Sprawa doktora Patricka Morrisseya, doświadczonego lekarza rodzinnego z Adare w hrabstwie Limerick, który stanął przed Komisją ds. Zdolności do Wykonywania Zawodu Rady Lekarskiej, dobitnie ukazuje mechanizmy, po jakie sięga aparat państwowy w starciu z jednostkowym oporem naukowym i etycznym.
Dziewięć zarzutów postawionych medykowi praktykującemu od dwóch dekad nie wynika z krzywdy pacjentów, bo żaden z nich nie złożył przecież skargi. Są one konsekwencją kwestionowania oficjalnej narracji i podważenia państwowego monopolu na prawdę w dobie globalnego kryzysu medycznego, a związanego z pandemią koronawirusa.
U podstaw sporu leży sprzeciw wobec wprowadzania preparatów, których pełny profil bezpieczeństwa oraz długofalowe skutki uboczne w momencie ich masowej dystrybucji nie mogły być w pełni poznane. Dr Morrissey publicznie nazwał państwową politykę szczepień „przymusową” i „całkowicie złą”, ostrzegając przed mechanizmami nacisku wywieranymi na społeczeństwo.
Wskazywał przy tym na wywieranie presji na młode pokolenie w celu przyjmowania substancji znajdujących się w fazie badań i szczepień wdrażanych w trybie nadzwyczajnym nosi znamiona dyktatu. Reakcją aparatu nadzorczego na słowa o tym, że „faktami odrzuca się fakty, aby nakłonić młodych ludzi do stosowania eksperymentalnej terapii, której ryzyko znacznie przewyższa wszelkie korzyści”, nie był brak merytorycznej debaty, lecz uruchomienie procedur dyscyplinujących.
Systemowy rygor uwidocznił się również w traktowaniu alternatywnych metod leczenia. Przepisywanie leków stosowanych powszechnie na świecie, takich jak hydroksychlorochina czy iwermektyna, uznano za naruszenie wytycznych, ignorując deklaracje lekarza, iż działał on zgodnie z najlepszą wiedzą medyczną i w interesie swoich podopiecznych. Państwowy aparat nadzoru przyjął założenie, że odchylenie od centralnych instrukcji Europejskiej Agencji Leków stanowi bezwzględne przewinienie, nie zważając na indywidualną ocenę kliniczną dokonywaną na podstawie stanu zdrowia chorego.
Kluczowym elementem tej sprawy pozostaje próbne odebranie lekarzom prawa do wolności wypowiedzi w przestrzeni publicznej. Wystąpienia dr. Morrisseya na zgromadzeniach czy jego wpisy w mediach społecznościowych, w których padały ostro sformułowane słowa: „ta przymusowa polityka jest całkowicie zła, zła, zła i jest sprzeczna z Kartą Norymberską”, spotkały się z natychmiastową sankcją w postaci pozbawienia go funkcji przewodniczącego w strukturze Shannondoc oraz stratami finansowymi i wizerunkowymi.
Oświadczenie o treści: „Nie pozwolę, by ich ignorancja i chciwość dyktowały mi, jak mam żyć. Będą musieli wyrwać moją wolność z moich zimnych, martwych rąk”, stało się powodem do oskarżenia lekarza o nienależyte wykonywanie obowiązków, co ukazuje, jak wąska stała się granica między niezależnością myśli medycznej a zarzutem sprzeniewierzenia się etyce zawodowej.
Postępowanie przed Radą Lekarską rodzi natomiast zasadnicze pytanie o granice władzy państwa nad autonomią lekarza i prawem obywatela do krytyki decyzji administracyjnych.
Gdy orężem w dyskusji naukowej stają się procedury karne i próby eliminacji zawodowej, zaufanie do instytucji zdrowia publicznego zostaje wystawione na ciężką próbę, a sama medycyna ryzykuj utratę swojego indywidualnego, skoncentrowanego na pacjencie charakteru na rzecz bezrefleksyjnego realizowania odgórnych dyrektyw.
Bogdan Feręc
Źr. Breaking News

