W obliczu dramatycznego kryzysu mieszkaniowego transparentność i rzetelna informacja powinny stanowić fundament jakichkolwiek działań naprawczych. Tymczasem na irlandzkiej scenie politycznej rozgrywa się niepokojący spektakl, w którym rządzący, władze lokalne i ugrupowania lewicowe za wszelką cenę próbują zataić przed opinią publiczną kluczowe dane demograficzne, więc to strach przed ujawnieniem narodowości osób, którym przydzielane są lokale socjalne, paraliżuje decydentów.
W awangardzie tej informacyjnej próżni kroczy Partia Pracy, która pod pretekstem walki z rzekomą nienawiścią w przestrzeni wirtualnej woli skazać obywateli na domysły, zamiast wyłożyć karty na stół.
Absurdalność tego podejścia najwyraźniej ujawniła się podczas ostatnich obrad Rady Hrabstwa Kerry. Radni, którzy na co dzień spotykają się z wyborcami, alarmowali, że w społeczeństwie krążą trudne do zweryfikowania informacje o tym, iż większość mieszkań trafia do osób, które nie pochodzą z Irlandii. Lokalni politycy znaleźli się w pułapce i chcąc uspokoić nastroje oraz przedstawić fakty, zderzyli się ze ścianą, ponieważ sami nie dysponują odpowiednimi statystykami. Ich w pełni racjonalny wniosek o zbieranie danych na temat narodowości beneficjentów systemu socjalnego wywołał jednak natychmiastowy i agresywny opór ze strony establishmentu.
Głosem tego oporu stał się poseł Partii Pracy Conor Sheehan, który na antenie ogólnokrajowego radia wprost zadeklarował, że nie widzi najmniejszego powodu, dla którego władze miałyby ujawniać kraj pochodzenia osób otrzymujących wsparcie. Według lewicowej logiki wystarczy arbitralne zapewnienie urzędników, że każdy spełnił kryteria, a dociekanie, komu realnie pomaga państwo, nie służy rzekomo żadnemu celowi. To nic więcej, jak arogancka postawa, która ignoruje podstawowe prawo podatników do wiedzy o tym, jak dysponowane są publiczne, skrajnie ograniczone zasoby.
Argumentacja Partii Pracy opiera się na swoistym szantażu emocjonalnym. Poseł z Limerick zasłania się obawą przed „obrzydliwymi komentarzami” oraz rasizmem w mediach społecznościowych, przywołując przy tym internetowe ataki na partyjną koleżankę Helen Ogbu podczas wyborów uzupełniających w Galway West. Choć hejt w sieci jest zjawiskiem nagannym i należy z nim walczyć, używanie go jako tarczy do blokowania dostępu do informacji publicznej jest praktyką głęboko antydemokratyczną. Próba ukrycia twardych danych z obawy przed reakcją internautów to de facto kapitulacja przed rzeczywistością i zwykła cenzura prewencyjna, która przynosi skutki odwrotne do zamierzonych.
Na ten kluczowy aspekt słusznie zwrócił uwagę lider Aontú Peadar Tóibín, bezlitośnie punktując defensywną strategię lewicy. Dezinformacja i plotki rozwijają się najlepiej właśnie tam, gdzie brakuje oficjalnych danych lub faktów. Ukrywanie statystyk przed ludźmi nie rozwiązuje żadnego problemu, lecz jedynie potęguje uzasadnioną podejrzliwość i wpycha zdezorientowanych obywateli w ramiona radykałów. Co więcej, bez pełnego obrazu sytuacji rynkowej, politycy i ekonomiści nie są w stanie projektować skutecznych rozwiązań. Nie da się zarządzać kryzysem, gdy jego kluczowe elementy są celowo zamiatane pod dywan w imię poprawności politycznej.
A fakty są nieubłagane i opierają się na prawach ekonomii, o których lewicowi ideolodzy wolą milczeć. Jeśli do kraju pogrążonego w zapaści mieszkaniowej rokrocznie przybywa siedemdziesiąt tysięcy nowych mieszkańców, a infrastruktura nie jest do tego dostosowana, to ceny najmu i nieruchomości muszą drastycznie rosnąć. Obecny system w Irlandii jest przy tym skrajnie naiwny na tle standardów międzynarodowych. Przepisy pozwalają na ubieganie się o lokal socjalny już po zaledwie 52 tygodniach stałego pobytu w kraju. Dla porównania, w państwach takich jak Austria, próg ten wynosi 5 lat.
Wymóg zaledwie jednego roku legalnego pobytu stawia pod znakiem zapytania wydolność całego systemu i sprawiedliwość społeczną wobec osób, które od pokoleń płacą tu podatki. Zamiast jednak podjąć poważną debatę nad nowelizacją tych archaicznych przepisów i zaostrzeniem kryteriów rezydentury, Partia Pracy woli tropić komentarze na platformach społecznościowych. Świadome utrzymywanie informacyjnej próżni przez irlandzkie środowiska lewicowe to nic innego jak lęk przed ujawnieniem skali własnych błędów i zaniechań w polityce migracyjnej oraz mieszkaniowej.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Photo by K. Mitch Hodge on Unsplash

