Rozbieżność słów i czynów

Ogólnie rzecz ujmując, można przypuszczać, że głos przedstawicieli partyjnych i szefostwa ugrupowania, a i działających w ich imieniu polityków ze szczebli rządowych, będzie jeden, jednak wcale nie ma to odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Wystarczy w tym zakresie posłuchać wypowiedzi np. kandydatów w wyborach uzupełniających, którzy startują z list koalicji rządzącej, a w zetknięciu ze słowami ministrów lub ogólnej linii nakreślonej przez rząd, różnicę odnajdziemy kolosalną.

Kandydaci twierdzą, że trzeba zmienić podejście do wielu zagadnień, wiele należy naprawić i wskazują, w jaki sposób powinno się to zrobić. Tu jednak zaczynają się problemy, bo kandydat mówi jedno, jego partia, coś całkiem innego, a rząd koalicji, to już całkiem inna bajka. Tak dzieje się w przypadku Fianna Fáil, Fine Gael i Green Party, bo to ich kandydaci do wakującego mandatu poselskiego, poruszają kwestie, bardziej pasujące do wypowiedzi opozycji, niż ugrupowań, które reprezentują.

Zrobi się jeszcze dziwniej, kiedy wczytamy się w programy partyjne, a te, pozostają wyłącznie na papierze, bo z realizacją zapowiedzi, które pojawiały się w kampanii wyborczej, nie idą w parze. Tak dochodzimy do kwestii, w której należy zadać sobie pytanie, w jakim kierunku pójdą działania kandydatów, o ile trafią już do Dáil. Czy podtrzymają swoje słowa z kampanii wyborczej? Czy wymuszą na swoich partiach działania, które zapowiadają? I czy wreszcie, nie staną się bezwolnymi maszynkami do głosowania, by tylko utrzymana została większość parlamentarna?

Wyrażę w tej kwestii głęboką wątpliwość i brak wiary w to, że postępować będą tak, jak zapowiadają to teraz.

Niewiele brakuje też do stwierdzenia, że na emocjach grają kandydaci opozycji, bo ci, mają co prawda programy i propozycje skorelowane z działaniami politycznymi swoich partii, ale zaczynają zapędzać się w rejony, które graniczą z typową kiełbasą wyborczą, chociaż sięgają problematyki i istoty spraw ludzkich. W tym jednak przypadku, mamy jednocześnie kampanijne wytykanie błędów przeszłości, natomiast nowych rozwiązań, czyli innowacyjnego podejścia, niewiele. Kandydaci opozycyjni chwycili za broń, której używają ich ugrupowania od dawna, chcą też realizacji programów, jakie zaproponowane zostały przez liderów, a to może oznaczać, że nie mają żadnych własnych pomysłów, a są wyłącznie realizatorami poleceń z góry.

Niektórych kandydatów zajmują też spaw bieżące i na podstawie danych oraz wydarzeń, dziejących się tu i teraz, walczą o poparcie społeczne. Nie można oczywiście mieć im tego za złe, ale to też może pokazać, że irlandzka polityka, nie ma pomysłu na samą siebie, bo jest wyłącznie działaniem w potrzebie chwili i nie ma w niej kroków wyprzedzających.

Tak powstaje kolejne pytanie, czyli, który z kandydatów byłby lepszy? W takim przypadku trzeba stawiać na niezależnych, bo to z całą pewnością oni, będą wyrazicielami prawdziwej woli narodu, gdyż nie popiera ich żadna siła, próbująca utrzymać lub przejąć władzę. Reasumując, świat irlandzkiej polityki, nie jest odpowiedni do czasu, w którym przyszło mu istnieć, nie mówiąc już o liderze, ciągnącym cały ten polityczny kram w stronę prawdziwego przywództwa.

Tak doszliśmy do mojej tezy, nawiasem mówiąc lansowanej od dawna, że od czasu do czasu, potrzebna jest mała rewolucja, żeby do pionu, ustawić polityków. Tej natomiast spodziewam się całkiem niedługo, ale rozważania w tym kierunku, pozostawię sobie na inny okres, bliższy temu, co właśnie powiedziałem.

Na marginesie dodam, że już 8 lipca, będziemy mogli się dowiedzieć, który z polityków, najsprawniej potrafił omamić wyborców, obecnie, jednej z części Dublina.

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij
1,4 miliarda euro wy
Alan Kelly mówi o d
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian