W miejscu, gdzie ważą się losy państwa, najwyraźniej waży się też coś jeszcze – kufle. Najnowsze dane ujawnione przez Irish Independent pokazują, że w 2025 roku posłowie, senatorowie oraz byli członkowie Oireachtas zostawili w dwóch parlamentarnych barach łącznie 445 tysięcy euro. Demokracja kosztuje, ale najwyraźniej czasem ten koszt liczony jest w pintach.
Król był tylko jeden – Guinness i ciągu roku sprzedano 13 tysięcy dużych kufli oraz 312 małych. Trudno powiedzieć, czy to paliwo do debat, czy raczej nagroda pocieszenia, ale w tle równie dzielnie radziło sobie wino własnej marki Houses of the Oireachtas, a odpowiadające za prawie 17 procent przychodów pubów, czyli w Irlandii mamy państwowość na rauszu.
Tymczasem pojawiła się propozycja, by w ogóle zakończyć z tą tradycją i zakazać sprzedaży alkoholu w barach Leinster House. Do takiego rozwiązania wezwała była posłanka, a jej pomysł brzmi jak rewolucja, ale jednocześnie jak coś, co w wielu miejscach pracy jest oczywistością.
W programie stacji News Talk była parlamentarzystka z okręgu Dublin South-Central Bríd Smith podeszła do sprawy pragmatycznie. Jej zdaniem wybrani przedstawiciele muszą mieć gdzie zjeść i się napić, choć niekoniecznie alkoholu. Jak sama stwierdziła, sensowne jest posiadanie miejsca, gdzie można przyjąć ludzi, zwłaszcza że parlamentarzyści często czekają na głosowania. Jednocześnie uważa, że picie alkoholu w miejscu pracy to zły pomysł, nawet jeżeli, jak przyznała, wielu to robi.
Leinster House ma dwa bary, z których jeden dostępny jest dla gości zaproszonych przez posłów lub senatorów. Drugi pozostaje natomiast wyłączną strefą dostępną tylko dla członków parlamentu. Smith przez cały okres swojej pracy korzystała wyłącznie z baru dla gości, traktując go jako praktyczne miejsce spotkań. Jak wspominała, zabierało się tam gości na tosta, kawę albo coś mocniejszego, jeśli mieli na to ochotę.
Zupełnie inaczej patrzyła na prywatny bar dla parlamentarzystów i mimo prawie dziesięciu lat w parlamencie nigdy nie pozbyła się do niego niechęci. W jej wyobraźni miejsce to zawsze wiązało się z historiami o rozmowach, układach i przepychaniu ustaw pod stołem. Jak podkreślała, nawet się nad tym nie zastanawiała – z zasady.
Cała sprawa wygląda więc jak starcie dwóch wizji, czyli parlament jako zwykłe miejsce pracy albo parlament jako bardzo stary klub z jeszcze starszymi nawykami. Tym samym była posłanka zwraca uwagę, iż należy się zastanowić, czy picie w miejscu pracy, a parlament takim właśnie jest, powinno mieć miejsce.
*
Tak się zastanawiam, czy pomysł pani „exposeł” to tylko dbałość o zdrowie i jakość stanowionego prawa, czy zemsta, że już nie jest posłanką?
Bogdan Feręc
Źr. News Talk
Fot. CC BY 4.0 David Kernan

