Rząd chce zmniejszenia stad bydła. Będziemy pić sztuczne mleko i jeść roślinną wołowinę

Minister Zielonych uderzy w rolników, a ściśle rzecz ujmując w hodowców bydła, bo to ono ma być problemem w osiąganiu celów klimatycznych.

Oficjalnie cały projekt przedstawiony zostanie w setnym dniu urzędowania rządu, czyli 5 października, by już 13 dnia tego samego miesiąca, mógł trafić pod obrady niższej izby parlamentu, która zajmie się ustawą budżetową. W propozycji rządu znajdzie się zapis, który mówić będzie o zachętach dla hodowców bydła, aby zmniejszyli swoje stada, co pozwoli na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Irlandzki rząd zobowiązał się do redukcji emisji CO2 na poziomie 7% rocznie, czyli żeby osiągnąć ten cel, musi teraz wprowadzić limity emisji dla rolnictwa.

Nie oznacza to nic innego, jak zmniejszenie pogłowia bydła w Irlandii, a co za tym idzie, mniejsze zyski dla rolników, gdyż mogą w tym zakresie wprowadzone być kwoty produkcyjne. Rolnicy zachęcani mają być przez rząd w Dublinie, by odchodzili od specjalizacji, więc zdywersyfikowali swoją produkcję, zróżnicowali uprawy, zwiększyli liczbę drzew na terenach rolnych i przyjęli alternatywne metody uprawy w celu poprawy różnorodności biologicznej i złagodzenia szkód klimatycznych.

*

Ta cała ekologia zaczyna mnie trochę denerwować, bo jako tradycjonalista żywieniowy, jestem zwolennikiem upraw i hodowli naturalnych, więc i takiegoż jedzenia. Zastanawia mnie, jak w chwili, kiedy rośnie ilość mieszkańców ziemi, chce się tychże wyżywić, skoro zmniejszać będziemy hodowlę zwierzęcą? Przyjmijmy, że do realizacji wdrożony będzie plan „przerobienia” nas na roślinożerców, więc karmienia substytutami białek zwierzęcych, co w prostych słowach oznacza, że będziemy zmuszani do jedzenia sojowych kotlecików  à la schabowy, czy też steków o smaku identycznym z naturalnym, aczkolwiek wykonach z białka i włókien pozyskiwanych z roślin.

A może jest tak, że to korporacje chcą przejąć produkcję zwierzęcą, a karmione paszami, mączkami i innymi świństwami zmodyfikowane krowy, świnie i owce, będą już tylko z wyglądu przypominać dawniejsze zwierzęta, by dać nam ułudę jedzenia prawdziwej wołowiny, wieprzowiny, czy drobiu? Spójrzmy też na cykl produkcyjny bekonu, który spożywany jest w Irlandii chętnie, czyli nadal jest popularny. Pacholęciem będąc, okres wakacyjny spędzałem u wujostwa na wsi, więc i poznałem sposób hodowli wieprzków i krowich osesków. Ówcześnie, piłem też do woli mleko, prosto z krowiego cyca, a i raczyłem się własnoręcznie wyklepanym masłem, a i smak prawdziwej świniny pamiętam do dziś. W zaprzeszłych czasach, by owy wieprzek, by trafił w postaci szynek, baleronów i kiełbas na stół, pędził nieśpieszny żywot w chlewiku i na specjalnym wybiegu, przez 9 miesięcy, by wagi nabrać. Teraz natomiast, produkcja poszła w taki postęp, że świnka w trzy zaledwie miesiące gotowa była do kolejnego etapu swojego istnienia, czyli do formy znanej ze sklepów mięsnych. Z krowami nie jest inaczej, bo o ile są producentkami mleka, poddaje się je specjalnym zabiegom, a te mają na celu tylko jedno, czyli wyeksploatowanie zwierzęcia do maksimum. Krowy mleczne już w paszach otrzymują preparaty stymulujące wydzielanie mleka, co zwiększyło jego produkcję o prawie 70% i to tylko od połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego stulecia.

Cała ta ideologia o emisji gazów cieplarnianych przez bydło, w żadnym stopniu mnie nie przekonuje, bo po pierwsze to naturalne, a po drugie, wciąż chcę jeść prawdziwe mięso i niechaj irlandzka krowa puszcza wiatry na irlandzki wiatr, i niechaj zadem odwróci się do Leinster House oraz tzw. Zielonych.

Bogdan Feręc

Źr: Gł.: The Sunday Times

Polska-IE: Udostępnij...
Opodatkowanie PRSI n
Bezpłatne wsparcie
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish