Irlandia, kraj opowieści o gospodarczym cudzie i rosnącym dobrobycie, coraz częściej zderza się z rzeczywistością zapisaną nie w raportach o PKB, lecz w nieopłaconych rachunkach. Najnowsze dane Komisji Regulacji Usług Komunalnych (CRU) są jednoznaczne i liczba gospodarstw domowych zalegających z płatnościami za energię elektryczną gwałtownie rośnie. W ciągu zaledwie trzech miesięcy do grudnia 2025 roku przybyło 22 146 takich przypadków. Łącznie już 319 459 rachunków pozostaje nieuregulowanych, co oznacza, że problem dotyczy 14 proc. wszystkich odbiorców energii elektrycznej w przypadku gospodarstw domowych.
Za tymi liczbami kryją się konkretne dramaty, bo aż 191 525 gospodarstw zalega z płatnościami od ponad 90 dni, a więc znalazło się w strefie trwałego zadłużenia. Średnia kwota zaległości wynosi 466 euro i nadal rośnie, a w grudniu 2025 roku była o 3 proc. wyższa niż miesiąc wcześniej i o 10 proc. wyższa niż rok wcześniej. Eksperci wskazują wprost na jedną z głównych przyczyn, czyli zniesienie ulg energetycznych. W połączeniu z ogólnym wzrostem kosztów życia, zwłaszcza cen żywności, oznacza to dla wielu rodzin brutalną konieczność wyboru między podstawowymi potrzebami. Energia elektryczna przestaje być oczywistą usługą cywilizacyjną, a staje się luksusem, który trzeba odłożyć „na później”.
Problem nie dotyczy wyłącznie prądu. Zaległości w płatnościach za gaz osiągnęły poziom 179 054 rachunki, a ponad jedna czwarta odbiorców gazu, więc 26 proc. ma trudności z regulowaniem należności. Blisko 150 000 rachunków pozostaje nieopłaconych przez ponad trzy miesiące. Średnie zadłużenie wynosi 192 euro. W praktyce oznacza to setki tysięcy gospodarstw funkcjonujących w permanentnym stanie finansowego napięcia.
Jednocześnie ceny energii elektrycznej w Irlandii należą do najwyższych w Europie i według danych Eurostatu gospodarstwa domowe płacą średnio 36,8 centa za kilowatogodzinę. Szczególnie wymowne są opłaty sieciowe, bo zwykły odbiorca płaci 7,6 centa za kWh, podczas gdy wielcy odbiorcy, tacy jak centra danych, zaledwie 0,7 centa. Całkowity koszt energii dla centrów danych wynosi około 19,1 centa za kWh, czyli niemal o połowę mniej niż dla gospodarstw domowych.
To kontrast, który trudno wytłumaczyć wyłącznie mechanizmami rynku. Centra danych odpowiadały w 2024 roku za 22 proc. zużycia energii elektrycznej w kraju, a mimo to korzystają z wyraźnie korzystniejszych warunków. Owszem, duzi odbiorcy mogą negocjować stawki i dostosowywać zużycie do tańszych godzin, ale z punktu widzenia zwykłego mieszkańca oznacza to jedno, że to system, w którym najsłabsi płacą najwięcej. W tym kontekście decyzja o wycofaniu szerokiego wsparcia energetycznego nabiera szczególnego znaczenia. Rząd zdaje się działać w przekonaniu, że kryzys minął, a społeczeństwo poradzi sobie samo. Tymczasem dane pokazują coś przeciwnego, rosnącą liczbę gospodarstw domowych, które nie są w stanie nadążyć za rachunkami.
*
Energia elektryczna to nie towar luksusowy, to infrastruktura życia, czyli światło w kuchni, ogrzewanie w zimowy poranek, możliwość pracy i nauki. Państwo, które ignoruje rosnącą skalę zadłużenia energetycznego, ryzykuje coś więcej niż krytykę, ryzykuje utratę zaufania obywateli, bo nic nie podważa wiary w obietnicę wspólnego dobrobytu tak skutecznie, jak rachunek, którego nie da się zapłacić.
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Mostafa Esawy on Unsplash

