Site icon "Polska-IE najbardziej politycznie-społeczno-gospodarczy portal informacyjny w Irlandii
Reklama
Reklama

Próba wygaszenia emocji przed paraliżem kraju. Premier apeluje o chłodną głowę, związki odpowiadają zarzutami o prowokację

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

W obliczu zbliżającego się paraliżu państwa i groźby najsilniejszego zrywu pracowniczego od czasu kryzysu finansowego z 2008 roku, szef rządu podejmuje próby tonowania nastrojów. Zaplanowany na 14 października ogólnokrajowy strajk sektora publicznego może wyprowadzić na ulice ponad 300 tysięcy pracowników, stawiając pod znakiem zapytania nie tylko funkcjonowanie kluczowych instytucji, ale również ciągłość obrad parlamentu.

Mimo eskalującego napięcia i ostrych słów padających ze strony przedstawicieli związków zawodowych, premier Micheál Martin stara się przekonać opinię publiczną, że akcja protestacyjna pozbawiona jest merytorycznych podstaw, a kluczem do wyjścia z impasu pozostaje spokojny dialog.

Punktem wyjścia do kolejnej fali polemik stała się wypowiedź premiera na antenie radia News Talk. Micheál Martin, odnosząc się do nadchodzących protestów, zadeklarował jednoznacznie swoje stanowisko co do celowości planowanych działań. „Mam teraz wrażenie, że ludzie chcą strajku, bez względu na to, co się stanie” – powiedział premier w audycji. Słowa te wywołały natychmiastową i stanowczą reakcję ze strony reprezentantów środowiska pracowniczego. Sekretarz generalna Irlandzkiej Organizacji Pielęgniarek i Położnych (INMO) Phil Ní Sheaghdha oceniła stanowisko szefa rządu jako lekceważące i podkopujące szanse na polubowne rozwiązanie sporu. Występując na antenie RTÉ, zwróciła uwagę na niefortunny dobór słów w tak krytycznym momencie.

„Stwierdzenie, że urzędnicy państwowi strajkują po prostu dla zabawy, jest nieco nietaktowne. Jeśli naprawdę chcemy znaleźć rozwiązanie, unikałabym używania takiego komentarza, gdyż jest on absolutnie prowokacyjny” – zaznaczyła Phil Ní Sheaghdha, określając wypowiedź mianem powierzchownej.

W odpowiedzi na narastające oburzenie, szef rządu postanowił złagodzić przekaz i odwołać się do dotychczasowych, osobistych relacji z liderami związkowymi. Podczas wystąpienia towarzyszącego rozpoczęciu budowy osiedla mieszkaniowego w Dún Brí w hrabstwie Dundrum, Micheál Martin odpierał zarzuty o intencjonalne zaognianie konfliktu. „Słuchajcie, spotkałem Phil Ní Sheaghdhę wielokrotnie. Phil zna mnie dobrze. Wie, że nie jestem osobą prowokacyjną” – przekonywał szef rządu.

Jednak zamiast dalszej polemiki, premier wystosował apel o powstrzymanie emocji i ponowną analizę pełnego kontekstu jego wypowiedzi: „Każdy musi trochę przyciszyć, dlatego poprosiłem Phil, żeby przeczytała i wysłuchała całości tego, co powiedziałem w wywiadzie. Nie sądzę, żeby istniały podstawy do strajku. Nie sądzę, żeby społeczeństwo musiało to znosić, ponieważ w budżecie wprowadzono znaczne obniżki podatków, co pomoże pracownikom. Dodatkowo, w szacunkach uwzględniliśmy 1,2 miliarda euro na wynagrodzenia w służbie publicznej. Jeśli to nie jest platforma do negocjacji, to nie wiem, co nią jest” – argumentował premier.

Mimo że strona rządowa wskazuje na zaplanowane w budżecie nakłady i ulgi podatkowe jako wystarczający fundament do rozmów, strona społeczna przedstawia całkowicie odmienną perspektywę. Związki zawodowe zarzucają gabinetowi brak realnych propozycji płacowych, które rekompensowałyby skokowy wzrost kosztów życia oraz straty finansowe poniesione przez pracowników na przestrzeni ostatnich miesięcy.

Wymownym sygnałem determinacji środowisk pracowniczych jest stanowisko największego związku zawodowego SIPTU. Zastępca sekretarza generalnego tej organizacji Adrian Kane podkreślił, że determinacja pracowników wynika z bezpośredniego wpływu inflacji na ich codzienne życie. „Związki zawodowe chcą rozpocząć negocjacje. Potrzebują jednak gwarancji, że wartość wynagrodzeń członków, która została utracona w 2026 roku, zostanie przywrócona. Rząd musi również poważnie podejść do oferty płacowej, która odpowiednio uwzględni presję związaną z kosztami utrzymania w latach objętych ewentualnym porozumieniem” – wyjaśnił Adrian Kane.

Skala zapowiadanego protestu wykracza poza ramy pojedynczej branży. Według zapowiedzi przedstawicieli SIPTU, działania strajkowe nie ograniczą się wyłącznie do budżetówki. „Prawie 70 000 członków SIPTU w sektorze publicznym będzie strajkować 14 i 21 października. Będą mieli pełne poparcie ponad 90 000 naszych członków z sektora prywatnego. Nasi członkowie uważają, że kryzys związany z kosztami utrzymania to walka wszystkich pracowników” – dodał Kane, zapowiadając równocześnie, że Krajowa Rada Wykonawcza związku zbierze się jeszcze w tym miesiącu, aby omówić scenariusze dalszej ewentualnej eskalacji działań.

Rząd ze swojej strony stoi na stanowisku, że przyjęta przez związki taktyka ostrej eskalacji zamyka przestrzeń do konstruktywnych rozmów. Minister wydatków publicznych Jack Chambers wyraził głębokie rozczarowanie postawą strony społecznej, uznając decyzję o odejściu od stołu negocjacyjnego na rzecz strajku za bezpodstawną. „Od tygodni, a miesiącami byliśmy gotowi na rozmowy, ale jest przykre, że przywódcy ruchu związkowego postanowili eskalować sprawę, zamiast podjąć merytoryczną dyskusję” – ocenił minister Jack Chambers.

Minister przypomniał przy tym o konsekwencjach formalnych, z jakimi muszą liczyć się osoby podejmujące protest: „Cóż, istnieją procedury z tym związane, z którymi są zaznajomieni, i jeśli nie przyjdą do pracy, a to oczywiście ma wpływ, to w każdej organizacji obowiązuje standardowa procedura” – zadeklarował szef resortu, dając do zrozumienia, że nieobecność w pracy będzie wiązała się z odpowiednimi potrąceniami z wynagrodzenia.

*

Rosnąca presja ze strony ponad 300-tysięcznej rzeszy pracowników sektora publicznego sprawia, że nadchodzące dni będą sprawdzianem zdolności rozwiązywania konfliktów wewnętrznych przez rząd. Choć premier Micheál Martin stara się kierować dyskusję na tory spokoju i szukania porozumienia przy stole negocjacyjnym, stanowcza postawa liderów związkowych wskazuje, że bez konkretnych ustępstw finansowych, uniknięcie paraliżu kraju będzie zadaniem niezwykle trudnym. Krytycznie należy ocenić natomiast wypowiedź ministra Chambersa, którą można uznać, za próbę wywierania presji na strajkujących, o ile nie zwykłą groźbę.

Bogdan Feręc

Źr. RTE

Fot. CC Houses of the Oireachtas

© Wszystkie materiały na stronie wydawcy Polska-IE chronione są prawem autorskim.
Reklama
Reklama
Reklama
Exit mobile version