– Wielu przedstawicieli i influencerów ruchu MAGA otwarcie krytykuje prezydenta Trumpa – ujawnia w Radiu Wnet amerykanista prof. Bogdan Szafrański. Decyzje militarne i zmienna dyplomacja Donalda Trumpa wywołały potężne pęknięcie na zapleczu Republikanów, a nad Biały Dom nadciąga widmo całkowitego paraliżu władzy.
W tym artykule:
Nadchodzące wybory połówkowe w Stanach Zjednoczonych mogą przypieczętować los prezydentury Donalda Trumpa. Stawką zbliżającego się głosowania jest zachowanie większości w Kongresie oraz powstrzymanie politycznego paraliżu Białego Domu.
https://share.transistor.fm/e/2a24ac2b#?secret=Ub9mToi3O8
Sytuacja wewnątrz obozu Republikanów staje się dramatyczna. Choć partia walczy o utrzymanie kontroli nad kluczowymi instytucjami, prezydent musi mierzyć się z otwartą rewoltą na własnym zapleczu politycznym.
Bunt we własnym obozie
Najwierniejsza dotąd baza wyborcza prezydenta zaczyna pękać. Radykalny ruch MAGA (Make America Great Again), który wyniósł Donalda Trumpa do władzy, oczekiwał skupienia się wyłącznie na wewnętrznych sprawach Ameryki i zerwania z interwencjami zagranicznymi.
Rzeczywistość rozminęła się jednak z obietnicami. Decyzje militarne prezydenta wywołały falę oburzenia wśród jego najgłośniejszych dotąd stronników.
– Ruch MAGA uważał, że prezydent i administracja powinni skupić się na problemach Amerykanów i nie angażować w politykę międzynarodową. Prezydent Trump jednak kilkoma decyzjami, jak atak na Iran na początku tego roku czy ingerencja w Wenezueli, wywołał krytykę wielu ważnych przedstawicieli i influencerów tego ruchu – wskazał prof. Bogdan Szafrański na antenie Radia Wnet.
Zmienna polityka budzi gniew
Niezadowolenie wyborców potęgują niejednoznaczne posunięcia Waszyngtonu na arenie globalnej. Ekspert zwraca uwagę na rosnący chaos decyzyjny w relacjach z największymi mocarstwami.
– Zmienna polityka wobec Ukrainy i Rosji oraz pewne oczekiwania wobec Chin powodują, że wielu przedstawicieli ruchu MAGA krytykuje dziś prezydenta – zauważył amerykanista.
W obozie władzy rośnie również poczucie zagrożenia ze strony instytucji państwowych. Donald Trump regularnie alarmuje, że jego działania sabotują niejawne struktury urzędnicze powiązane z opozycją.
– Jeśli myślimy o amerykańskim Deep State, to głównie ma się na myśli siły sprzyjające Demokratom. Nawet jeśli te grupy w administracji, ministerstwach czy ambasadach były mniej aktywne, to prezydent Trump uważa, że teraz znów się uaktywniły – wyjaśnił prof. Bogdan Szafrański.
Gra o cztery mandaty
Prawdziwa bitwa o przetrwanie rozegra się jednak w izbie wyższej amerykańskiego parlamentu. Ewentualna porażka oznacza dla administracji Trumpa całkowitą blokadę reform.
– Trudniej będzie z utrzymaniem Kongresu, natomiast najważniejsze dla Republikanów byłoby utrzymanie Senatu. Demokraci, szczególnie lewe skrzydło i wspierające ich media głównego nurtu, chcieliby przejąć obie izby. Wówczas realizacja jakichkolwiek pomysłów administracji byłaby piekielnie trudna – zaznaczył ekspert.
Arytmetyka parlamentarna nie pozostawia Republikanom żadnego marginesu błędu. Przewaga w izbie wisi na włosku.
– W Senacie jest teraz przewaga 53 głosów republikańskich na 100. Gdyby Republikanie stracili zaledwie cztery mandaty, byłby to gigantyczny kłopot dla prezydenta Trumpa – podsumował prof. Bogdan Szafrański, podkreślając, że urzędujący przywódca osobiście wizytuje najważniejsze stany, by ratować większość.
Autorzy:
Opracowanie:
fot. x.com/WhiteHouse


