamy. W Irlandii obowiązuje przepis, że aby promocja była legalną, musi trwać tyle, ile obowiązywała poprzednia cena. W związku z tym o ile promocja obowiązywać ma miesiąc, cena na 30 dni przed jej wprowadzeniem wzrasta. Wtedy przyzwyczajmy się do nowej, wyższej i zapominamy, że taniej już było. Później, sklep napada na nas, krzycząc, że właśnie wprowadził obniżkę cen i coś tam, jest w promocji. Co ciekawe, cena promocyjna, jest zazwyczaj i tak wyższa, niż było przed samym jej podniesieniem.

Z cenami jest jeszcze jeden problem, a ten ma miejsce w przypadku zakotwiczonych, które też mają nas wprowadzić w stan konsternacji. Trzy podobne ceny, trzy łudząco podobne produkty, a te, ściśle ustawione obok siebie lub nawet z lekkim przesunięciem, co w konsekwencji, daje rozmycie obrazu i kupujemy, na chybił trafił.

Sześcio-, ośmio-, dziesiecio- i dwunastopaki, to nic innego, jak wmuszenie w nas większej ilości zakupów. Wtedy cena wydaje się bardziej atrakcyjna, ale w przeliczeniu na opakowanie jednostkowe, okaże się, że zyskaliśmy, owszem, ale zaledwie kilka centów, a prawdziwym zwycięzcą jest supermarket, bo bez gadania, sprzedał nam więcej.

Wąskie gardło to jeszcze jedna sztuczka wykorzystywana w manipulacji klientami, a stosowana jest, kiedy supermarket chce zadać ostateczny cios, czyli przy kasie, gdzie jest wąsko, a po obu stronach ustawione są drobne przekąski, cukierki, gumy i orzeszki. Dlatego też wydłużyły się w niektórych sklepach taśmy kasowe, na które wykładamy produkty z wózków, bo to większa powierzchnia do ustawiania przy nich rzeczy zbędnych.

Przy kasie mamy do czynienia z kartami lojalnościowymi, które po prawdzie, nic nam nie dają. Są natomiast niewyczerpanym źródłem informacji o klientach, więc na tej podstawie supermarkety ustalają, co, kto i skąd, kupuje najwięcej, a jakie towary nie leżą w zainteresowaniu lojalnego klienta supermarketu.

Na koniec powstaje więc pytanie, czy jesteśmy w stanie uchronić się przed tymi sztuczkami? Tak. Wystarczy przed wyjściem do sklepu, zrobić sobie dokładną listę potrzebnych nam produktów i tej się trzymać podczas wizyty w sklepie. Trzeba też przyglądać się opisom na cenach, aby wybrać interesujący nas produkt, a wtedy, to supermarket jest na przegranej pozycji.

Bogdan Feręc

Źr: The Irish Times

Polska-IE: Udostępnij
Strajk płacowy jesz
Potrzebna pomoc