Premier z Fianna Fáil. Dzisiaj nominacja

Po prawie pięciu miesiącach od wyborów, które nie dały jasnej odpowiedzi, które z ugrupowań ma być wyraźnym liderem na politycznym firmamencie Irlandii, udało się stworzyć koalicję, a ta nazywana jest historyczną, chociaż bardziej pasuje do niej określenie dziwaczna.

Zostawiając jednak na boku określenia, nowego tworu politycznego, zająć się trzeba kolejnymi krokami, a tymi będą m.in. desygnowanie osoby na stanowisko premiera rządu, by ten mógł nareszcie zacząć działać na chwałę i potęgę kraju. Naturalnym kandydatem stał się kilka miesięcy temu Micheál Martin, ale nie dlatego, że jego ugrupowanie wygrało wybory, bo tak nie było, a tylko dlatego, że ów rozpoczął manewry blokujące Sinn Féin. Ugrupowanie Mary Lou McDonald, jak się okazało, miało możność stworzenia szerokiej koalicji, ale hegemoni jęli przestraszać mniejszych reprezentantów narodu, co skutkowało odmową rozmów z Sinn Féin.

To właśnie zapoczątkowało wielomiesięczne dysputy, na początku Fianna Fáil z Fine Gael, by kolejnym krokiem stało się kuszenie jakiegoś mniejszego ugrupowania, a ofiarą działań tychże ugrupowań padła Partia Zielonych, która na nikłej, acz rosnącej popularności, pałała żądzą wypłynięcia na szersze wody, a przynajmniej wyjściem z cienia. Zieloni chcieli też, by ich program ekologicznego ratowania planety, albo chociaż Irlandii, stał się mocno zaznaczony w przestrzeni publicznej, więc na tejże myśli ideologicznej, oparli rozmowy koalicyjne, co nawiasem mówiąc, gospodarce się nie przysłuży.

W każdym razie i Fianna Fáil i Fine Gael zgodziły się na większość pomysłów Green Party, ale nie zrobili tego, bo zrozumieli, że trzeba ratować sarenki i biedronki, a tylko dlatego, by maszynkę do głosowania, mieć w swoim ręku. To z kolei może być wkrótce przyczynkiem do koalicyjnych scysji, ale to za chwilę.

Następnym krokiem po wczorajszej wieczornej decyzji o utworzeniu koalicji, co też było skrupulatnie wyreżyserowanym przedstawieniem, bo politycy zafundowali nam tzw. elektryzujące popołudnie, wyłonienie szefa tej cudacznej kombinacji, więc czas przyszedł na wskazanie osoby, która będzie wytykana palcem, jeżeli coś pójdzie nie tak. Na funkcji taoiseacha nie zobaczymy jednak polityka cieszącego się zaufaniem społeczeństwa, no, może nie całego społeczeństwa, ale zebrał ów 18% ocen pozytywnych, a to też może cieszyć, bo nie jest potępiany przez wszystkich.

Jakby jednak na to nie patrzeć Micheál Martin dzisiaj doczeka się na swoją kolej, by stać się szefem kraju i władać nim. Martin doczekał się właśnie tego wyróżnienia, a dzieje się to po trzydziestu latach, od wejścia na polityczną arenę i będzie to zapewne, przynajmniej w jego ocenie, ukoronowaniem kariery. Martin, jako szef gabinetu stanie więc przed wieloma trudnościami, bo to i kryzys, jaki dotknął Zieloną Wyspę, ale i zbliżający się wielkimi krokami Brexit, ale i problemy mieszkaniowe oraz w służbie zdrowia, a te będą w połączeniu, sprawdzianem dla koalicji.

Pomijając kwestie czysto techniczne, czyli sam wybór premiera, bo ten musi teraz spotkać się z akceptacją Dáil i decyzją prezydenta o powierzeniu mu misji tworzenia rządu, Micheál Martin premierem stać powinien się już w poniedziałek, a najdalej we wtorek i zastąpić Leo Varadkara na tym stanowisku.

Na koniec chciałoby się powiedzieć coś miłego, w odniesieniu do nowego steru państwa, ale jedyne co mam na ustach, to: Niech Bóg, obojętnie jaki, chroni Irlandię!

Bogdan Feręc

Polska-IE: Udostępnij...
Bankier.pl: Trzęsie
Bezpłatna opieka le
EnglishIrishPolishRussianSpanish
EnglishIrishPolishRussianSpanish