Profesor Mirosław Matyja: Mecz szachowy

Czy wprowadzenie instrumentów demokracji bezpośredniej w Polsce to utopia czy może szansa na lepszą przyszłość dla milionów Polek i Polaków?
No cóż, przykra prawda jest taka, że do stracenia mamy niewiele, a do zyskania ustrój prawdziwie demokratyczny, w którym obywatel przestaje być pionkiem na szachownicy, na której swój mecz szachowy rozgrywa cala plejada skłóconych, ale przede wszystkim nieudolnych graczy.

Instrumenty oddolnej demokracji (referendum, inicjatywa obywatelska i weto obywatelskie) stanowiłyby niewątpliwie szanse na bardziej funkcjonalny proces decyzyjny w Polsce i kontrole obywateli nad poczynaniami polityków.
W takiej sytuacji każdemu byłoby łatwiej wypowiedzieć słowa: „to mój kraj”, „to moja decyzja”, „to moja Ojczyzna”. Bez wielkiego patosu, bez nadmiaru patriotyzmu – tak po prostu…

Z czasem ukształtowałoby się społeczeństwo obywatelskie, a wiec społeczeństwo uczestniczące, zsocjalizowane politycznie, pragmatyczne i zaangażowane. Bez aktywnego społeczeństwa obywatelskiego prawdziwa demokracja nie ma szans na przetrwanie i vice versa – bez rzeczywistej, oddolnej demokracji nie rozwinie się nigdy społeczeństwo obywatelskie.

Opracowany przeze mnie model demokratycznej zmiany w Polsce (referendum, inicjatywa, weto) związany jest bezpośrednio z nowelizacją Konstytucji. Odpowiednia zmiana ustawy zasadniczej musi zostać zainicjowana poza polityka partyjna – na skutek oddolnej, obywatelskiej woli Narodu, co wiąże się że zmiana politycznej wyobraźni w polskim społeczeństwie. Nie ma się co łudzić, elity partyjno-państwowe nie dopuszcza nigdy dobrowolnie „głupiego ludu” do współudziału w projekcie „dziel i rządź”. To obywatele powinni sobie sami uświadomić, że są faktycznym suwerenem w ich państwie i walczyć o ich prawo do współrządzenia.

Obecna Konstytucja jest natomiast bardzo wygodna dla rządzących. Jest tak niejasna, nieprecyzyjna, sprzeczna i obwarowywana tyloma ustawami, że w konsekwencji łatwo ja interpretować na wszelkie możliwe sposoby.
Weźmy tylko pod uwagę zapędy rządzących do wprowadzania progów frekwencyjnych. Często łatwiej jest bowiem przeszkodzić zwolennikom jakiejś reformy w osiągnięciu kworum – blokując debatę i przekonując ludzi, aby nie głosowali – niż uczciwie wywalczyć większość w referendum.

Ciekawy jest również art. 7 Konstytucji, dotyczący zasad działania organów państwa, który mówi, że „organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa”. Czyli krótko mówiąc, prawo ma zawsze racje, to aktualne polskie prawo również…ma racje. Obecnie łatwo jest produkować ustawy w partyjnym parlamencie i następnie powołać się na wspomniany art. 7.

Jest to „zaklęte koło”, z którego wyjście możliwe jest tylko poprzez przekonanie społeczeństwa, że jest ono rzeczywistym suwerenem, a współrządzenie państwem przez obywateli dla obywateli, to jego naturalne i demokratyczne prawo.

Należałoby też skończyć w Polsce z dyskusją na temat dawania, dzielenia i odbierania władzy. Nikt w demokratycznym państwie nie ma przywileju absolutnego posiadania władzy, oprócz suwerena, czyli społeczeństwa obywatelskiego. Istotne jest tu uświadomienie obywateli, że może być inaczej i przede wszystkim może być lepiej.

Potrzebna jest ewolucja zamiast rewolucji, polegająca na uświadomieniu sobie faktu, że Polska jest nasza wspólna własnością. Zmiana gabinetów rządowych czy nawet zwycięstwo partii opozycyjnej w kolejnych wyborach nie zmieni polskiej semidemokracji. Ten system funkcjonuje jako złe ustabilizowany już od 30 lat. Pytanie, jakie się tu nasuwa na usta, brzmi: jak długo jeszcze?

Nie chodzi mi tu – nawet wbrew pozorom – o szukanie „dobrych” polityków i potępianie „złych” polityków. Bardziej chodzi o zaproponowanie uproszczonej konstrukcji teoretycznej, mającej na celu ukazanie głównych pól wyboru i wyzwań stojących przed gremiami decydującymi o kształcie strategii polskiej polityki. Zarówno z punktu widzenia teoretycznego, jak i w świetle obserwacji praktycznych doświadczeń wydaje się nie budzić wątpliwości teza o konieczności odrzucenia a priori czystej, skrajnej oceny typu „albo liberalny parlamentaryzm” – „albo demokracja oddolna”.

W praktyce bowiem nie da się jednoznacznie ocenić poszczególnych decyzji politycznych jako tylko funkcjonalnych bądź tylko dysfunkcjonalnych. W rachubę wchodzi także formuła, którą kolokwialnie określam jako „zarówno to, jak i to”. To właśnie ta formuła, nacechowana dialogiem i kompromisem, powinna sprawdzić się w praktyce procesu polityczno-decyzyjnego polskiego państwa.

Mój model systemu politycznego z uwzględnieniem bezpośredniej demokracji w Polsce nie ma bynajmniej na celu całkowitego przejęcia szwajcarskiego modelu rządzenia państwem. Sugeruje jedynie możliwe połączenie form demokracji parlamentarnej z formami demokracji bezpośredniej. Jest to więc model systemu komplementarnego, w którym obywatele posiadają większą kontrole nad ich własnością: Polskim Państwem.

Profesor Mirosław Matyja – Matyja Publishing

Polska-IE: Udostępnij
EnglishIrishPolishRussian
EnglishIrishPolishRussian