Sławek Orwat: „Całe nasze życie jest jednym wielkim teatrem” – Sachiel skręcił teledysk do „Nic więcej”.

Historia teledysku – o czym prawdopodobnie wie niewielu – sięga zamierzchłych lat 30-tych ubiegłego stulecia, kiedy to duże amerykańskie studia filmowe wypuściły trwające od 3 do 8 minut filmiki przedstawiające piosenki takich gigantów swingu jak Bing Crosby, Billie Holliday czy Duke Ellington. Owszem, przytłaczająca większość tej produkcji była jedynie wiernym odtworzeniem ich scenicznych występów, ale od czasu do czasu zdarzały się też tak ambitne wyjątki jak nakręcony w roku 1935 „Jitterburg Party” w reżyserii Franka Wellera, w którym tuż po obowiązkowej zapowiedzi konferansjera artyści wychodzą nagle za kulisy i najspokojniej w świecie… spacerują sobie ulicami Harlemu, by w końcu dotrzeć do jakiegoś mieszkania, gdzie wspólnie tańczą i śpiewają na tytułowej prywatce.

W latach 40-tych pojawiły się dwutonowe skrzynie zwane Panoram będące czymś w rodzaju szaf grających do oglądania, gdzie niezwykle skomplikowany mechanizm luster umożliwiał wyświetlanie wybranego i opłaconego monetą trzyminutowego klipu zarejestrowanego na rolkach 16 mm obejmujących już nie tylko piosenki spod szyldu jazz i rhythm’n’blues, lecz także numery w stylu country, a nawet rosyjski i irlandzki folk.

W latach 50-tych we Francji do akcji „teledysk” wkroczyli tacy rewolucjoniści kina jak Claude Lelouch, który tuż przed swoim pełnometrażowym debiutem nakręcił krótkie filmiki takim gwiazdom jak Fernandel, Françoise Hardy czy Paul Anka, wyprzedzając epokę oficjalnych teledysków niemal o pokolenie. Absolutnym przełomem w tej dziedzinie stała się jednak dopiero epoka rock and rolla, a zwłaszcza jej pełnometrażowe filmy muzyczne, będące tak naprawdę niczym innym jak…

Pełny tekst na stronie: Muzyczna Podróż>>>

Znajdź nas:

hrabiaEryk: "Mesjasz
Deadly toll on Polis
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn