Dokładnie o północy z 31 lipca na 1 sierpnia i po 17 latach obecności w przestrzeni publicznej zlikwidowano Krajową Agencję Zarządzania Aktywami (NAMA). Podmiot stanowiący najbardziej wyrazistą pamiątkę po kryzysie finansowym z 2008 roku zamknął działalność, pozostawiając za sobą bilans pełen zysków, ale i głębokich podziałów w ocenie jego roli. Przewodniczący tej instytucji Aidan Williams określił projekt na łamach „Irish Independent” jako przedsięwzięcie równie kluczowe dla państwa, co wzbudzające ogromne kontrowersje.
Gdy fundusz powoływano do życia pod koniec 2009 roku, cel był jasny: wyciągnąć sektor bankowy ze sterty niespłacanych pożyczek. Upadek banków takich jak Anglo Irish Bank czy Irish Nationwide Building Society (INBS) groził załamaniem całego systemu gospodarczego. Państwo wpompowało w ratowanie banków ponad 60 miliardów euro, co ostatecznie – w obliczu narastających kosztów i konsekwencji pęknięcia bańki Celtyckiego Tygrysa – skończyło się koniecznością sięgnięcia po 85 miliardów euro międzynarodowej pomocy od Unii Europejskiej i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Zlikwidowane Anglo i INBS obciążyły portfel publiczny obligacjami wartymi ponad 30 miliardów euro.
Zasoby, z jakimi przyszło mierzyć się agencji, były gigantyczne. NAMA przejęła tysiące długów o nominalnej wartości 74 miliardów euro z banków AIB, Bank of Ireland czy EBS, płacąc za nie obligacjami z gwarancją rządową na kwotę 30,2 miliarda euro. Portfel ten obejmował ponad 800 dłużników oraz 12 000 nieruchomości rozsianych po 22 krajach, ze szczególnym natężeniem w Irlandii i Wielkiej Brytanii.
To na tej liście znaleźli się najgłośniejsi gracze rynku nieruchomości z czasów boomu:
- Seán Dunne, znany jako „Baron z Ballsbridge”, którego amerykańskie bankructwo zakończyło się dopiero niedawno, a procedury w Irlandii potrwają do 2028 roku,
- Bernard McNamara, odpowiedzialny m.in. za kontrowersyjny zakup terenów fabryki Irish Glass Bottle w Ringsend,
- Sean Mulryan z grupy Ballymore, Richard Barrett oraz Johnny Ronan – ten ostatni, niegdyś powiązany z elektrownią Battersea w Londynie, dziś znów prężnie działa na stołecznym rynku budowlanym,
- Gerry Gannon, Liam Maye czy Joe O’Reilly, kojarzony z kompleksem Dundrum Town Centre.
Koncepcja stworzenia tzw. złego banku wyrosła z analiz ekonomisty Petera Bacona. Spośród rozważanych wariantów – od zaniechania działań po system ubezpieczeń – wybrano wariant najbardziej stanowczy. Były prezes Irlandzkiego Banku Centralnego Patrick Honohan przypomina, że ciągły napływ złych wiadomości z sektora bankowego wymuszał radykalne działania bez zbędnej zwłoki. Z kolei Eamon Ryan, były lider Partii Zielonych, zwraca uwagę, że uchwalenie ustawy wymagało przełamania wielu oporów politycznych, ale ostatecznie konstrukcja spełniła zadanie ratunkowe, choć kosztowało to partię ogromne poparcie społeczne.
Z punktu widzenia finansów publicznych bilans wydaje się dodatni. Gwarantowane obligacje zostały spłacone w całości, a agencja wygenerowała 5,6 miliarda euro zysku oraz przyczyniła się do wybudowania ponad 44 000 nowych mieszkań. Komisja Europejska po skargach deweloperów uznała, że agencja działała z należytą starannością w interesie podatników.
Jednak w środowisku branżowym ocena instytucji jest skrajnie odmienna. Wielu deweloperów oskarżało urzędników o arbitralność i doprowadzenie do zapaści w sektora budowlanego, co ich zdaniem napędziło późniejszy kryzys mieszkaniowy. Szefowa firm Ardale i Core Emma Maye, która przejęła setki milionów euro długów po zmarłym ojcu, wskazuje na zbyt pośpieszne wyprzedawanie aktywów i wrogi stosunek do przedsiębiorców, których wykluczono z szukania naprawczych rozwiązań. Krytyka dotykała również olbrzymich kosztów obsługi prawnej i doradczej oraz wydatków na wieloletnie śledztwa, w tym sprawę sprzedaży portfela „Project Eagle” w Irlandii Północnej.
Patrick Honohan przyznaje po latach, że choć udało się uniknąć wyprzedaży majątku po zaniżonych cenach pod presją Europejskiego Banku Centralnego, to sam wynik finansowy mógłby być wyższy, gdyby zasady funkcjonowania agencji silniej premiowały maksymalizację zysku. Cień tamtego załamania nadal kładzie się cieniem na rynku. Upadłości firm budowlanych i ostrożność banków w udzielaniu kredytów do dziś utrudniają sprawne funkcjonowanie sektora mieszkaniowego, tworząc długi ogon konsekwencji, z którymi gospodarka zmaga się mimo szybkiego tempa wzrostu.
Samo zamknięcie struktur miało charakter stopniowy. Z zespołu liczącego w szczytowym momencie ponad 200 osób pozostała zaledwie ósemka pracowników, którzy przechodzą do Narodowej Agencji Zarządzania Skarbem Państwa (NTMA), aby dokończyć obsługę ostatnich portfeli pożyczkowych.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by david Griffiths on Unsplash

