Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Requiem dla rytmu miasta. Czy hotelowe lobby uciszy duszę Dublina?

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Na Exchequer Street w Dublinie, gdzie jeszcze niedawno życie nocne pulsowało w rytmie basów, dziś unosi się duszna atmosfera niepewności. Setki osób tańczących przy muzyce DJ-ów pod oknami hotelu Hoxton to nie tylko wyraz solidarności z popularną restauracją Yamamori Izakaya, ale przede wszystkim desperacki krzyk w obronie resztek autentycznej kultury miejskiej.

Spór o poziom hałasu, który trafił na drogę sądową, stał się symbolem szerszego, niebezpiecznego trendu, bo procesu, w którym międzynarodowe grupy hotelarskie, a pod płaszczykiem dbałości o komfort gości, zaczynają agresywnie kształtować tkankę społeczną i kulturalną metropolii, eliminując z niej to, co nie pasuje do sterylnego wizerunku luksusu.

Konflikt wydaje się z pozoru techniczny, bo dzierżawca hotelu Trinity Hospitality twierdzi, że z powodu „niskich częstotliwości i wibracji” musiał wyłączyć z użytku jedną czwartą pokoi. W odpowiedzi na skargi gości, korporacja sięgnęła po najcięższy oręż, czyli wniosek o nakaz sądowy ograniczający działalność sąsiada.

Jednak dla lokalnej społeczności, reprezentowanej przez DJ-kę Blew, to jedynie kolejna bitwa w wojnie o prawo do miasta. Przestrzenie społeczne są systematycznie „duszone” przez wyrastające jak grzyby po deszczu sieci hotelowe i apartamentowce. Fakt, że Yamamori Izakaya jest jednym z zaledwie dwóch pozostałych w okolicy miejsc oferujących darmowy wstęp i scenę dla lokalnych artystów przez pięć nocy w tygodniu, nadaje tej sprawie wymiar walki o przetrwanie lokalnej tożsamości.

Działania wielkich graczy rynkowych budzą uzasadniony opór, gdyż wykraczają poza zwykły spór sąsiedzki. Grupy hotelowe, wchodząc w historyczne dzielnice rozrywki, zdają się oczekiwać, że miasto dostosuje się do nich, a nie one do miasta. Choć Trinity Hospitality deklaruje, że nie dąży do zamknięcia klubu, ich determinacja w przenoszeniu sporu na salę rozpraw, zamiast kontynuowania dialogu technicznego, sugeruje chęć narzucenia własnych reguł gry.

Tymczasem właściciele Yamamori Izakaya podkreślają, że już podczas remontu hotelu w 2023 roku wykazywali dobrą wolę, zlecając raporty akustyczne i oferując pomoc w instalacji systemów tłumienia dźwięku. Brak przepływu informacji ze strony hotelu aż do krytycznego momentu sugeruje, że korporacyjna machina woli szybkie rozwiązania prawne niż żmudny kompromis.

Sytuacja w Dublinie to mikrokosmos zjawiska, które dr Abdullah Al Bayyari określa jako konieczność „przesunięcia punktu ciężkości”. Statystyki są nieubłagane, a ilość lokali oferujących muzykę późnym wieczorem w Irlandii drastycznie spadła z tysięcy do zaledwie setek. Przez lata priorytetem było ułatwianie dostępu wielkiemu kapitałowi i międzynarodowym firmom, co w dobie silnej irlandzkiej gospodarki staje się strategią krótkowzroczną i niszczycielską. Kultura, język i historia nie tworzą się w wyciszonych pokojach hotelowych, lecz w miejscach, które pozwalają lokalnym talentom zarabiać na życie i rozwijać skrzydła.

Znalezienie balansu między prawem gościa do snu a prawem mieszkańca do kultury wymaga czegoś więcej niż tylko nakazów sądowych. Wymaga uznania, że hotele nie mogą być monolitami narzucającymi ciszę nocną całemu otoczeniu. Jeśli grupy hotelarskie będą nadal dążyć do kształtowania miast według własnego widzimisię, ryzykują, że ich goście obudzą się w metropoliach pozbawionych duszy, z których uciekło wszystko, co czyniło je atrakcyjnymi. Dubliński protest na Exchequer Street to natomiast sygnał, że społeczeństwo nie zamierza bezczynnie przyglądać się, jak kultura zostaje złożona w ofierze na ołtarzu hotelowego wypełnienia pokoi.

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Marten Bjork on Unsplash

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version