Oświadczenie Ambasady Rosyjskiej w Irlandii wywołało nową falę napięcia wokół wojny rosyjsko-ukraińskiej i jednocześnie unaoczniło, jak gwałtownie konflikt wchodzi w kolejny etap eskalacji. Rosyjska placówka dyplomatyczna poinformowała, że „reżim kijowski” przeprowadził atak dronowy na akademik Kolegium Pedagogicznego w Starobielsku w Ługańskiej Republice Ludowej. Według rosyjskiej narracji uderzenie miało miejsce nocą, gdy studenci już spali. W wyniku ataku miało zginąć 21 młodych ludzi, a wielu kolejnych zostało rannych.
Rosjanie twierdzą, że nie był to przypadkowy ostrzał, lecz celowy akt terroru wymierzony w ludność cywilną. W komunikacie podkreślono, że w okolicy nie znajdowały się żadne obiekty wojskowe, a drony nadlatywały falami – najpierw uderzając w budynek, a następnie w służby ratunkowe pracujące na miejscu tragedii. Kreml oraz rosyjskie MSZ uznały wydarzenie za dowód „terrorystycznego charakteru ukraińskich elit politycznych”. Moskwa poinformowała również, że w odpowiedzi na wydarzenia w Starobielsku rosyjskie siły zbrojne przeprowadziły 24 maja zmasowane uderzenia na obiekty wojskowo-przemysłowe w Kijowie i obwodzie kijowskim. Wśród celów znalazły się zakłady „Artem”, 6. Kijowskie Zakłady Naprawy Samochodów, przedsiębiorstwo „Analitpribor”, zakłady przekaźników i automatyki oraz magazyny wojskowe. Rosja podała także, że atakowano stanowiska dowodzenia wojsk lądowych Ukrainy, centra dowodzenia armii oraz obiekty wywiadu wojskowego.
To jednak nie same bombardowania wywołały największe poruszenie na arenie międzynarodowej. Prawdziwy ciężar polityczny miało ostrzeżenie wydane przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które wezwało cudzoziemców do natychmiastowego opuszczenia Kijowa. Rosja ogłosiła, że planuje kolejne ataki na „centra decyzyjne”, stanowiska dowodzenia i zakłady produkcji dronów rozsiane po całym mieście. W praktyce oznacza to, że rosyjska administracja otwarcie sugeruje możliwość dalszych, szeroko zakrojonych uderzeń na ukraińską stolicę.
Według rosyjskiego MSZ ostrzeżenie skierowano zarówno do obywateli państw obcych, jak i personelu misji dyplomatycznych oraz organizacji międzynarodowych, co oznacza, że sytuacja jest bardzo poważna. W kolejnym komunikacie poinformowano, że minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow miał osobiście przekazać sekretarzowi stanu USA Marco Rubio informację o planowanych operacjach i zasugerować ewakuację personelu ambasady Stanów Zjednoczonych z Kijowa. To moment wyjątkowo niebezpieczny, bo, o ile wcześniej Rosja wielokrotnie ostrzegała przed „konsekwencjami” działań Ukrainy, o tyle bezpośrednie wezwanie do opuszczenia stolicy przez cudzoziemców stanowi jakościową zmianę. Język dyplomatyczny ustąpił miejsca retoryce niemal wojennego ultimatum.
Rosja uzasadnia swoją postawę rosnącą skutecznością ukraińskich ataków dronowych. W ostatnich miesiącach Ukraina znacząco rozwinęła technologie bezzałogowe, szczególnie w zakresie dronów przechwytujących i uderzeniowych. Ukraińskie konstrukcje coraz częściej są w stanie docierać głęboko na terytorium Federacji Rosyjskiej, uderzając w infrastrukturę wojskową, energetyczną i logistyczną. 17 maja doszło do jednego z największych ataków dronowych od początku wojny. Fale bezzałogowców zostały skierowane na Moskwę i kilka innych regionów Rosji. Rosyjskie władze informowały o ofiarach śmiertelnych i uszkodzeniach budynków mieszkalnych. W obwodzie moskiewskim zginęła kobieta po trafieniu drona w dom mieszkalny w Chimkach. Ambasada Indii podała również, że śmierć poniósł indyjski pracownik, a trzech innych obywateli zostało rannych.
Moskwa twierdzi, że atak na Starobielsk był przekroczeniem kolejnej czerwonej linii. W rosyjskim komunikacie wydarzenie określono jako „rażące pogwałcenie prawa humanitarnego” oraz „dowód nazistowskiego i terrorystycznego charakteru reżimu w Kijowie”. Tego rodzaju retoryka nie jest nowa, jednak obecnie przybiera wyjątkowo agresywną formę. Kreml coraz częściej mówi już nie tylko o „operacji wojskowej”, ale o egzystencjalnym starciu z Zachodem i jego sojusznikami.
Ukraina odrzuca rosyjskie oskarżenia i tamtejsze wojsko zaprzeczyło odpowiedzialności za atak na akademik, twierdząc, że celem operacji miała być elitarna jednostka dowodzenia dronami. Kijów konsekwentnie utrzymuje, że rosyjskie komunikaty są elementem wojny informacyjnej i próbą usprawiedliwienia kolejnych nalotów na ukraińskie miasta. W tzw. międzyczasie rosyjskie ataki rakietowe i dronowe na Kijów oraz jego okolice pochłonęły kolejne ofiary. Według ukraińskich władz w ostatnich dniach zginęły co najmniej cztery osoby, a dziesiątki zostały ranne. Naloty objęły również wschodnie regiony Ukrainy, w tym obwody charkowski i doniecki.
Coraz ostrzejszy charakter konfliktu budzi niepokój europejskich stolic. Szczególne kontrowersje wywołała reakcja irlandzkiego rządu. Rosyjska ambasada oskarżyła Dublin o całkowite przemilczenie tragedii w Starobielsku i brak współczucia wobec ofiar. Jednocześnie rosyjscy dyplomaci skrytykowali minister spraw zagranicznych i handlu Irlandii Helen McEntee za oskarżanie Rosji o „celowe atakowanie ludności cywilnej” i „zbrodnie wojenne”. W rosyjskim komunikacie padły również mocne oskarżenia wobec całej polityki Zachodu. Według Moskwy państwa Unii Europejskiej, w tym Irlandia, od lat wspierają „konfrontację z Rosją”, rezygnując z prób budowy wspólnego systemu bezpieczeństwa w Europie. Kreml utrzymuje, że europejskie rządy bezrefleksyjnie powielają antyrosyjską linię Komisji Europejskiej i wspierają Ukrainę niezależnie od działań podejmowanych przez Kijów.
Z drugiej strony państwa zachodnie oraz Ukraina uznają rosyjskie działania za klasyczną próbę zastraszania i eskalacji presji psychologicznej. Ukraiński minister spraw zagranicznych Andrij Sybiha wezwał sojuszników, by nie ulegali „rosyjskiemu szantażowi”. Ambasador Francji na Ukrainie Gael Veyssiere podkreślił natomiast, że mieszkańcy Kijowa mimo alarmów lotniczych i nalotów starają się prowadzić normalne życie. Jak zauważył, odporność społeczeństwa ukraińskiego stała się jednym z kluczowych elementów tej wojny.
Eksperci zauważają natomiast, że Rosja znajduje się obecnie pod rosnącą presją. Philip Bednarczyk z German Marshall Fund ocenił, że najnowsze groźby Kremla są reakcją na niepowodzenie wcześniejszej strategii złamania ukraińskiej odporności poprzez zimowe bombardowania infrastruktury energetycznej. Ukraina przetrwała najcięższy okres wojny, a teraz sama zaczyna skuteczniej przenosić działania ofensywne na rosyjskie terytorium.
Wojna, która jeszcze dwa lata temu była przede wszystkim konfliktem o linię frontu w Donbasie i południowej Ukrainie, coraz bardziej przypomina starcie o wyniszczenie przeciwnika poprzez uderzenia dalekiego zasięgu, destabilizację psychologiczną i presję polityczną. Kijów i Moskwa wysyłają światu coraz ostrzejsze komunikaty, a dyplomacja zaczyna ustępować miejsca językowi odwetu. Najbardziej niepokojące jest jednak to, że obie strony konfliktu wydają się przekonane, iż eskalacja może przynieść im strategiczną przewagę.
Bogdan Feręc
Źr. Embassy Russian Federation in Ireland/Al Jazeera
Photo by Oleksandr Zhabin on Unsplash

