Rok 2025 przyniósł wzrost liczby przestępstw popełnianych przez cudzoziemców w Polsce. Według dostępnych danych w ubiegłym roku osoby nieposiadające polskiego obywatelstwa miały dopuścić się blisko 30 tysięcy czynów zabronionych, czyli o ponad dwa tysiące więcej niż rok wcześniej. To liczby, które budzą emocje, a te w polityce bywają paliwem o wysokiej temperaturze spalania.
W statystykach, jak od kilku już lat, dominują obywatele Ukrainy oraz Gruzji i coraz częściej wskazuje się również na rosnącą liczbę podejrzanych pochodzących z Kolumbii. W 2025 roku status podejrzanego uzyskało, według podawanych informacji, 2,5-krotnie więcej Kolumbijczyków niż rok wcześniej. Równolegle państwo polskie wydaje co roku dziesiątki tysięcy zezwoleń na pracę dla obywateli tego kraju. To zestawienie rodzi z kolei pytania o skuteczność weryfikacji i nadzoru, ale wymaga też chłodnej analizy proporcji.
Skala zjawiska – liczby bez kontekstu są jak mapa bez legendy
Trzydzieści tysięcy przestępstw brzmi poważnie, jednak aby zrozumieć znaczenie tej liczby, trzeba ją zestawić z całościową skalą przestępczości w Polsce oraz z liczbą cudzoziemców przebywających i pracujących w kraju. W ostatnich latach liczba obcokrajowców w Polsce wzrosła znacząco, zarówno w wyniku wojny w Ukrainie, jak i otwarcia rynku pracy dla pracowników spoza Unii Europejskiej. Jeżeli populacja rośnie, rośnie również liczba zdarzeń i jest to statystyczna oczywistość. Kluczowe jest natomiast pytanie o wskaźnik przestępczości w przeliczeniu na 100 tysięcy osób oraz o strukturę popełnianych czynów.
Dane wskazują, że wśród odnotowanych przypadków znalazły się przede wszystkim przestępstwa drogowe, wykroczenia związane z alkoholem, prowadzenie pojazdów pomimo sądowego zakazu, naruszenia prawa narkotykowego, a także przypadki dotyczące obrotu znacznymi ilościami kokainy. Coraz częściej pojawia się także wątek o przestępczości zorganizowanej.
Nie jest tajemnicą, że transgraniczne grupy przestępcze wykorzystują mobilność ludzi i kapitału, co obserwowane jest w całej Europie, więc państwo położone nad Wisłą, nie jest tu wyjątkiem. Polska, jako duży rynek wewnętrzny i państwo tranzytowe, siłą rzeczy staje się elementem tej układanki. Problem przestępczości zorganizowanej nie jest jednak wyłącznie kwestią migracji, lecz także efektywności służb, wymiany informacji międzynarodowej oraz kontroli przepływów finansowych.
Polityka migracyjna pod presją
Kwestia migracji stała się osią sporu politycznego, a rząd kierowany przez Donalda Tuska krytykowany jest przez część opozycji za zbyt liberalne podejście do rynku pracy i niewystarczającą kontrolę napływu cudzoziemców. Z kolei poprzedni gabinet Mateusza Morawieckiego również prowadził szeroko zakrojoną politykę wydawania wiz i zezwoleń na pracę, co pokazuje, że problem ma charakter ponadpartyjny.
Partia Konfederacja Wolność i Niepodległość już w 2023 roku prezentowała pakiet propozycji zaostrzenia polityki migracyjnej, w tym postulaty masowych deportacji przestępców oraz wstrzymywania wjazdu osób uznanych za potencjalnie niebezpieczne. Tego rodzaju rozwiązania wpisują się w szerszy europejski trend zaostrzania polityki migracyjnej, widoczny m.in. w debacie publicznej w Niemczech, Francji czy we Włoszech. Jednocześnie należy pamiętać, że prawo międzynarodowe oraz konstytucyjne gwarancje ochrony praw jednostki ograniczają możliwość stosowania odpowiedzialności zbiorowej. Odpowiedzialność karna w państwie prawa ma charakter indywidualny. W przeciwnym razie łatwo przekroczyć granicę między bezpieczeństwem a naruszeniem podstawowych zasad porządku prawnego.
Bezpieczeństwo a narracja
W debacie publicznej coraz częściej pojawia się teza, że migranci z krajów o wysokich wskaźnikach przestępczości „importują” przestępczość do Polski. To hipoteza, którą należy weryfikować na podstawie twardych danych, a nie emocjonalnych skrótów myślowych. Historia Zachodniej Europy pokazuje, że błędy integracyjne, marginalizacja ekonomiczna i brak skutecznej polityki społecznej mogą sprzyjać powstawaniu środowisk podatnych na przestępczość, choć nie jest to jednak zjawisko automatyczne ani nieuchronne.
Polska, więc kraj o relatywnie niskim ogólnym wskaźniku przestępczości w skali Unii Europejskiej, stoi dziś przed wyborem modelu, czy postawić na selektywną migrację ekonomiczną z silnym systemem weryfikacji i integracji, czy też kontynuować politykę szerokiego otwarcia rynku pracy przy zwiększonym nadzorze służb. Bezpieczeństwo publiczne jest fundamentem państwa i nie da się budować dobrobytu na poczuciu zagrożenia. Z drugiej strony, państwo prawa nie może działać pod wpływem zbiorowej paniki ani przypisywać winy całym grupom narodowościowym za czyny jednostek.
W stronę odpowiedzialnej debaty
Rozsądna polityka migracyjna wymaga trzech elementów: rzetelnych danych, sprawnych instytucji oraz odwagi w korygowaniu błędów. Potrzebna jest także przejrzystość statystyk, w tym rozróżnienie między przestępstwami o niskiej szkodliwości społecznej a działalnością zorganizowanych grup przestępczych. Potrzebne są skuteczne procedury wydalania cudzoziemców skazanych prawomocnymi wyrokami. Potrzebna jest też uczciwa rozmowa o tym, jakich pracowników potrzebuje polska gospodarka i jakie ryzyko jesteśmy gotowi zaakceptować.
Polska znajduje się obecnie w momencie przejściowym i widoczna jest w niej transformacja demograficzna, presja rynku pracy i niestabilność geopolityczna, a te właśnie czynniki sprawiają, że migracja nie jest epizodem, lecz trwałym elementem rzeczywistości. Można również w tym miejscu zapytać, czy ją zatrzymać całkowicie, a to w zasadzie iluzja, więc chodzi o to, jak nią zarządzać w taki sposób, by chronić obywateli i jednocześnie nie niszczyć fundamentów państwa prawa.
Debata o przestępczości cudzoziemców wymaga chłodnej głowy, natomiast strach jest tutaj kiepskim doradcą, jednak naiwność bywa jeszcze gorsza. Poważne państwo nie powinno udawać, że problemu nie ma i, że nie rozgrywa go wyłącznie na potrzeby kampanii politycznej. W sprawach bezpieczeństwa potrzebna jest odpowiedzialność, a nie wyłącznie retoryka.
Bogdan Feręc
Źr. MEP Anna Bryłka
Fot. Facebook – Anna Bryłka

