Unia Europejska zdecydowała o rozpoczęciu negocjacji akcesyjnych z Ukrainą i Mołdawią, przedstawiając ten krok jako strategiczną inwestycję w bezpieczeństwo, stabilność i przyszłość kontynentu. W Brukseli dominuje przekonanie, że rozszerzenie wspólnoty w kierunku wschodnim będzie odpowiedzią na rosyjskie wpływy i jednocześnie politycznym wsparciem dla państw znajdujących się pod presją Kremla.
Jednak coraz częściej pojawiają się pytania, czy proces ten nie jest prowadzony zbyt szybko i czy względy polityczne nie zaczynają przeważać nad fundamentalnymi zasadami, które przez dekady były podstawą polityki rozszerzeniowej Unii.
Szczególne kontrowersje budzi kwestia Ukrainy. Choć Komisja Europejska podkreśla postępy reform przeprowadzanych przez Kijów nawet w czasie wojny, nadal istnieją poważne zastrzeżenia dotyczące poziomu korupcji, funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości oraz standardów państwa prawa. Jednocześnie dla wielu Polaków nierozwiązana pozostaje kwestia historyczna związana ze zbrodniami dokonanymi przez UPA na ludności polskiej podczas II wojny światowej.
W polskiej debacie publicznej coraz częściej podnoszony jest argument, że pełne członkostwo Ukrainy w Unii Europejskiej powinno zostać poprzedzone jednoznacznym uznaniem prawdy historycznej dotyczącej rzezi wołyńskiej oraz zapewnieniem nieograniczonego dostępu do miejsc pochówku i ekshumacji polskich ofiar na terytorium Ukrainy. Zwolennicy takiego stanowiska podkreślają, że pojednanie między narodami wymaga nie tylko deklaracji politycznych, ale również pełnego wyjaśnienia tragicznych wydarzeń przeszłości i godnego upamiętnienia wszystkich ofiar.
Nie mniej pytań budzi kandydatura Mołdawii. W przeciwieństwie do państw Europy Środkowej, które wstępowały do Unii po rozwiązaniu najważniejszych sporów terytorialnych, Mołdawia wciąż zmaga się z problemem separatystycznego Naddniestrza. Region ten od ponad trzech dekad pozostaje poza realną kontrolą władz w Kiszyniowie i funkcjonuje dzięki politycznemu, gospodarczemu oraz wojskowemu wsparciu Rosji.
Dla części europejskich ekspertów oznacza to, że przyjęcie Mołdawii do wspólnoty mogłoby w przyszłości oznaczać import nierozwiązanego konfliktu bezpośrednio do struktur unijnych. Krytycy wskazują również, że wpływy prorosyjskie w mołdawskiej polityce nie zostały całkowicie wyeliminowane, a społeczeństwo pozostaje podzielone w kwestii strategicznego kierunku rozwoju państwa.
W rządzonej dyktatorską ręką Brukseli argumentuje się natomiast, że negocjacje akcesyjne potrwają wiele lat, a otwarcie rozmów nie oznacza automatycznego członkostwa. Każdy z 35 rozdziałów negocjacyjnych będzie wymagał zgody wszystkich państw członkowskich. Mimo to coraz częściej słychać głosy, że Unia zaczyna traktować proces rozszerzenia jako narzędzie geopolityczne, a nie wyłącznie jako mechanizm oceny gotowości kandydatów do spełnienia rygorystycznych kryteriów członkostwa.
Dodatkowe wątpliwości budzą pojawiające się w europejskich stolicach propozycje stworzenia form pośrednich, takich jak „członkostwo stowarzyszone” dla Ukrainy. Według zwolenników miałoby ono przyspieszyć integrację Kijowa z europejskimi strukturami. Przeciwnicy tego rozwiązania odpowiadają jednak, że mogłyby ono prowadzić do rozmywania dotychczasowych zasad funkcjonowania Unii i tworzenia kategorii państw o niejednoznacznym statusie.
Rozpoczęcie negocjacji z Ukrainą i Mołdawią jest bez wątpienia wydarzeniem o historycznym znaczeniu. Pozostaje jednak pytanie, czy Unia Europejska nie koncentruje się dziś bardziej na geopolitycznej symbolice niż na rzeczywistym rozwiązywaniu problemów, które mogą w przyszłości stać się źródłem nowych napięć wewnątrz samej wspólnoty. Historia integracji europejskiej pokazuje bowiem, że trwała jedność opiera się nie na politycznych gestach, lecz na spełnieniu jasno określonych warunków i wzajemnym szacunku dla prawdy, bezpieczeństwa oraz stabilności.
Bogdan Feręc
Źr. RTE
Photo by ThisisEngineering on Unsplash

