Prof. Mirosław Matyja: Problemy polskiej demokracji. Część 1

Potrzeba zmiany?

Warto zapytać, dlaczego wszyscy w Polsce mówią o potrzebie zmiany? Czy jest tak dlatego, iż przejście z epoki komunizmu do systemu semidemokratycznego w naszym kraju miało charakter skokowy i towarzyszył temu szereg negatywnych zjawisk, takich jak wyprzedaż majątku narodowego, afery gospodarcze, nieudany plan Balcerowicza i przejęcie władzy przez ustalone z góry elity polityczno-ekonomiczne?

Wiemy dobrze, że Polska w latach 90-tych ubiegłego wieku została potraktowana jako poligon doświadczalny w procesie tzw. ustrojowej transformacji. Obywatelom wmawiano wówczas, że wszelkie transakcje finansowe, mające miejsce przy przekształceniach własnościowych, musiały być bezwzględnie tajne. W ten sposób ówcześni rządzący –namaszczeni przy Okrągłym Stole w 1989 roku – bezkarnie  sprzedawali, a raczej wyprzedawali za bezcen majątek narodowy, nie informując społeczeństwa, do kogo trafiają te dobra i ile za nie zapłacono. Koronnym argumentem ówczesnych „reformatorów” było stwierdzenie, że nie ma innej drogi na polepszenie bytu narodu, jak pełna prywatyzacja gospodarki narodowej. Politycy i sprzyjające władzy media głosiły więc, że jedynym wyjściem z kryzysu jest dokonanie zdecydowanego zwrotu w kierunku liberalnym. Ideą gospodarki liberalnej zachłystywano się wręcz, konsekwentnie przekonując do tego szalonego pomysłu umęczone i zdezorientowane społeczeństwo.

Głównym rządowym programem gospodarczym pozwalającym na osiągnięcie tego wzniosłego celu (a czego konsekwencją była m.in. wyprzedaż na szybko majątku narodowego), miał być osławiony półroczny plan Balcerowicza, którego założenia po dziś dzień praktycznie są realizowane.

Według różnych nieoficjalnych obliczeń – bo oficjalnych albo nie ma, albo są nieujawnione – Polska straciła na tej „pierestrojce” od pół biliona do dwóch bilionów dolarów. Dług Gierka z lat 70-tych ubiegłego wieku przedstawia się na tym tle jak zwykłe kieszonkowe.

Następnie forsowana była przez rządzących idea wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Tu znowu nikt się nie zastanawiał, nie obliczał i nie kalkulował. Znowu „nie było innego wyjścia”.

Strategiczna decyzja o akcesji Polski do UE, dokonanej w 2004 roku, została podjęta jednomyślnie przez prawicę i lewicę. Mało tego, oba te ugrupowania prześcigały się, które z nich dostąpi „zaszczytu” podpisania unijnego traktatu. Rzeczowych i rzetelnych negocjacji z biurokracją unijną nie było – miały miejsce tylko pertraktacje polityczne utrzymane w duchu jednomyślności ideologicznej, nakazującej podporządkowanie Polski biurokratycznym strukturom unijnym.

Trzeba tu zaznaczyć, że społeczeństwo polskie nie sprzeciwiało się nigdy budowie wspólnej Europy. Wątpliwości budziły jednak zawsze ideologiczne fundamenty UE, społeczno-gospodarcza dominacja Niemiec i miejsce, jakie Polsce wyznaczono w tym unijnym supermocarstwie.

„Wepchnięcie” Polski do Unii Europejskiej pozwoliło zasłonić wszystkie bieżące korupcyjne afery prywatyzacyjne, do których doprowadziły tzw. władze i reformatorzy w pierwszych latach polskiej niepodległości. Te elity polityczno-ekonomiczne zdążyły się w międzyczasie ustabilizować, a ich „machloje” poszły w niepamięć.

Ciekawe jest to, że w momencie akcesji Polski do UE stanowisko w tej sprawie ówczesnej prawicy, reprezentowanej wtedy przez partie PiS i PO, było tożsame ze stanowiskiem lewicy (SLD). Potwierdza to, iż standardem na polskiej scenie politycznej stał się w ostatnich latach praktyczny brak ideologicznych różnic między lewicą i prawicą. Wszystkie przynależne tam ugrupowania de facto nie prowadzą ze sobą sporów ideologicznych, lecz jedynie nieustanną walkę o władzę, czyli dominację w społeczeństwie. Podział na lewicę i prawicę to fikcja i propaganda, mająca służyć „zamydleniu oczu” społeczeństwu polskiemu i całemu światu, co ma na celu wzmacnianie mylnego przekonania, że w Polsce istnieje coś takiego jak ideologiczny pluralizm i tym samym są spełnione wymogi demokracji.

Poza tym podział ten jest potrzebny tzw. władzy – umożliwia bowiem politykom i mediom manipulowanie społeczeństwem.

Z reguły obowiązuje w Polsce zasada, że wybory wygrywa opozycja z tej racji, iż jest mniej skompromitowana skandalicznym rządzeniem w państwie. O tym, że aktualna opozycja poprzednio rządziła w tym samym stylu, co obecna partia rządząca, zdezorientowani obywatele zdążyli już albo zapomnieć, albo po prostu doszli do wniosku, iż nie mają innego wyjścia, jak wybrać politycznego konkurenta.

Elektorat znów oddaje głos na swoich „aktorów z kiepskiego teatru”, nabierając się za każdym razem. Niektórzy wyborcy może łudzą się, że tym razem wygrają inni – wolnościowcy, narodowościowcy albo jacyś „odłamcy” – tak jakby to miało zmienić sytuację w kraju na lepsze.

W rzeczywistości nie chodzi wcale o to, kto wygra wybory w Polsce i będzie rządzić przez najbliższe cztery lata. Problemem jest to, że w Polsce ukształtował się system rządzenia przez tzw. elity polityczne, a więc system, który nie ma nic wspólnego z pluralizmem demokratycznym. W tym systemie równolegle i bez większej styczności ze sobą funkcjonują  z jednej strony tzw. władza, a z drugiej – społeczeństwo. Namiastki demokracji, jak wolne wybory, wolne media, trójpodział władzy, to tylko fasada dla manipulacji finansowych, wyprzedaży majątku narodowego i gonienia za „ochłapami” spadającymi z brukselskiego stołu.

            Zasady demokratyczne w Polsce zostały w ostatnich latach jawnie naruszone.

Po pierwsze, równowaga władzy (legislatywa, egzekutywa, judykatura) została poważnie naruszona.

Po drugie, wolne wybory okazują się jedynie fikcją – wybiera się tzw. przedstawicieli już uprzednio wybranych przez partie polityczne.

Po trzecie, nie istnieją wolne media, za to doszło do medialnego pomieszania, nazywanego potocznie „pierwszym i drugim obiegiem”. Tysiące urzędników blokują przedsiębiorczość, każda ustawa generuje niesamowite koszty. W Polsce mamy dzisiaj…

Ciąg dalszy w niedzielę…

Prof. Mirosław Matyja – Polish University Abroad / Londyn

Podziel się:

EU extends economic
Brexit „zmieni obl
Translate »
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn