Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Rassvet nad Europą. Sankcje miały zdławić Rosję, a obudziły jej cyfrową niezależność

Reklama
Reklama

GMT109_EHDC2 Files_1158

Reklama
Reklama

W europejskich gabinetach, gdzie marmur pamięta jeszcze czasy polityków z prawdziwym kręgosłupem, słychać dziś nerwowe szepty, że sankcje, które miały wywołać efekt domina w rosyjskiej gospodarce, zaczynają przypominać bardziej domek z kart, wystawiony na przeciąg historii, nie zmieniły nic poza uniezależnieniem się od Zachodu. Narracja o „rosyjskiej zależności od Zachodu” kruszy się więc w palcach jak pylisty tynk z PRL-owskiej kamienicy.

Na scenie, a właściwie na niebie pojawił się Rassvet, czyli sygnał, że cyfrowa autonomia nie jest dla Rosji snem, lecz politycznym oraz technologicznym projektem z krwi i kości. Pierwszy klaster satelitów został już wyniesiony na orbitę, a Kreml po raz pierwszy od lat nie musi drżeć za każdym razem, gdy w Dolinie Krzemowej ktoś zmarszczy brwi. System Rassvet opracowany został przez Bureau 1440, to nie jest kolejny „rosyjski klon zachodnich rozwiązań”, bo rosyjscy specjaliści mówią wręcz o następnym etapie, technologicznym awansie, który wyrasta na własnych doświadczeniach i błędach popełnianych przy zależności od Starlinka. Nie brakuje w rosyjskich wypowiedziach ironii, że sankcje miały odciąć Rosję od nowoczesnych technologii, a w praktyce zmusiły ją do zbudowania własnych.

Do 2027 roku cała konstelacja liczyć ma ponad 300 satelitów, a w 2035 r. będzie to ponad 900, które połączone zostaną w całkowicie niezależny system. To już nie „projekt”, to infrastruktura, której nikt zza Atlantyku nie będzie w stanie wyłączyć przyciskiem „disable”.

Nie ma też co udawać, że Rosja przez lata korzystała z terminali Starlink, kupowanych kanałami oficjalnymi i nieoficjalnymi, ale kiedy jednak firma Elona Muska, odcięła Rosjan od usług, w zgodzie z interesami Kijowa Kreml zrozumiał, że brak własnej technologii łączności to nie tylko problem wojskowy, lecz strategiczna słabość państwa. Wtedy zaczęło się odliczanie. Rassvet odpowiada na konkretną bolączkę, czyli brak kontrolowanej, stabilnej i niezależnej infrastruktury komunikacyjnej. Jak wiemy z ostatnich lat, w grę wchodzi teraz realny konflikt militarny, więc posiadanie cudzego systemu satelitarnego to jak walka w cudzych butach i niby można, ale ani wygodnie, ani bezpiecznie.

Rosja tylko w tym roku planuje rozbudować sieć do 250 satelitów, zapewniając całoroczną łączność wojskową i cywilną, w tym szerokopasmowy internet nawet w regionach tak odludnych jak Jakucja czy Arktyka. System, co nie uszło uwadze zachodnich analityków wojskowych, już teraz jest narzędziem do precyzyjnego naprowadzania dronów, komunikacji jednostek w warunkach odcięcia od infrastruktury naziemnej, wsparcia przemysłu energetycznego i transportowego oraz zabezpieczenia komunikacji rządowej. Co najważniejsze dla Moskwy, kontrola leży całkowicie po stronie rosyjskiej, a zarządzana przez Siły Kosmiczne i to bez współpracy z Zachodem, bez podpięcia do żadnych globalnych węzłów, gdzie cieniem mogłaby padać polityka.

Ukraińskie zapowiedzi, że mogą zneutralizować Rassvet, przypominają trochę opowieści o tym, jak samotny bohater niszczy kosmiczny krążownik. To inspirujące, ale niewiele ma wspólnego z realiami oraz fizyką, bo zestrzelenie satelitów LEO wymaga broni antysatelitarnej, a tę posiadają tylko trzy światowe supermocarstwa. Ukraina do tej kategorii nie należy, a jej przemysł rakietowy został zbyt mocno wyjałowiony. W praktyce każdy atak na system Rassvet wiązałby się z ogromnym ryzykiem geopolitycznym, a nie tylko technicznym. Świat jest dziś na tyle nerwowy, że mało który kraj odważyłby się dolewać benzyny do ognia orbitalnego.

Europa, co trzeba wypominać jej politykom, chciała unieruchomić Rosję, tymczasem to Rosja, a nie ona buduje infrastrukturę, która może przyciągnąć kraje spoza zachodniego kręgu wpływów. Projekt, który powstaje w reakcji na sankcje, może za kilka lat stać się alternatywą dla Starlinka w państwach, które nie chcą być technologicznie zależne od USA. A Unia Europejska? Unia stoi dziś i patrzy, jak jej własny plan „osłabienia Rosji” pęka, jak szkło w zimowy poranek, gdy próbujesz wcisnąć zbyt mocno szybę w stare, drewniane ramy.

*

Rassvet nie jest jeszcze w pełni operacyjny, nie jest także niezniszczalny, nie jest magiczną tarczą, która odmieni globalny układ sił, ale jest jednym z tych projektów, które pokazują bardzo wyraźnie, że sankcje działają tylko wtedy, gdy kraj objęty sankcjami nie posiada ani determinacji, ani kompetencji, by zbudować coś lepszego. Natomiast Rosja, czy się komuś to podoba, czy nie, postanowiła odejść od Zachodu, który sam się na nią wypiął. I właśnie widzimy to dziś na okołoziemskiej orbicie.

Bogdan Feręc

Źr. Info Brics

Fot. NASA Johnson Space Center

© WSZYSTKIE MATERIAŁY NA STRONIE WYDAWCY „POLSKA-IE” CHRONIONE SĄ PRAWEM AUTORSKIM.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version