W polskim sporze o Trybunał Konstytucyjny padły oskarżenia, które trudno uznać za zwykłą polityczną polemikę. Posłanka do Parlamentu Europejskiego Ewa Zajączkowska-Hernik nie pozostawia wątpliwości, jak ocenia ostatnie wydarzenia wokół najważniejszego organu kontroli konstytucyjności prawa w Polsce. W jej opinii nie mamy do czynienia z kolejną odsłoną sporu o obsadę stanowisk sędziowskich, lecz z zaplanowaną operacją polityczną, której celem ma być podporządkowanie polskiego porządku prawnego interesom Brukseli. Europosłanka wskazuje przy tym nie tylko na premiera Donalda Tuska i jego współpracowników, ale również na przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę von der Leyen. To właśnie między Warszawą a Brukselą dostrzega polityczne porozumienie, którego konsekwencje, jej zdaniem, mogą okazać się szczególnie niebezpieczne dla polskiej suwerenności.
Wypowiedź Ewy Zajączkowskiej-Hernik jest wyjątkowo ostra. Posłanka nie próbuje łagodzić sformułowań ani szukać dyplomatycznych określeń dla działań rządu. Już na początku swojego wystąpienia stwierdza: „Maski opadły!”. Następnie oskarża Komisję Europejską o oficjalne poparcie tego, co określa jako „bandyckie działania Tuska i siłowe przejęcie Trybunału Konstytucyjnego”. Nie jest to zatem, w jej ocenie, wyłącznie polski konflikt polityczny. Zajączkowska-Hernik przedstawia go jako element znacznie szerszej rozgrywki, w której polskie instytucje państwowe stają się przedmiotem zainteresowania europejskich struktur władzy. Najpoważniejszy zarzut dotyczy tego, że Komisja Europejska miałaby wykorzystywać spór o praworządność do uzyskania wpływu na kształt polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Szczególne znaczenie europosłanka przypisuje stanowisku Komisji Europejskiej, która stwierdziła, że Trybunał Konstytucyjny powinien funkcjonować zgodnie z polską Konstytucją, ale również z orzecznictwem Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Właśnie w tym sformułowaniu posłanka Zajączkowska dostrzega istotę całego problemu. Jej zdaniem nie chodzi o troskę o prawidłowe funkcjonowanie polskich instytucji, lecz o próbę ustanowienia nadrzędności prawa unijnego nad polską Ustawą Zasadniczą. Posłanka przypomina jednak, że Trybunał Konstytucyjny wielokrotnie wskazywał na nadrzędność Konstytucji RP w krajowym porządku prawnym.
Jej zdaniem Bruksela chce doprowadzić do sytuacji, w której polski Trybunał Konstytucyjny, zmuszony będzie zaakceptować interpretację prawa unijnego, a przedstawianą przez TSUE, nawet jeżeli pojawi się konflikt z polską Konstytucją. „Celem Brukseli jest, żebyśmy byli pod butem UE i jej trybunałów! Polska Ustawa Zasadnicza ma być na drugim miejscu” – napisała europosłanka.
To oskarżenie uderza bezpośrednio w fundamenty obecności Polski w Unii Europejskiej. Ewa Zajączkowska-Hernik nie kwestionuje bowiem jedynie konkretnego stanowiska Komisji Europejskiej, ale podważa kierunek, w którym zmierza europejska integracja. W jej interpretacji wspólnota państw narodowych coraz bardziej przypomina strukturę centralnie zarządzaną, w której unijne instytucje próbują przejmować kompetencje należące do państw członkowskich. Europosłanka podkreśla, że Polska nie przekazała Unii Europejskiej kompetencji do organizowania własnego wymiaru sprawiedliwości i obsadzania krajowych organów konstytucyjnych. Oskarża więc Komisję o przekraczanie uprawnień i wykorzystywanie politycznego nacisku do osiągania własnych celów, których nie można byłoby uzyskać w drodze zwykłych procedur.
Najostrzejsze słowa kieruje jednak pod adresem Ursuli von der Leyen. To właśnie przewodniczącą Komisji Europejskiej przedstawia, jako jedną z głównych postaci odpowiedzialnych za polityczny kierunek działań Brukseli wobec Polski. „Mamy do czynienia z antypolskim porozumieniem Ursuli von der Leyen i Donalda Tuska” – mówi Zajączkowska-Hernik. W jej ocenie premier Donald Tusk nie jest w tej rozgrywce samodzielnym graczem, lecz politycznym narzędziem realizacji niemiecko-brukselskich interesów. To bardzo poważny zarzut, ponieważ europosłanka przypisuje obecnemu rządowi nie tylko odpowiedzialność za sposób postępowania wobec Trybunału Konstytucyjnego, ale również działanie w interesie zewnętrznych ośrodków politycznych.
Czy bez racji?
Najwięcej miejsca w swoim wystąpieniu Ewa Zajączkowska poświęca premierowi Donaldowi Tuskowi. Nie ogranicza się przy tym do krytyki jego decyzji. Kwestionuje również sposób sprawowania przez niego władzy i przypisuje mu osobistą odpowiedzialność za eskalację konfliktu. „Donald Tusk upadł na samo dno i po 10 latach bycia premierem zostanie zapamiętany z upokorzenia naszego państwa zamachem stanu” – stwierdza europosłanka.
W jej przekonaniu działania wokół Trybunału nie są przypadkowym następstwem sporu prawnego, lecz elementem wcześniej przygotowanego planu. Posłanka do Parlamentu Europejskiego zwraca uwagę na okoliczności przeprowadzenia operacji, wskazując, że według informacji, na które się powołuje, wtajemniczonych miało być zaledwie trzech najważniejszych dowódców Policji. Podkreśla również wybór terminu, przypadającego na okres, kiedy wielu Polaków odwiedzało groby bliskich, a Prezydent przebywał w podróży do Senegalu.
W jej ocenie taki dobór okoliczności nie był przypadkowy.
Szczególnie istotny jest jednak wątek dotyczący sędzi Anny Korwin-Piotrowskiej. Europosłanka wskazuje, że według przywoływanych przez nią informacji, dostęp do budynku Trybunału Konstytucyjnego miał zostać zorganizowany za pośrednictwem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a zaangażowany w tę sprawę miał być szef KPRM Jan Grabiec. To właśnie ten element Ewa Zajączkowska-Hernik traktuje jako dowód na polityczne przygotowanie całej operacji. W jej ocenie sprawa przestaje być wyłącznie sporem dotyczącym statusu konkretnych osób, a staje się pytaniem o to, kto podejmował decyzje, kto wydawał polecenia i kto odpowiadał za wykorzystanie aparatu państwowego. Nie oszczędza przy tym samej pani Anny Korwin-Piotrowskiej. Zarzuca premierowi Donaldowi Tuskowi wykorzystywanie innych osób do realizowania własnych celów politycznych i nazywa wysyłanie jej na pierwszą linię konfliktu przejawem politycznego tchórzostwa.
Kogo europosłanka wskazuje jako odpowiedzialnych?
Lista osób, które zdaniem Ewy Zajączkowskiej-Hernik powinny ponieść odpowiedzialność, jest konkretna. Na pierwszym miejscu wymienia premiera Donalda Tuska, następnie szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów Jana Grabca, ministerialnego koordynatora Macieja Berka, sędzię Annę Korwin-Piotrowską oraz ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego.
W przypadku tego ostatniego europosłanka podkreśla znaczenie podległości służb policyjnych resortowi spraw wewnętrznych i administracji. Jej zdaniem przeprowadzenie operacji z wykorzystaniem Policji trudno byłoby sobie wyobrazić bez odpowiedzialności kierownictwa tego resortu. Co jednak istotne, posłanka Zajączkowska nie przedstawia tych nazwisk, jako przypadkowych uczestników wydarzeń. Przeciwnie, uważa, że tworzą one polityczny i organizacyjny łańcuch odpowiedzialności, który powinien zostać dokładnie zbadany.
W swoich wypowiedziach przywołuje również artykuły 127 i 128 Kodeksu karnego, dotyczące odpowiednio zamachu stanu oraz zamachu na konstytucyjny organ Rzeczypospolitej Polskiej. Przypomina, że przepisy te przewidują surowe kary, włącznie z wieloletnim pozbawieniem wolności.
Trzeba jednak zaznaczyć, że przywołanie przez europosłankę przepisów, nie oznacza stwierdzenia popełnienia przestępstwa przez wymienione osoby. Kwalifikacja prawna wydarzeń wymaga szczegółowego zbadania faktów, ustalenia odpowiedzialności poszczególnych uczestników oraz rozstrzygnięcia przez właściwe organa. Ewa Zajączkowska-Hernik domaga się jednak, aby sprawa nie została zamknięta politycznymi deklaracjami ani kolejnym komunikatem rządu.
Warto zwrócić uwagę, że krytyka europosłanki nie kończy się na działaniach dotyczących Polski. Zajączkowska-Hernik wykorzystuje sytuację wokół Trybunału Konstytucyjnego do szerszego rozliczenia Komisji Europejskiej z jej działalności. Zarzuca unijnym urzędnikom hipokryzję, wskazując na rozbieżność pomiędzy deklarowaną obroną praworządności a problemami dotyczącymi przejrzystości, odpowiedzialności i korupcji w strukturach europejskich. Określa Komisję Europejską, jako instytucję zainteresowaną przede wszystkim władzą, wpływami i pieniędzmi.
Jej stanowisko jest jednoznaczne: Komisja Europejska, zamiast pouczać państwa członkowskie, sama powinna zostać poddana poważnej kontroli i rozliczeniu. Posłanka idzie nawet dalej, domagając się likwidacji obecnego modelu funkcjonowania KE, który uważa za szkodliwy dla europejskiej wspólnoty suwerennych państw. „Waszą Komisję Europejską należy zlikwidować, bo to rak, który od wielu lat niszczy europejską Wspólnotę i działa przeciwko suwerennym państwom narodowym!” – stwierdziła.
To stanowisko pokazuje, że dla posłanki Zajączkowskiej, konflikt wokół polskiego Trybunału Konstytucyjnego, jest częścią znacznie większego problemu. Jej zdaniem nie można oddzielać wydarzeń w Warszawie od politycznego kierunku wyznaczanego przez kierownictwo Unii Europejskiej.
Na końcu europosłanka zapowiada, że obecne wydarzenia nie zostaną zapomniane. Przewiduje, że po zmianie władzy, polski wymiar sprawiedliwości będzie miał przed sobą ogrom pracy związanej z rozliczeniem działań obecnego rządu. Jednocześnie deklaruje, że przywracanie praworządności powinno odbywać się zgodnie z prawem, a nie za pomocą kolejnych politycznych demonstracji siły. „A my będziemy musieli posprzątać ten bajzel i przywrócić godność naszej Ojczyźnie. I zrobimy to zgodnie z prawem!” – zapowiada Ewa Zajączkowska-Hernik.
*
Jej wystąpienie jest jednym z najmocniejszych politycznych oskarżeń pod adresem obecnego rządu i kierownictwa Komisji Europejskiej. Wskazuje konkretnych ludzi, przypisuje im odpowiedzialność polityczną i domaga się zbadania ich działań pod kątem odpowiedzialności karnej. Co równie ważne, przedstawia własną interpretację wydarzeń, jako elementu szerszego procesu ograniczania suwerenności Polski.
Można oczywiście nie zgadzać się ze wszystkimi ocenami europosłanki, można również kwestionować jej sposób formułowania zarzutów. Nie zmienia to jednak faktu, że pytania o granice kompetencji unijnych instytucji, nadrzędność Konstytucji, niezależność organów państwa i odpowiedzialność osób sprawujących władzę, należą do najpoważniejszych zagadnień polskiego życia publicznego.
Jedno powinno być bezdyskusyjne,że żadna władza, niezależnie od tego, czy ma większość parlamentarną, poparcie europejskich mocodawców, czy polityczne zaplecze w Brukseli, nie może stać ponad prawem. Jeżeli doszło do naruszenia zasad konstytucyjnych, trzeba to wyjaśnić. Jeżeli ktoś przekroczył swoje uprawnienia, powinien ponieść konsekwencje. Ale dokładnie ta sama zasada musi obowiązywać również tych, którzy dzisiaj oskarżają innych.
Bo państwo prawa nie polega na tym, że jedni mogą rozliczać drugich według własnego politycznego uznania. Polega na tym, że prawo obowiązuje wszystkich. Bez wyjątków, bez politycznych parasoli i bez telefonów z Brukseli.
Bogdan Feręc
Źr. Facebook – Ewa Zajączkowska
Fot. CC EC Audiovisual Service


