Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Przekroczona granica mandatu. Systemowy paraliż i cena bezpieczeństwa w irlandzkiej polityce

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Gdy w lipcu 2023 roku po raz pierwszy wprowadzono specjalny dodatek na poprawę bezpieczeństwa przedstawicieli parlamentu, traktowano go jako wsparcie w niepewnych czasach. Rok później maksymalną kwotę dofinansowania podniesiono pięciokrotnie, więc z 5000 do 25 000 euro. Ta gwałtowna korekta budżetowa nie była jedynie urzędniczym przesunięciem środków. Stało się cichym przyznaniem, że podstawowy filar tradycyjnej demokracji, bezpośredni, nieograniczony kontakt obywatela z wybranym reprezentantem, uległ głębokiej dekonstrukcji.

Jednak tuż po tym wstępie, niech w głowach pozostanie pytanie, z jakiego… Nie. Z czyjego powodu tak się dzieje?

Najnowsze dane pokazują skalę zjawiska, które przestało być problemem incydentalnym, a stało się wyzwaniem ustrojowym. Od grudniowych wyborów z 2024 roku aż sześćdziesięciu posłów i senatorów sięgnęło po środki z funduszu Security Requirements Allowance. W całej kadencji na ten cel zarezerwowano 1,5 miliona euro. Pieniądze te nie są jednak rozdawane bezkrytycznie; każda wypłata wymaga wcześniejszego audytu przeprowadzonego przez lokalnego funkcjonariusza policji oraz pisemnej rekomendacji służb. Fakt, że tak duża grupa parlamentarzystów przechodzi formalne procedury, by zamontować w swoich domach i biurach kamery CCTV, alarmy antywłamaniowe czy przyciski paniki, świadczy o rosnącym poczuciu zagrożenia, które przesłania codzienną pracę parlamentarną.

Fizyczna przestrzeń pod specjalnym nadzorem

Kolejnym przełomem w postrzeganiu osobistego ryzyka polityków stał się atak na niezależnego posła z Kerry Michaela Healy-Rae, do którego doszło w centrum Dublina zaledwie parę godzin po zakończeniu parlamentarnych wakacji. Zdawałoby się, że rutynowe powroty do pracy są bezpiecznym elementem politycznego kalendarza. Incydent ten wywołał jednak falę niepokoju i skłonił wielu parlamentarzystów do postawienia pytania: czy bezkompromisowa służba publiczna nie wymaga dziś poświęcenia własnego zdrowia i życia?

Obawy te nie wynikają z przewrażliwienia. Dziennikarskie śledztwo Irish Independent wykazało, że przynajmniej trzydziestu reprezentantów złożyło w ostatnim czasie oficjalne zawiadomienia do Gardy w sprawach dotyczących gróźb, nękania i zastraszania. Zastępca komisarza Gardy Jonathan Roberts ujawnił niedawno, że od 2025 roku służby dokonały 18 aresztowań bezpośrednio związanych z przestępstwami lub agresją wobec osób piastujących stanowiska państwowe.

Za tymi statystykami kryją się niepojące incydenty z życia codziennego. Jeden z urzędujących ministrów otworzył w swoim biurze kopertę, z której wysypał się biały proszek. Choć specjalistyczne jednostki policji ustaliły ostatecznie, że substancja była nieszkodliwa, cel nadawcy został osiągnięty, więc wywołanie paraliżującego strachu i poczucia bezradności. Innemu członkowi rządu grożono w anonimowym liście wprost „kulą w łeb”, ale autora gróźb nie udało się wykryć. W relacjach innych parlamentarzystów powtarzają się opowieści o wielogodzinnym śledzeniu, obrzucaniu niebezpiecznymi przedmiotami w miejscach publicznych czy blokowaniu wyjść ze spotkań z wyborcami.

Błędne koło wycofania i genderowej cenzury

Zjawisko to uderza z wyjątkową siłą w kobiety obecne w życiu publicznym. Raport przygotowany wspólnie przez organizację Women for Election, Oireachtas oraz Taskforce for Safe Participation in Public Life wyrysował ponury obraz sytuacji. Aż 96 procent badanych parlamentarzystek doświadczyło agresji w wirtualnej przestrzeni, 70 procent otrzymywało bezpośrednie groźby w mediach społecznościowych, a niemal dwie trzecie zgłosiło, że pod wpływem nękania zmieniło dotychczasowy sposób komunikacji i pracy.

Najbardziej dewastujący dla samej natury reprezentacji politycznej jest fakt, że posłanki zaczynają unikać samotnego prowadzenia lokalnych kampanii, wychodzą wcześniej z wydarzeń w swoich okręgach lub w ogóle z nich rezygnują.

Tworzy to strukturalną nierówność, że kobiety wycofują się ze strefy bezpośredniego kontaktu z mieszkańcami z uwagi na własne bezpieczeństwo, co osłabia ich pozycję w wyścigu wyborczym. Analizy jednoznacznie wskazują, że poziom agresji wzrasta gwałtownie, gdy podejmowane są tematy dotyczące praw kobiet, kwestii reprodukcyjnych, tożsamości płciowej, praw mniejszości czy migracji. Dodatkowo sytuację komplikuje fakt, że do dezinformacji i dyskredytacji wizerunkowej polityczek wykorzystywane bywają narzędzia tworzone w ramach bieżącej walki partyjnej przez inne ugrupowania.

Pęknięty pakt społeczny

Problem nie leży wyłącznie po stronie skrajnych grup czy jednostek zagubionych w nienawiści, bo sięga on głęboko do świadomości społecznej. Badanie przeprowadzone w ramach Krajowego Badania Wyborów i Demokracji ujawnia niepokojący pęknięcie w postawach obywatelskich. Choć zdecydowana większość respondentów uważa agresję wobec polityków za niedopuszczalną, to aż 15 procent pytanych stwierdziło wprost, że traktuje groźby i ataki na reprezentantów jako zjawisko akceptowalne.

Sami politycy przyznają, że obecna kadencja Dáil charakteryzuje się niespotykanym dotąd natężeniem wrogości. Wielu z nich przez lata żyło w przekonaniu, że wystawienie na pewien poziom hejtu to niepisany element „ceny wejścia” do służby publicznej. Jednak obecna skala zjawiska niszczy dotychczasowy model irlandzkiej demokracji, oparty na braku dystansu i bezpośredniej dostępności.

Otwarte biura wyborcze, do których dotąd każdy mógł wejść prosto z ulicy, by porozmawiać ze swoim posłem czy ministrem, odchodzą w przeszłość. Ich miejsce zajmują rygorystyczne procedury, weryfikacja tożsamości i spotkania umawiane wyłącznie na konkretne godziny po wcześniejszym zgłoszeniu. Pieniądze, w coraz wyższych kwotach przeznaczane na pancerne szyby, monitoring i przyciski alarmowe pozwalają zabezpieczyć fizyczne zdrowie parlamentarzystów. Jednak żadne z tych środków nie przywrócą naruszonego zaufania i nie zasypią przepaści, która powoli odseparowuje społeczeństwo od tych, których samo wybrało do stanowienia prawa.

A na koniec tylko jedno pytanie, które miało być w naszych głowach. Czyja to jest wina?

Bogdan Feręc

Źr. Independent

Photo by Jason Leung on Unsplash

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version