Najnowsze dane Centralnego Urzędu Statystycznego (CSO) rzucają jaskrawe światło na sytuację na irlandzkim rynku mieszkaniowym. Choć wskaźniki dynamiki wzrostu mogą sugerować delikatne uspokojenie, rzeczywistość dla przeciętnego kupującego pozostaje bezwzględna.
Ceny nieruchomości w ciągu dwunastu miesięcy do maja tego roku wzrosły o kolejne 6,2%. I choć inflacja cenowa stopniowo wyhamowuje od swojego ostatniego szczytu na poziomie 10,1% w sierpniu 2024 roku, to nominalne koszty zakupu własnego dachu nad głową osiągają poziomy, które jeszcze kilkanaście lat temu wydawały się barierą nie do przebicia.
Geograficzny rozstrzał cenowy
Krajowy krajobraz cenowy staje się coraz mocniej spolaryzowany. Średnia cena zakupu domu w Irlandii osiągnęła poziom 395 000 euro. Jak można się było spodziewać, ton rynkowi nadaje stolica, gdzie mediana cen osiągnęła okrągłe 500 000 euro. W Dublinie różnice pod względem poszczególnych dzielnic są jednak ogromne. Najgłębszy portfel trzeba mieć w Dún Laoghaire Rathdown, gdzie mediana to aż 685 325 euro, podczas gdy relatywnie „najtańsze” Fingal i Dublin City wymagają wyłożenia 480 000 euro.
Poza Dublinem, gdzie roczny wzrost cen wyniósł aż 7,3% (w porównaniu do 4,7% w samym Dublinie), miano najdroższego regionu utrzymuje Wicklow z medianą na poziomie 470 000 euro. Na drugim biegunie cenowym znajduje się hrabstwo Longford, a tam mediana wynosi 198 000 euro. Te dysproporcje pokazują, że presja cenowa rozlewa się z aglomeracji dublińskiej na regiony ościenne, zmuszając kupujących do szukania alternatyw coraz dalej od stolicy.
Historyczny punkt odniesienia: Prześcignąć szczyt boomu
Aby w pełni zrozumieć skalę obecnego zjawiska, warto zestawić te dane z historycznymi punktami zwrotnymi irlandzkiej gospodarki. Ceny nieruchomości są obecnie o 25% wyższe niż w szczytowym momencie legendarnego boomu z kwietnia 2007 roku, tuż przed spektakularnym pęknięciem bańki i kryzysem finansowym.
Droga, jaką rynek przeszedł od tamtego krachu, jest wręcz niewiarygodna:
- W skali całego kraju ceny wzrosły o 180,7% od najgłębszego dołka zanotowanego w 2013 roku.
- W Dublinie odbicie od dna z lutego 2012 roku wynosi już 172,8%.
- Poza stolicą ceny są obecnie o 197,2% wyższe w stosunku do najniższego poziomu z maja 2013 roku.
Podaż kontra popyt: Diagnoza strukturalna
Główna ekonomistka Deloitte Ireland Kate English zwraca uwagę na kluczowy problem leżący u podstaw tej sytuacji, bo zapotrzebowanie na domy nieustannie wyprzedza tempo ich fizycznego oddawania do użytku. Niższa dynamika wzrostu cen w ujęciu rocznym nie przynosi realnej ulgi nabywcom, ponieważ presja popytowa nie maleje, a na horyzoncie pojawiają się kolejne czynniki inflacyjne. Koszty materiałów budowlanych wzrosły w maju do 3,1%, osiągając najwyższy poziom od sierpnia 2023 roku, co bezpośrednio przekłada się na ostateczną wycenę inwestycji przez deweloperów.
Pewnym powiewem optymizmu mogą być dane dotyczące nowych budów. W pierwszych pięciu miesiącach roku rozpoczęto ponad 13 100 inwestycji, co stanowi drugi najwyższy wynik w tej części roku na przestrzeni ostatniej dekady. Dodatkowo pierwszy kwartał 2026 roku przyniósł rekordową liczbę ukończonych mieszkań w całym cyklu deweloperskim.
Kluczowy test dla polityki mieszkaniowej rządu nadejdzie jednak wraz z publikacją danych za pierwsze półrocze 2026 roku. Żeby jednak zrealizować roczne cele mieszkaniowe, deweloperzy muszą oddać do użytku co najmniej 20 000 lokali w pierwszej połowie roku. Dopiero zbliżenie się do tej bariery pozwoli realnie myśleć o zrównoważeniu rynku i trwałym zatrzymaniu cenowego szaleństwa, które coraz mocniej ogranicza dostęp do własnego lokum dla kolejnych pokoleń.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Fot. CC Eric Jones

