Sprawa budowy Narodowego Szpitala Dziecięcego w Dublinie od dawna budzi poważne wątpliwości natury finansowej i organizacyjnej. Projekt, który miał być symbolem nowoczesnej infrastruktury medycznej, stał się jednym z najbardziej problematycznych przedsięwzięć publicznych ostatnich lat. Dziś jednak uwaga opinii publicznej przesuwa się w innym kierunku i coraz częściej pojawia się pytanie nie tylko o to, co poszło nie tak, lecz także o to, jakie konsekwencje ponoszą podmioty odpowiedzialne za realizację inwestycji.
W centrum tej dyskusji znajduje się firma BAM, więc główny wykonawca projektu. To właśnie ona odpowiada za realizację inwestycji, której pierwotny budżet wynosił 650 milionów euro, a obecnie szacowany jest na ponad 2,2 miliarda euro. Skala wzrostu kosztów jest bezprecedensowa, podobnie jak poziom opóźnień. Budowa, która miała zakończyć się znacznie wcześniej, jest już opóźniona o kilka lat, a ostateczna data oddania obiektu do użytku pozostaje nieznana.
Według informacji przedstawianych podczas prac parlamentarnych, projekt wciąż zmaga się z tysiącami usterek wymagających usunięcia. Dodatkowo termin zakończenia prac był przesuwany wielokrotnie, a konkretnie 18 razy, co podważa zaufanie do procesu zarządzania inwestycją.
Sprawą zajmuje się Komisja Rachunków Publicznych, która analizuje zarówno przebieg realizacji, jak i strukturę kosztów. Wypowiedzi członków komisji wskazują natomiast na wyjątkowy charakter sytuacji. Paul McAuliffe zwraca uwagę, że parlament zajmuje się projektem, który formalnie nie został jeszcze zakończony, mimo że jego zasadnicza część budowlana została wykonana. Jednocześnie wciąż brak jest jednoznacznej daty rozpoczęcia działalności placówki, co w przypadku inwestycji o takiej skali należy uznać za sytuację co najmniej nietypową. Na tym tle szczególnie zaskakujący wydaje się inny fakt, bo pomimo kontrowersji związanych z realizacją Narodowego Szpitala Dziecięcego, BAM nadal aktywnie uczestniczy w przetargach publicznych, a co więcej, wciąż je wygrywa. Przykładem jest kontrakt związany z Atlantic Technological University w Galway, który został przyznany tej samej firmie.
Taka sytuacja budzi rosnące zdziwienie wśród części polityków oraz obserwatorów życia publicznego. W ocenie Paula McAuliffe problem polega na tym, że dotychczasowe doświadczenia z realizacją dużych projektów nie są w wystarczającym stopniu uwzględniane w procesie przyznawania nowych kontraktów. Jego zdaniem jest to podejście niewłaściwe, które może prowadzić do powielania tych samych błędów.
W toku prac komisji pojawiają się również pytania o sam model zamówień publicznych. Wskazuje się, że w niektórych przypadkach wykonawcy mogą składać bardzo konkurencyjne, niskie oferty na etapie przetargu, by następnie w trakcie realizacji projektu korzystać z procedur roszczeniowych, które pozwalają znacząco zwiększyć ostateczny koszt inwestycji. Choć nie ma jednoznacznych dowodów, że taki mechanizm miał miejsce w omawianym przypadku, skala przekroczenia budżetu oraz liczba sporów kontraktowych sprawiają, że pytania te pozostają aktualne.
Dodatkowym elementem sporu są rozbieżne stanowiska dotyczące przyczyn opóźnień. Przedstawiciele wykonawcy wskazują na wpływ pandemii oraz zmiany w projekcie, które miały wydłużyć czas realizacji. Z kolei świadkowie występujący przed komisją parlamentarną podkreślają, że zakres zmian nie był na tyle istotny, by uzasadniać tak duże przesunięcia terminów. Pojawiają się także sygnały o niewystarczającej liczbie pracowników na placu budowy, co mogło mieć wpływ na tempo prac.
W efekcie powstaje obraz sytuacji, w której trudno jednoznacznie wskazać odpowiedzialność, ale jednocześnie skala problemów jest na tyle duża, że nie sposób jej zignorować. Umowa dotycząca budowy szpitala określana jest przez niektórych polityków jako wadliwa, a jej konstrukcja budzi wątpliwości co do zasadności wykorzystywania podobnych modeli w przyszłości.
Najbardziej zastanawiające pozostaje jednak to, że mimo tak poważnych zastrzeżeń, system zamówień publicznych nie wprowadza mechanizmów, które w sposób oczywisty wiązałyby wcześniejsze wyniki wykonawcy z jego szansami na uzyskanie kolejnych kontraktów. W praktyce oznacza to, że doświadczenia z jednej z największych i najbardziej kosztownych inwestycji publicznych w historii państwa nie przekładają się bezpośrednio na decyzje podejmowane przy kolejnych przetargach.
Dopiero po zakończeniu budowy Narodowego Szpitala Dziecięcego możliwe będzie sporządzenie pełnego raportu i dokładna ocena wszystkich okoliczności. Do tego czasu pozostaje jednak pytanie, czy system zamówień publicznych w obecnym kształcie jest wystarczająco odporny na powtarzanie tak kosztownych błędów.
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Fot. Dzięki uprzejmości National Paediatric Hospital Development Board

