Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Ryanair ostrzega przed latem niepewności, czyli paliwowy cień nad europejskim niebem

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Ryanair znów grzmi i to nie byle gdzie, tylko w samym sercu europejskich wakacyjnych planów. Michael O’Leary rzadko owija w bawełnę, a częściej wali prosto z mostu jak rodzimy wujek na weselu i zapowiada możliwość odwoływania lotów, jeśli latem pojawią się choćby cienie zakłóceń w dostawach paliwa lotniczego. Brzmi groźnie, pachnie kryzysem, ale na razie bardziej przypomina teatr nerwów niż realną blokadę nieba.

Szef Ryanaira przyznał, że od czerwca do sierpnia każda turbulencja w łańcuchu dostaw paliwa może stać się początkiem poważniejszych decyzji. Linie lotnicze będą musiały rozważyć odwoływanie pojedynczych lotów, jeśli ryzyko przestanie być abstrakcją, a zacznie się materializować w postaci realnych braków. To ostrzeżenie, nie wyrok, ale O’Leary nie rzuca takich zdań, żeby wypełnić ciszę. Co ciekawe, cały ten alarmistyczny ton nie idzie w parze z innymi jego zapewnieniami. O’Leary twierdzi bowiem, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie uderzył istotnie w ceny biletów, a te mają i tak rosnąć o 3–4 procent rok do roku, jak to u niego. Ruch pasażerski ma natomiast podskoczyć o około 5 procent wiosną i na początku lata. Słowem: popyt jest, chęć latania jest, a strachy, może nieco na wyrost, ale przecież nie bez podstaw.

Irlandzki minister energii Darragh O’Brien próbuje tonować tę wypowiedź i jego deklaracje brzmią jak łagodniejsza, urzędowa wersja tego, co O’Leary mówi kolokwialnie. Według ministra dostawy paliwa do Irlandii są stabilne, ich bezpieczeństwo nienaruszone, a obywatele nie muszą jeszcze rewidować planów na wakacyjne ucieczki od codzienności. O’Brien przyznaje wprawdzie, że sytuacja jest poważna, ale to powaga na zasadzie, że patrzymy uważnie, nie panikujemy. Zapowiada jedynie, że społeczeństwo otrzyma sugestie dotyczące oszczędzania energii. Sugestie, nie rozkazy.

Widać jednak, że atmosfera jest napięta, bo konflikt w regionie Zatoki Perskiej, zwłaszcza w kontekście transportu przez Cieśninę Ormuz, jest dla Europy delikatnym punktem układu nerwowego. Wystarczy jeden impuls, żeby system zaczął drgać. Paliwo lotnicze, na którym opiera się cała nowoczesna mobilność, pochodzi w dużej mierze stamtąd.

O’Brien, choć ostrożny, nie ukrywa, że jeśli konflikt nie wygaśnie, skutki dotkną cały sektor transportowy, a lotnictwo nie będzie wyjątkiem. W jego słowach pobrzmiewa realizm człowieka, który widzi ryzyko, ale nie zamierza dokładać do niego paniki. Minister mówi wprost, że nie jest to czas, aby ograniczać podróże, ale jednocześnie dodaje, iż trzeba być gotowym, bo sytuacja stała się dynamiczna.

O’Leary z kolei, choć pragmatyczny, wyczuwa, że rynek lotniczy jest bardzo zaniepokojony i jego ostrzeżenia to nie tylko komunikat do pasażerów, ale także sygnał do polityków, dostawców i rynków energii – nie bawcie się z nami w ciuciubabkę, bo każdy problem z paliwem odbije się na setkach tysięcy osób, które w lipcu chcą po prostu polecieć na wakacje. Warto jednak zauważyć, że Ryanair, mimo głośnych komunikatów, nie ma interesu w straszeniu pasażerów bez potrzeby. Linie budują swój wizerunek na masowości i dostępności, a odwołane loty to ich ostatnia deska ratunku, a nie narzędzie do dyscyplinowania rynku. O’Leary wie, że takie decyzje odbijają się szerokim echem, a on, świadomie lub instynktownie, zawsze gra na kilku scenach jednocześnie: publicznej, biznesowej i politycznej.

Na razie niebo pozostaje otwarte, choć z niepokojącą chmurą w tle. Pasażerowie mogą natomiast planować lato, rząd uspokaja, a Ryanair ostrzega, więc to taki triangulacyjny układ, w którym każdy mówi coś trochę innego, ale wszyscy zdają sobie sprawę z tego samego, że świat jest kruchy, a nowoczesna mobilność jeszcze bardziej.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Soheb Zaidi on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version