Przy Żelaznym Moście

Powroty do kraju związane są różnymi wydarzeniami emigrantów, a najczęściej łączą się z wizytą u krewnych oraz znajomych i oczywiście czasem wypoczynku.

Tym razem, a nie zdarza się to często, swój urlop postanowiłem spędzić nieco inaczej, więc nie w rodzinnej Łodzi, a w Kłodzku. Wybór nie był przypadkowy, a może lepiej będzie powiedzieć, został mi narzucony i stało się to za sprawą osoby, która jest jedną z niewielu, by mieć jakikolwiek wpływ na moją osobę.

Zadecydowała, Kłodzko i generalnie, tyle miałem do powiedzenia.

Kiedy przy lekturze książki profesora Mirosława Matyi „Kulisy polskiej demokracji”, podróż polsko-irlandzkimi liniami lotniczymi, minęła, nie bez atrakcji (turbulencje), lądowanie we Wrocławiu przebiegło gładko, a moi rodacy wprawili mnie w zdumienie, albowiem, oduczyli się klaskać… i dobrze.

Przed budynkiem portu lotniczego Wrocław, czekał na mnie wóz, którym udaliśmy się do Kłodzka. Droga była dobra, minęła całkiem szybko, a rozmówczyni, nader interesująca. Po formalnościach związanych z zakwaterowaniem i zadomowieniu się w hoteliku – przyszedł czas na kolację, a tę postanowiliśmy zjeść na mieście.

Jadąc niespiesznie pustymi wieczorem uliczkami oświetlonego latarniami Kłodzka, natknęliśmy się na most żelazny, a tuż obok restaurację o tej samej nazwie. Tu postanowiliśmy dokonać dzieła posiłku, co nawiasem mówiąc, okazało się trafnym wyborem.

Już samo wejście było miłym zaskoczeniem, bo właściciel restauracji „Przy Żelaznym Moście”, przywitał nas serdecznie i wskazując bardzo zaciszny stolik. Podano nam menu, a tam, dla krajana z zagranicy, pojawiła się typowo polska potrawa, więc schabowy z kapustą i ziemniakami. Moja partnerka wybrała coś delikatniejszego, czyli makaron penne z grillowaną piersią kurczaka i brokułami, a wszystko w sosie śmietanowym. Standardowo kawa, a skoro urlop, to na stole zjawiły się dwie butelki z piwem.

Restauracja to i czas oczekiwania odpowiedni, ale minuty, które spędziliśmy na rozmowie i oczekiwaniu, wynagrodził nam posiłek. Podane potrawy, były wręcz wyśmienite, a i porcje nierestauracyjne, więc pokaźne. Wybór dań, jak na lokal, który nie przytłoczy wielkością, duży i wspomnieć należy, że piwa, oprócz znanych i markowych, były też regionalne. Na te właśnie padł mój wybór i co niech będzie dodatkowym wyróżnieniem dla restauracji „Przy Żelaznym Moście”, okazał się iście idealny. Piwo, i nie będę wahał się wymienić nazwy marki, bo zasługuje na promocję, było napojem zacnym. Nyskie, to seria piw, jakie produkowane są przez niewielki browar, a będąc w okolicach Kłodzka, warto tego właśnie poszukać.

„Pod Żelaznym Mostem” to nie tylko restauracja, gdyż oferuje również kilkanaście pokoi dla gości, a chociaż nie mieszkamy w tym miejscu, o ile w hotelu, jest tak samo, jak w restauracji, to z całą pewnością należy się tam pojawić i spędzić kilka dni.

Podsumowując… Cóż można dodać? Chyba tylko tyle, że oprócz wyśmienitego smaku potraw, za co dziękuję szefowi kuchni, znajdziemy tam kilka zaskakujących szczegółów wystroju wnętrza. Moją uwagę przykuły abażury lamp nad stołami, bo jak wskazuje nazwa lokalu, były żelazne. Konkretnie zrobiono je z tarek do warzyw, co dało niezwykły efekt.

Na zakończenie tylko jedno, więc gorąco polecam restaurację „Pod Żelaznym Mostem” w Kłodzku, a i zapewniam, że jeszcze tam wrócę.

Strona restauracji>>>

Bogdan Feręc

Zdj: Facebook „Przy Żelaznym Mostem”

Polska-IE: Udostępnij...
Czcze obietnice mini
MECZE REPREZENTACJI
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish