Spreagann comhairleoir as Dún na nGall scriosadh comharthaí / Radny z Donegal zachęca do niszczenia znaków

W Gaoth Dobhair – miasto w hrabstwie Donegal w Irlandii, skąd nawiasem mówiąc, pochodzi piosenkarka Enya, zamalowano kilka znaków informacyjnych, które zawierały nazwy w języku irlandzkim i angielskim.

Takiego postępowania nie potępia, a co więcej, zachęca do zamalowywania angielskich tłumaczeń, lokalny radny Micheal Cholm Mac Giolla Easbuig. Wg radnego, ludzie powinni to zrobić, jeżeli czują, iż tak powinni postąpić, by zachować ostatnie regiony posługujące się językiem Gaeltacht. Jedynym usprawiedliwieniem wezwania radnego mogą być jego słowa, że powinno się oszczędzić znaki ustawione dla turystów, ale Mac Giolla Easbuig, nie jest aż tak stanowczy w oczekiwaniach, ponieważ jest zdania, iż turyści trafią do Donegal bez anglojęzycznych nazw.

Radny odmówił też „potępienia każdego, kto podejmuje działania mające na celu zwrócenie uwagi na umierający język Gaeltacht”, a ukrywanie pod warstwą farby angielskich napisów, uważa za krytykę rządu, a ten poniósł klęskę i nie udało mu się zachować ojczystej mowy wśród Irlandczyków.

Aby uratować irlandzkość, musimy inwestować w zarówno w rejony, jak i język Gaeltacht”, dodał radny Micheal Cholm. Wg ostatniego spisu powszechnego, mówił dalej radny, tylko 1.761,420 osób odpowiedziało, że umie mówić po irlandzku, a 558,608, iż mówiło w tym języku w szkole. W mowie codziennej w całym kraju językiem Gaeltacht posługuje się 73,803 osoby.

Radny dodaje do swojej wypowiedzi, a ta sprowokowana została pytaniem dziennikarza, że w regionie rozwija się też inne sposoby podtrzymania irlandzkiej mowy, bo organizowane są zajęcia sportowe, taneczne i muzyczne, wszystkie prowadzone w języku Gaeltacht. To jednak zbyt mało w ocenie lokalnego działacza, których chciałby, żeby rząd zrobił w tej kwestii znacznie więcej, by ratować Gaeltacht.

Trudno nie zgodzić się ze słowami radnego, bo żaden naród, nie chce chyba pozbawiony być atrybutów swojej narodowości, chociaż w przypadku Irlandczyków, nie jest to chyba takie oczywiste. Przyjmijmy jednak, że radny z Donegal ma rację, chociaż nie mogę się zgodzić z jego argumentem, że turyści trafią do Donegal, jeżeli nie będą tam kierować znaki w języku angielskim.

W mojej ocenie, drogowskazy i znaki turystyczne to pół biedy, większym problemem jest nauczanie języka ojczystego w szkołach, a i późniejsze podtrzymanie go w mowie codziennej.

Pamiętam, jak kilka lat temu, zwróciłem się do znajomej Irlandki, osoby stosunkowo młodej, bo wtedy w wieku około lat 26, aby przetłumaczyła jeden z moich anglojęzycznych tekstów na irlandzki, a ten miał ukazać się z okazji jakiegoś święta. Dziewczę, które ukończyło wtedy już studia, bez żadnego skrępowania powiedziało, że nie pamięta już języka Gaeltacht i chociaż uczyła się go wiele lat w szkole, to robiła to tylko z potrzeby chwili, czyli nauki.

Szkoda.

Bogdan Feręc

Źr: The Journal

Podziel się:

Dlaczego ból zęba
Nie chcą granicy. C
ArabicChinese (Traditional)EnglishFrenchIrishPolishRussianSpanish
ArabicChinese (Traditional)EnglishFrenchIrishPolishRussianSpanish
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn