Prof. Mirosław Matyja: Problemy polskiej demokracji. Część 2

Ciąg dalszy…

Tysiące urzędników blokują przedsiębiorczość, każda ustawa generuje niesamowite koszty. W Polsce mamy dzisiaj setki tysiące stron ustaw, na straży których stoją setki tysiące urzędników. Już w tej chwili wiadomo, że naszego budżetu na takie wydatki nie stać. Zapożyczamy się, emitujemy obligacje, spłacamy olbrzymie odsetki do zagranicznych banków. Brakuje natomiast pieniędzy na to, co najważniejsze: szkoły, infrastrukturę itd. Przez nadmiar regulacji prawnych i skomplikowane prawo zostajemy degradowani do roli biedaków i wasali innych bogatszych krajów.

Dzisiaj brakuje definitywnego odcięcia się od czasów PRL. Brakuje polityków, którzy mają głębokie zrozumienie tego, na czym polega polska racja stanu, i którym zależy na rozwoju gospodarczym kraju. Uniewinnia się osoby działające ze szkodą dla kraju, gospodarki i ludzi, ale zgodnie z prawem. To już zakrawa na absurd, obrazujący stan spustoszenia dokonujący się od lat w sumieniach Polaków.

Nie należy więc dziwić się, że wszystko, z czym mamy do czynienia, idzie w złym kierunku i prędzej lub później musi doprowadzić do gigantycznego konfliktu. Niekoniecznie wojny domowej, ale do konfliktu gospodarczego, kulturowego, społecznego czy nawet religijnego. Nasi politycy w swoich zachowaniach i działaniach kształtujących bieg wydarzeń niekiedy mocno przypominają aktorów z kiepskiego kabaretu. Aby o tym się przekonać, wystarczy czytać gazety i oglądać informacyjne programy telewizyjne – wyciągając przy tym własne wnioski.

 Rządzenie państwem nie jest zabawą grzecznych dzieci w przedszkolu, ale szeregiem trudnych, skomplikowanych wyzwań wymagających wkładu intelektualnego, koniecznego do rozumienia funkcjonowania systemu politycznego, wyobraźni „szerokokątnej”, a nawet intuicji. Nie mówiąc już o doskonałej znajomości wszystkich praw rządzących psychologią i socjologią grup ludzi w różnych środowiskach, o zróżnicowanym poziomie intelektualnym.

Do tego potrzeba mądrości, przyrodzonej mądrości, siły człowieczeństwa i prawdziwego patriotyzmu, okazywanego nie tylko w dniach wielkich rocznic państwowych. Politykom polskim wyraźnie tego wszystkiego brakuje  – nic więc dziwnego, że współczesna Polska wygląda tak jak wygląda: zróżnicowana, skonfliktowana i – nazwijmy rzecz po imieniu – otumaniona totalnie.

 To rodzi pilną potrzebę pojawienia się nowego stylu rządzenia państwem, zakładającego włączenie szarej masy obywateli w szereg procesów społeczno-politycznych i odcięcie  się od elitarnego i odgórnego sterowania krajem. Działania „kosmetyczne typu dobra zmiana nie doprowadzą nigdy, nie łudźmy się, do gruntownej zmiany sposobu rządzenia w Polsce.

Odpowiedzialność polskich polityków

Jedną z przyczyn rozwoju polskiej połowicznej demokracji jest problem niedostatecznej odpowiedzialności polityków za sprawy kraju i jego rozwój. Odpowiedzialność nie jest niestety pojęciem obiektywnym, bywa różnie interpretowana, ale niestety skutki działalności, za którą dany polityk odpowiada, przede wszystkim znajdują odbicie w wymiarze społecznym, mimo iż posiadają wymiar zarówno polityczno-ekonomiczny, jak i moralny. W socjologiczno-politycznym ujęciu politycy ponoszą odpowiedzialność za swoje działania, które przynoszą im materialne lub inne zyski, jednak ich skutki mogą być w innych dziedzinach życia negatywne.

Podobne zjawisko obserwujemy obecnie w przypadku zmiany konstytucji lub wprowadzenia nowej ordynacji wyborczej. Politycy nie przejmują odpowiedzialności za państwo i naród, albo ją swoiście interpretują w aspekcie walki partyjnej i własnych partykularnych interesów.

Czy można jednak w tym kontekście oceniać osoby, których działania są całkowicie lub w pewnym stopniu pozbawione obiektywnej odpowiedzialności moralnej? I czy politycy muszą stosować własny kodeks etyczny, często chroniąc się w ten sposób przed odpowiedzialnością?

Otóż politycy odróżniają moralność subiektywną od obiektywnej.

Dla polityków moralność ma z reguły charakter subiektywny, bowiem jest ona związana z aktualną sytuacją polityczną i kalkulacjami wiodących ugrupowań politycznych w Polsce.

Ta wyrachowana kalkulacja nie pozwala politykom na zmianę konstytucji, nie mówiąc już o wprowadzeniu nowej ordynacji wyborczej lub „oddaniu” suwerenowi władzy w postaci bezpośrednio demokratycznych form współdecydowania. Funkcjonuje to na zasadzie wewnętrznego „kodeksu etycznego” ugrupowań politycznych i związanych z nimi grup interesów. Jeśli jednak dana sytuacja się zmienia, politycy automatycznie odwołują się do innych wartości etycznych, na których budują nową bazę na potrzeby maksymalizacji ich zysku – materialnego bądź politycznego. Nie uważają tego za destabilizujące lub niemoralne, liczy się jedynie zysk możliwy do osiągnięcia w danych warunkach polityczno-ekonomicznych.

Wszyscy beneficjenci systemu dopasowują się niejako automatycznie do tych zmieniających się warunków, kalkulując mniej lub bardziej stabilną płaszczyznę działania. Partie polityczne typu wodzowskiego w swoich działaniach określają własne reguły gry, które nazywają etycznymi, jeśli wszyscy beneficjenci i masa partyjna się ich trzymają. Ten element „etyczny” ma niewiele wspólnego ze społeczną i obiektywną etyką i odpowiedzialnością. Partie ustanawiają własny system wartości w sposób, który nie zawsze (albo rzadko) pokrywa się z realiami społecznymi i ekonomicznymi w państwie, w którym funkcjonują.

Dlaczego tak się dzieje?

W przypadku partii politycznych i organów władczych odpowiedzialność społeczna jest w pewnym sensie dobrowolna, rozumie się ją w aspekcie coraz częściej stosowanego w prawie międzynarodowym tzw. soft low.

To oczywiście tylko pogłębia odmienne pojmowanie zasad etycznych przez polityków z jednej strony i społeczeństwo z drugiej strony oraz potwierdza tezę o semidemokratycznym charakterze polskiego systemu politycznego. Dlatego ważny jest głos ogółu, np. w referendum ogólnonarodowym.

Decyzja podjęta w ramach referendum nie może być subiektywna – taka decyzja ma charakter uniwersalny w sensie etycznym i ogólnospołecznym.

Oczywiście, to najwyższe organy państwa winny określać i egzekwować reguły harmonizacji życia społeczno-politycznego z ekonomią, co pozwoli na znalezienie skutecznych rozwiązań w obszarach politycznym i społecznym. Ale jakie organy i jak wybierane? Na pewno nie poprzez system list partyjnych, zmuszający obywateli do kolektywnego kandydowania. Obecnie, zgodnie z partyjnym „kodeksem etycznym” w wydaniu soft, posłów wybierają liderzy partii politycznych.

Przy obiektywnym pojmowaniu moralności „reprezentanci Narodu” powinni być wybierani przez wyborców. Wydaje się to oczywiste – ale niestety tylko dla tych, którzy szlachetnie stawiają na pierwszym miejscu wrodzone człowiekowi zasady etyczne.

Wydaje się też oczywistym, że jakość życia obywateli zależy od odpowiedzialnych poczynań władzy. Każdy obywatel – w tym i polityk – winien mieć świadomość współodpowiedzialności za prawidłowe i etyczne funkcjonowanie trójkąta: społeczeństwo-państwo-gospodarka. Najwyższy chyba czas, aby w Polsce przezwyciężyć zjawisko społeczeństwa równoległego, funkcjonującego na zasadzie „my i wy”. Nie da się ukryć, że należy najpierw spojrzeć obiektywnie na kształt polskiego ustroju politycznego, co nie jest mocną stroną polityków w Polsce. Są tak zajęci walką polityczną, że brakuje im czasu na odpowiedzialne kierowanie polityką gospodarczą i społeczną państwa.

Demokracja, ale jaka?

Demokracja, jak się wielu może wydaje, nie jest ustrojem najdoskonalszym ze wszystkich, „ustrojem ponad ustrojami”, czymś nadanym z góry i stabilnym. Świadczyć o tym może fakt, że wyróżnia się kilka podstawowych form demokratycznego sprawowania władzy i tak naprawdę trudno wskazać tę najbardziej funkcjonalną i skuteczną. Wielu politologów uważa, że najlepszym ustrojem demokratycznym jest demokracja bezpośrednia w wydaniu szwajcarskim, ale i ta okazuje się w pewnej mierze dysfunkcjonalna. Poza tym sukcesy polityczne czy ekonomiczne danego państwa nie świadczą wcale o funkcjonalności albo dysfunkcjonalności panującego tam sposobu rządzenia.

Najbardziej efektywną formą demokracji – z tym zgodzą się wszyscy – jest sposób zarządzania państwem, który jest najbliższy obywatelom i wciąga ich w proces decyzyjny zarówno na szczeblu ogólnokrajowym, jak i lokalnym.

Nie ma jednak na świecie idealnej demokracji – każda z jej form wymaga ustawicznych poprawek i korekty. Demokracja jest systemem labilnym, ciągle wymagającym obrony w obliczu narastających zagrożeń oraz alternatyw ponowoczesnego świata. Na pewno nie jest ona „ustrojem ponad ustrojami”. Na przykład system prezydencki w USA pozostawia wiele do życzenia, podobnie jak prezydencko-premierowski sposób rządzenia we Francji, kanclerski w Niemczech albo bezpośrednio-demokratyczny w Szwajcarii.

Istotne jest, aby odpowiednio i skutecznie egzekwować założenia leżące u podstaw danej formy demokracji, co pośrednio wiąże się z doświadczeniami państwa, jego historią, sytuacją geopolityczną i stopniem rozwoju społeczeństwa obywatelskiego.

Aktywne uczestnictwo obywateli w procesie politycznym oraz sprawnie działające instytucje państwowe i lokalne to bez wątpienia dwa najważniejsze kryteria oceny funkcjonalności (lub dysfunkcjonalności) danej formy czy typu demokracji.

Każda forma demokracji powinna przyczyniać się do rozwiązywania konfliktów międzyludzkich, bowiem demokracja i konflikt są zjawiskami silnie ze sobą związanymi. Pożądanym oddziaływaniem instytucji demokratycznych jest ustawicznie dążenie do rozwiązywania owych konfliktów w ramach szeroko pojętej kultury politycznej. Pojęcie kultury politycznej wiąże się z ideą…

Ciąg dalszy w poniedziałek.

Prof. Mirosław Matyja – Polish University Abroad / Londyn

Podziel się:

Polish retail sector
Bakterie receptą na
Translate »
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn