Rozdajmy pieniądze z budżetu – wszystkim!

O ile można zgodzić się ze zdaniem pielęgniarek, że ich praca nie należy do najłatwiejszych, a i ciągłe braki kadrowe są przyczyną niezadowolenia tej grupy zawodowej, to trochę zastanawiająca jest reakcja tysięcy osób, które wsparły we wczorajszych manifestacjach strajkujące „siostry”.

Dzisiaj dla odwrócenia sytuacji, pójdę tokiem rozumowania rządu, a ten, nie chce zgodzić się na żądania płacowe pielęgniarek, które chcą podwyżki wynagrodzeń o 12%. Proponowana przez INMO podwyżka płac, ma zahamować odpływ pielęgniarek z zawodu, ale i zachęcić pielęgniarski narybek, aby pozostał w kraju, co jest jednym z głównych postulatów strajkujących. Oczywiście żądań jest jeszcze kilka, ale dzisiaj je pominę, bo ważne są płace.

Otóż rząd nie jest przeciwnikiem samych podwyżek w stricte ich znaczeniu, ale pamiętajmy, iż musi działać w ramach ustalonego budżetu, a i mieć na uwadze dobro społeczne innych grup utrzymywanych ze środków państwowych. Gdyby teraz wyrażono zgodę na 12-procentową podwyżkę dla reprezentujących służbę zdrowia pielęgniarek, wkrótce mogłoby się okazać, że i strajkiem taką samą chcą wymusić lekarze, a w ślad za nimi pójdą policjanci, strażacy, nauczyciele i urzędnicy, a także wszystkie inne grupy, których praca opłacana jest ze środków, jakie do Skarbu Państwa trafiają z naszych podatków.

Broniąc trochę decyzji rządu, przyznać muszę, iż ten zachowuje się w tej kwestii poprawnie, a to za sprawą podstaw, na jakich podjął decyzję o niepodnoszeniu płac pielęgniarkom. Jak słusznie powiedział minister zdrowia Simon Harris, a i wtórował mu minister finansów Paschal Donohoe, w tym roku przewidziane jest w budżecie podniesienie płac pielęgniarskich, więc i brak podstaw do kolejnych żądań. Proponowane w ustawie budżetowej podwyżki są oczywiście znacznie niższe od oczekiwań, jakie wysunęły pielęgniarskie związki zawodowe, czyli konflikt mamy gotowy, a ten powoli, ale włącza do sporu społeczeństwo, które murem stanęło za „siostrami”.

Vox populi w tym przypadku może zepsuć atmosferę negocjacji, a odczuwające wsparcie społeczne centrale związkowe, mogą w takim przypadku znacznie utwardzić swoje negocjacyjne stanowisko, co doprowadzi wyłącznie do zaostrzenia konfliktu i osiągnąć porozumienie będzie bardzo trudno.

Na całe szczęście, chociaż sytuacji nie można nazwać szczęśliwą, bo strony nie umieją się porozumieć, do sprawy włączył się Sąd Pracy, a jak wiadomo, wyroki każdej instancji sądowej są wiążące. Można tutaj dodać, że Sąd włączył się w sprawę niestety, gdyż to właściwie już ostatnia możliwość, jaką wykorzystuje się podczas rozmów między stronami konfliktu, ale na szczęście decyzja sędziów doprowadzić może do powrotu pielęgniarek do łóżek pacjentów.

Ten fakt, czyli brak personelu w szpitalach, bo ten zajęty jest strajkowaniem, wpływa przecież na osoby, które wspierały protestujące pielęgniarki, a o ile nie na nich samych, to na członków ich rodzin, znajomych i sąsiadów, których wizyty u specjalistów zostały odwołane, a stało się to wyłącznie z powodu strajku. Do tej pory strajkujące pielęgniarki stały się przyczynkiem do odwołania ponad 80.000 planowanych zabiegów, operacji, konsultacji i innych wizyt szpitalnych, a kolejne trzy dni strajku, które zaplanowane są na nadchodzący tydzień, podwoją tę liczbę, albo nawet podniosą ją do poziomu 200.000 i o takim wyniku mówi HSE.

Przykre to wszystko, a najbardziej to, że nie można było rozwiązać i zażegnać konfliktu na drodze rozmów resortowo-związkowych i trzeba było posunąć się do ostateczności, czyli strajku, a do tego włączył się tłum, który jak to zazwyczaj bywa, nie kieruje się zdrowym rozsądkiem, a działa powodowany impulsem.

Bogdan Feręc

Znajdź nas:

Czynsze wykazują oz
Irlandia otrzymała
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn