Prof. Mirosław Matyja: Frank szwajcarski

Frank szwajcarski pełni od lat funkcję bezpiecznej przystani w okresach kry­zysowych. W tym kontekście kurs waluty szwajcarskiej jest swoistym termometrem, mierzącym poziom „gorączki” gospodarki światowej.

Trochę historii

Do 1798 roku biciem monet w Szwajcarii zajmowało się około 75 podmiotów finansowych, które produkowały kilkaset monet o różnych nominałach, wartościach i kruszcach. W 1798 r. Szwajcaria została zajęta przez Napoleona, co położyło kres tej walutowej anarchii. Wprowadzono jedną walutę opartą na wcześniejszym talarze berneńskim. Waluta ta funkcjonowała jedynie w Republice Helweckiej, a więc państwie utworzonym przez Napoleona i funkcjonującym do 1803 roku. W 1803 roku Szwajcaria znów stała się państwem federacyjnych, ponownie doszło do anarchii monetarnej i rozproszenia pieniądza, co trwalo az do polowy XIX wieku. W 1850 roku wprowadzono franka szwajcarskiego o wartości 1,5 franka francuskiego, a do jego emisji upoważniony był jedynie rząd federalny. Frank szwajcarski funkcjonował wówczas równolegle z frankiem francuskim. Sytuacja zmieniła się 15 lat później, kiedy Francja, Belgia, Szwajcaria i Włochy zdecydowały się na utworzenie Łacińskiej Unii Monetarnej, a waluty wszystkich krajów stowarzyszonych przeliczane były w stosunku 1:1.  Unia  ta upadła po I wojnie światowej, oficjalnie funkcjonowała jednak do 1927 roku. Frank szwajcarski pozostał jednak przy ustalonych kursach wymiany aż do roku 1936, kiedy został mocno zdezelowany. W 1945 roku Szwajcaria dołączyła do systemu Bretton Woods po kursie 1 USD = 4,3 CHF.

Na uwagę zasługuje też fakt, że Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) został utworzony stosunkowo późno w porównaniu z innymi bankami centralnymi, bo dopiero w 1907 r.

Bezpieczna przystań

Początek szczególnej roli franka szwajcarskiego w światowej gospodarce finansowej przypada na okres I wojny światowej, kiedy doszło do kompletnego przetasowania kart w ówczesnej polityce monetarnej w krajach europejskich.

Z jednej strony kraje, które przegrały wojnę, szczególnie Republika Weimarska, znala­zły się w chaosie monetarnym i finansowo-politycznym. Z drugiej strony Francja, rów­nież nękana problemami monetarno-finansowymi, zaczęła drukować pieniądze, obni­żając przez to kurs własnej waluty. Zaufanie społeczeństwa do franka francuskiego i innych walut europejskich zostało zachwiane, co sprowokowało wówczas ucieczkę kapitału, szczególnie do Szwajcarii i do Niderlandów.

Następna fala odprowadzania kapitału do Szwajcarii miała miejsce podczas wielkiego kryzysu finansowego w latach 1929-1933. Na szczególną uwagę zasługuje kryzys finansowy, który wstrząsnął Niemcami w lecie 1931 r., a którego efektem był odpływ kapitału do Amsterdamu i Zurychu. Wprowadzenie przez parlament szwajcarski tajemnicy bankowej w 1934 r. było niewątpliwie dodatkowym czynnikiem deponowania zagra­nicznych aktywów w bankach szwajcarskich. Przypieczętowane zostało wówczas zaufanie nie tylko do franka, ale i do banków szwajcarskich, co funkcjonuje praktycznie po dzień dzisiejszy.

Po drugiej wojnie światowej można było zaobserwować regularne powtarzanie się scenariusza ucieczki kapitału do Szwajcarii. W latach 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku szczególnie frank francuski i funt angielski, częściowo także lir włoski były nie­stabilnymi walutami, które nie miały zaufania na rynkach finansowych. Z kolei w latach 70-tych dolar amerykański stanowił stosunkowo słabą walutę, co powodowało prze­pływ kapitału do banków szwajcarskich i w ten sposób windowało kurs franka w górę.

Aby zapobiec nadmiernym wahaniom kursów walutowych, szwajcarski bank centralny zdecydował się pod koniec lat 70-tych na czasowe powią­zanie kursu franka z marką niemiecką, która była wówczas mocną walutą, opartą na stabilnej gospodarce Republiki Federalnej.

Przez następne 20 lat frank szwajcarski nie odgrywał roli bezpiecznej przystani bądź celu ucieczki dla kapitału z innych krajów. Dopiero w 1999 r., po wprowadzeniu jedno­litej waluty europejskiej euro, która miała być słabszą walutą od marki niemieckiej, aby w ten sposób „postawić na nogi” gospodarki państw południowoeuropejskich, frank stał się ponownie poszukiwany na rynkach. Wynikało to z braku zaufania do euro w początkowej fazie istnienia tej waluty. Był to jednak krótki okres, pieniądz europejski ustabilizował się na mocnym, stabilnym poziomie do tego stopnia, iż czo­łowi ekonomiści prognozowali nawet koniec ery franka jako waluty „ucieczkowej”.

Jeszcze w roku 2007, w którym Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) świętował 100. rocznicę jego założenia, nic nie wskazywało na to, że rola franka gwałtownie wzrośnie. Rok później doszło do kryzysu finansowego w USA, który rozprzestrzenił się na cały finan­sowy świat. Handel światowy załamał się, kurs franka skoczył gwałtownie do góry, co było do przewidzenia. Tak więc historia powtórzyła się ponownie. Doprowadziło to do powiązania franka z euro na poziomie 1,20 w 2011 r., co z kolei pociągnęło za sobą duże zaangażowanie się SNB na światowych rynkach finansowych, a szczególnie masowe skupowanie euro przez szwajcarski bank centralny.

Czarny czwartek

W grudniu 2014 r. sytuacja stała się dla SNB bardzo niewygodna. Poziom rezerw kapitałowych w euro osiągnął pół biliona franków, do tego doszła jeszcze realna perspektywa wprowadzenia przez europejski bank centralny programu luzowania ilościowego (QE), co rzeczywiście doszło do skutku początkiem 2015 r.

Na początku stycznia 2015 r. nikt w Szwajcarii nie pytał, czy bank centralny tego kraju uniezależni kurs waluty helweckiej od kursu euro. Pytanie, jakie stawiano, brzmiało raczej, kiedy to nastąpi. Stąd błędem jest mniemanie, iż decyzja SNB była zaskocze­niem i szwajcarski bank centralny skapitulował. Decyzja nie była zaskakująca, a o kapitulacji nie było mowy, raczej o zmianie kierunku polityki finansowej. Oczywiście, trudno jest wybrać optymalny punkt czasowy do przeprowadzenia takiej transakcji, bowiem takowego po prostu nie ma.

15 stycznia 2015, w tak zwany czarny czwartek, Szwajcarski Bank Narodowy ogłosił odejście od polityki obrony minimalnego kursu wymiany euro i franka szwajcarskiego, który dzięki interwencjom SNB na rynkach finansowych, od dłuższego czasu oscylował tuż nad poziomem 1,20. Decyzja centralnego banku Szwajcarii doprowadziła do ogromnego zamieszania na rynkach finansowych i wykupienia przez inwestorów szwajcarskiej waluty, co skutkowało jej błyskawicznym umocnieniem względem praktycznie wszystkich innych walut.

Bank centralny uznał, że już nie jest w stanie bronić poziomu 1,20 i taka obrona staje się za droga i nieopłacalna. SNB nie złożył broni, jak uważają niektórzy „znawcy” polityki monetarnej, nie działał w chaotyczny sposób i bynajmniej nie stracił wiary­godności. Obrona poziomu 1,20 za wszelka cene przestala byc po prostu realna i celowa na dluzsza mete. Silne umocnienie franka od tamtego czasu należy uznać za pro­ces trwały i należy nauczyć się żyć z droga szwajcarska waluta. Tego procesu nie odwrócą nawet ujemne stopy procentowe w Szwajcarii, aczkolwiek pewnie zapobiegną dalszej aprecjacji franka, przynosząc po pewnym czasie – mowa tu o kilku latach – jego powolne osłabienie.

W Polsce należy się oswoić z myślą, że szwajcarska waluta na długo będzie oscylo­wać w granicach 3.5-4.0 PLN. Obecnie trudno bowiem znaleźć ekonomiczne prze­słanki mogące uzasadniać oczekiwanie trwałego powrotu CHF/PLN poniżej tego psychologicznego poziomu.

Frankowicze

Obywatele polscy (i nie tylko polscy), którzy zaciągnęli kredyty w bankach szwajcarskich nie przewidzieli sytuacji, która zaistniała w styczniu 2015 r. Niemniej jednak korzystali i korzystają nadal z niższego oprocento­wania tych kredytów. Zawierając umowy kredytowe w obcej walucie, należy brać pod uwagę ryzyko zmian kursu walut. Obowiązkiem pracownika bankowego, u którego przeprowadza się takie transakcje, jest poinformowanie klienta o tego rodzaju zagrożeniu. Co mnie dziwi, to fakt, że sytuacja tzw. frankowiczów stała się przedmiotem szerokiej debaty publicznej. Ryzyko wahań kursów walutowych powinno byc przeciez polskim bankierom dobrze znane. Szczególnie po kryzysie finansowym w 2008 r. banki stały się szczególnie uczulone na wszelkie ryzyka i podejmowały cały szereg działań zapobiegawczych w celu ochrony klientów. W Polsce nie mogło, albo raczej nie powinno być inaczej. Od czasu uwolnienia kursu EUR/CHF toczy się gorąca dyskusja na temat „ratowania frankowiczów”. Dyskusja ta ma wymiar społeczno-polityczny, z ekonomia ma to niewiele wspólnego.

Perspektywy

Nie da się jednak ukryć, że siła i znaczenie franka szwajcarskiego, waluty, którą po­sługuje się trochę ponad 8 milionów ludzi w Szwajcarii i w Liechtensteinie, wskazuje na to, że Szwajcaria jest bardzo daleka od wejścia w europejskie struktury unijne, nie mówiąc już o akcesji do strefy eurolandu. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: frank szwajcarski jest tak silna i samodzielna waluta, że jego pozbycie się oznaczałoby dla Szwajcarii dobrowolne zrezygnowanie z ekonomicznej niezależności. Frank pozostanie waluta ucieczkowa w okresach kryzysu, jak choćby ostatniego we Włoszech i wielu innych. Prowokacyjnie mówiąc, nie trzeba wcale czytać informacji ze świata, wystarczy tylko obserwować kurs franka do dolara i euro, aby przewidzieć kolejny kryzys albo jego przezwyciężenie.

Frank szwajcarski pozostanie jeszcze na długo fenomenem w polityce monetarnej w świecie i potwierdzeniem tezy, że nie wszystko, co zglobalizowane i ujednolicone, jest dobre.

Prof. Mirosław Matyja

Znajdź nas:

Translate »
Translate »
RSS
Facebook
Facebook
LinkedIn