Roman Mańka: 5 uwag po śmierci Pawła Adamowicza

Po śmierci prezydenta Gdańska, Pawła Adamowicza, jego pogrzebie, oraz atmosferze która się wokół tego wydarzenia wytworzyła, nasunęło mi się kilka refleksji. Chciałbym się nimi z Państwem podzielić.

1. Problem skali.

Patrząc na wydarzenia związane ze śmiercią i pogrzebem Pawła Adamowicza, zastanawiam się czy my przypadkiem w Polsce nie pogubiliśmy proporcji. Śmierć każdego człowieka, tym bardziej morderstwo, jest oczywiście dramatem i wypada płakać, jednak czy dobrane tony były adekwatne. Ciśnie mi się na usta niechybnie jedno słowo: p r z e s a d a. Pomijając kontrowersje oraz niejednoznaczne sytuacje z życiorysu Adamowicza, trzeba pamiętać, że był on prezydentem Gdańska, załóżmy że był prezydentem dobrym, kochanym i lubianym przez swoich mieszkańców. Naturalną siłą rzeczy zrozumiałbym okoliczność ogłoszenia żałoby na terenie miasta Gdańska, nawet całego województwa pomorskiego, ale czy ustanowienie żałoby narodowej na obszarze całego kraju, opuszczanie flag państwowych, nadawanie tytułu honorowego obywatela różnych miast (np. Warszawy) nie było przesadą?

Absurdalność sytuacji daje o sobie znać, gdy przeanalizujemy kilka wydarzeń z historii: w roku 2008, w wypadku samochodowym zginął prof. Bronisław Geremek, człowiek bez wątpienia zasłużony dla Polski, prominentny działacz niekomunistycznej opozycji w okresie „Solidarności”, a także skuteczny minister spraw zagranicznych; jego jakby żegnano gorzej, nie wytworzono tak silnego nastroju smutku, nie ogłoszono żałoby narodowej; cztery lata później zmarł prof. Wiesław Chrzanowski, wybitna postać opozycji, członek komitetu prymasowskiego, późniejszy marszałek Sejmu (pierwszego w pełni wolnego Sejmu), jego śmierci właściwie nie zauważono; wreszcie w roku 2015 zmarł po chorobie nowotworowej Józef Oleksy; niech sobie każdy myśli co chce, jednak był to jeden z najwybitniejszych polityków lewicy po 1989 roku, pełniący funkcję marszałka Sejmu oraz premiera; niestety on również „nie zasłużył” sobie na ogłoszenie żałoby narodowej.

Być może w najbliższych latach przyjdzie nam pożegnać kilka innych osób posiadających zasługi dla polskiego państwa (większe niż Adamowicz), pytanie czy można jeszcze podbić atmosferę żałoby? Czy krytyczna granica nie została przekroczona? Czy nie zabraknie nam skali?

2. Kryterium oceny człowieka.

Co powinno decydować o ocenie człowieka, jego zasług, osiągnięć, sukcesów, dorobku? Jakość życia czy jakość śmierci? Nie zgadzam się na to, aby morderca decydował o tym, jaki ktoś będzie miał pogrzeb i jak zostanie zapamiętany; aby okrucieństwo śmierci przesądzało o wielkości człowieka. Jeżeli tak miałoby być, to Ramiro de Lorca, znienawidzony przez lud zarządca Romanii, którego w XVI wieku syn papieża, Cesare Borgia, poćwiartował i wystawił na publiczny widok, musiałby zostać uznany świętym; tak samo, gdyby okrucieństwo śmierci oraz cierpienia rozstrzygało o wielkości człowieka, po bestialskim morderstwie małżeństwa Jaroszewiczów w 1992 roku, należałoby ogłosić miesiąc żałoby narodowej.

Nie wiem czy Paweł Adamowicz był wybitnym samorządowcem, wielkim prezydentem Gdańska, nie znałem go osobiście, nie jestem mieszkańcem Gdańska, nie będę oceniał, być może tak, jednak na jego karierze politycznej pojawiły się również pewne niejednoznaczności. Ale nawet jeśli pominiemy kontrowersje i skupimy się jedynie na stronach dobrych, nadanie żałobie narodowej wymiaru ogólnokrajowego uważam za problematyczne. Zastanówmy się czy w ten sposób przypadkiem nie uhonorowano bardziej mordercy – aktu mordu – niż zmarłego…?

3. Hipokryzja.

Ze zdumieniem przecierałem oczy, kiedy ludzie jeszcze kilka tygodni wcześniej ziejący nienawiścią oraz agresją w stosunku do prezydenta Adamowicza, inni zdecydowanie go krytykujący (tak jak np. Lech Wałęsa), nagle zaczęli prześcigać się w wychwalaniu jego zasług; jeszcze inni, co bardziej zachowawczy, apelowali o milczenie, mówili: „ciszej nad tą trumną”.

W naszej polskiej mentalności kulturowej jest coś takiego, dla mnie niezrozumiałego, taki dziwny moralny imperatyw, że o zmarłych się źle nie mówi; polska kultura katolicka rzekomo nakazuje, że o zmarłych należy mówić dobrze albo wcale. Zastanawiam się, gdzie ci którzy głoszą takie reguły o niech wyczytali.

Jeżeli o umarłych źle nie mówić, to bądźmy konsekwentni: nie mówmy źle o Hitlerze, Stalinie, Kiszczaku, Jaruzelskim; nie mówmy źle o Osamie bin Ladenie, który dokonał zamachu terrorystycznego na World Trade Center w Nowym Jorku, zabijając tysiące niewinnych ludzi.

W tym co piszę nie ma porównania ani analogii, tylko próba wykazania absurdalności pewnych reguł oraz ich niespójności, poprzez rozumowanie dialektyczne.

4. Wypaczenie demokracji.

Zupełnie nie rozumiem dlaczego morderstwo Pawła Adamowicza miałoby automatycznie spowodować, iż nowym prezydentem zostanie jego zastępczyni. W istocie Stefan W. zdecydował 13 stycznia, kto będzie nowym prezydentem Gdańska. To morderca ma decydować, kto ma być nowym prezydentem Gdańska…?

To po śmierci Lecha Kaczyńskiego trzeba było również nie wystawiać innych kandydatów na prezydenta Rzeczpospolitej, tylko pozwolić na bezkonkurencyjny start Jarosławowi Kaczyńskiemu…

Tego rodzaju praktyki niestety rytualizują życie publiczne oraz blokują mechanizm selekcji elit. Utrwala się w ten sposób, zły z punktu widzenia demokracji oraz jakości rządzenia, automatyzm, iż zastępca (wiceprezydent, wiceburmistrz, wicewójt) jest naturalnym, oczywistym następcą.

Tymczasem demokracja bardzo nie lubi oczywistości. Nic tak nie mobilizuje działalności włodarzy samorządowych (czy innych rządzących), jak realna konkurencja.

5. Państwo teoretyczne.

Polskie państwo – jak mówi Andrzej Stankiewicz – istnieje tylko incydentalnie. Socjologowie definiują tego typu sytuacje jako tryb suboptymalny – albo jeszcze gorzej – reaktywny. Zawsze jesteśmy o krok, czasami nawet dwa, spóźnieni w odniesieniu do dynamiki sytuacji. Zawsze powtarza się też ten sam scenariusz: zdarzenie – regulacje, zarządzenia, dyspozycje, dużo szumu – a później kolejne inkryminowane zdarzenie.

Nikt nie definiuje ryzyk.
Wynika to z jednego zjawiska, już dawno opisanego przez socjologów, Maxa WeberaRoberta Mertona, czy George Ritzerarytualizmu biurokracji. W Polsce nadal mamy do czynienia nie z nowoczesnym państwem usługowym tylko z anachronicznym państwem regulacyjnym.

Wymusza się obowiązek rygorystycznego, represyjnego przestrzegania reguł, przepis jest ważniejszy od specyfiki sytuacji, czasami nawet od człowieka. Tymczasem tym co decyduje o jakości działania biurokracji (a więc struktur państwa) jest zdrowy rozsądek. Urzędnicy, funkcjonariusze powinni kierować się w pierwszej kolejności zdrowym rozsądkiem. Wszystkiego w prawie nie przewidzimy, ani nie zapiszemy, nie skodyfikujemy każdej hipotetycznej sytuacji oraz przypisanej do niej dyspozycji.

Zbyt wielki schematyzm myślenia, nacisk na reguły, nieelastyczność, standaryzacja, powoduje, że ogranicza się w ten sposób wyobraźnię – osoby piastujące ważne funkcje oraz stanowiska popadają w rutynę i są zupełnie nieprzygotowane, aby stawić czoła sytuacjom nowym, spontanicznym, specyficznym, niestandardowym.

Sam mocno przeżyłem śmierć prezydenta Pawła Adamowicza, wielokrotnie się w jego intencji modliłem – najpierw za jego życie, później za zbawienie. Zal mi zabitego w brutalny, bezpardonowy sposób człowieka. Nie zwalnia mnie to jednak z krytycznego myślenia oraz demaskowania nieracjonalnych praktyk.

Agencja Informacyjna

Roman Mańka, socjolog, publicysta, dyrektor zarządzający Instytutu Administracji

Agencja Informacyjna>>>

Znajdź nas:

DO MILIONOWYCH STRAT
Aldi w 2019: kilkana
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn