Wokół obowiązku opłacania abonamentu telewizyjnego w Irlandii narasta coraz większe poruszenie, które stawia w kłopotliwej sytuacji setki tysięcy abonentów, a także same organy państwowe. Kluczową osią sporu stała się interpretacja przepisów sprzed niemal dwóch dekad w zderzeniu z nowoczesną technologią.
Okazuje się bowiem, że z powodu głębokich rozbieżności interpretacyjnych między najwyższymi urzędnikami państwowymi a instytucjami odpowiedzialnymi za pobór opłat, tysiące osób może co roku niesłusznie przelewać na konto państwa kwotę 160 euro, ale An Post twierdzi, że wyjątki zdarzają się rzadko. Zamieszanie dotyczy przede wszystkim widzów, którzy zrezygnowali z tradycyjnej telewizji, głównie na rzecz nowoczesnych dekoderów szerokopasmowych oraz urządzeń typu Smart TV. Podczas czwartkowego przesłuchania w Komisji Łączności Oireachtas orzeczono, że osoby uzyskujące dostęp do stacji za pośrednictwem popularnych, szerokopasmowych, inteligentnych dekoderów TV „nie są zobowiązane” do płacenia abonamentu telewizyjnego z powodu „luki” w prawie licencyjnym.
Sygnał do ogólnokrajowej debaty dali niespodziewanie wysocy urzędnicy państwowi oraz decydenci medialni. Adam Larragy, główny specjalista w Ministerstwie Kultury, Komunikacji i Sportu, wraz z dyrektorem generalnym RTÉ Kevinem Bakhurstem zasugerowali, że klienci tak popularnych platform jak Sky, Virgin, Eir czy Vodafone mogą w świetle obowiązującego prawa być zwolnieni z abonamentu.
Podczas oficjalnego posiedzenia Komisji Łączności Oireachtas wprost wskazano na istnienie poważnej luki prawnej. Wynika z niej, że osoby korzystające z usług stacji wyłącznie za pośrednictwem inteligentnych dekoderów szerokopasmowych nie mają prawnego obowiązku uiszczania opłaty licencyjnej. Według szacunków przedstawionych przez Kevina Bakhursta, już około 10 procent właścicieli odbiorników świadomie rezygnuje z opłat, powołując się właśnie na te nieścisłości w przepisach.
Z kolei Adam Larragy doprecyzował, że gospodarstwa domowe, które posiadają nowoczesne telewizory podłączone wyłącznie do szerokopasmowego internetu, bez dostępu do tradycyjnego sygnału, nie podlegają opłatom, ponieważ urządzenie działające tylko w oparciu o sieć internetową jest wyłączone z odpowiedzialności abonamentowej.
Z tak liberalnym podejściem fundamentalnie nie zgadza się An Post, instytucja odpowiedzialna za ściąganie należności abonamentowych. Jej przedstawiciele stoją na twardym stanowisku, że każdy duży ekran, niezależnie od sposobu doprowadzenia sygnału – czy to przez klasyczną antenę, czy przez nowoczesny dekoder szerokopasmowy od Sky czy Virgin – wymaga pełnej licencji, o ile pozwala na oglądanie ogólnodostępnych programów.
Oficjalna strona internetowa An Post wprost informuje konsumentów, że podłączenie monitora do jakiegokolwiek cyfrowego odbiornika lub oglądanie stacji przez internet szerokopasmowy (np. Eir TV czy Vodafone TV) bezwzględnie rodzi obowiązek zapłaty.
Gdzie leży źródło tego konfliktu? Wszystko sprowadza się do tekstu ustawy o telewizji z 2009 roku. Z jednej strony definiuje ona telewizor jako każde urządzenie elektroniczne zdolne do odbioru i wyświetlania ogólnodostępnych usług telewizyjnych, niezależnie od tego, czy jego wykorzystanie w tym celu jest uzależnione od używania czegokolwiek innego w powiązaniu z nim oraz każde oprogramowanie lub zespół obejmujący każde urządzenie i inne urządzenia.
Z drugiej strony ustawa oraz towarzyszące jej rozporządzenia z 2009 roku wyraźnie zwalniają z opłat ekrany i monitory, które wyświetlają sygnał wyłącznie za pośrednictwem publicznie dostępnego Internetu.
Rzecznik Departamentu Łączności powiedział: „Zarówno stanowisko przedstawione przez komisję, jak i na stronie internetowej dotyczącej licencji telewizyjnych są prawidłowe… Rozporządzenie w sprawie licencji telewizyjnych (zwolnienie klas odbiorników telewizyjnych) z 2009 r. (SI 319 z 2009 r.) stanowi, że telewizor zdolny do wyświetlania usług nadawania telewizyjnego wyłącznie za pośrednictwem publicznie dostępnego Internetu jest zwolniony z obowiązku uiszczania opłat za licencję telewizyjną”.
Ministerstwo argumentuje, że przepis ten bez wątpienia chroni użytkowników laptopów czy tzw. inteligentnych monitorów bez wbudowanego tunera, na których ogląda się telewizję przez domowe Wi-Fi.
Tym samym obejmowałoby to również niektóre rodzaje telewizorów z dostępem wyłącznie do internetu, powszechnie nazywane „inteligentnymi”. Zgodnie z ustaleniami komisji, wyłączenie to nie obejmowałoby telewizorów Smart TV, jeżeli telewizory te posiadają wbudowany tuner cyfrowej telewizji naziemnej. Problem w tym, że w 2009 roku intencją ustawodawcy było wyłączenie spod opłat osób oglądających YouTube czy RTÉ Player na komputerach. Nikt wtedy nie przewidział, że giganci tacy jak Sky całkowicie zrezygnują z talerzy satelitarnych i przejdą na urządzenia typu Sky Stream, oferujące pełne pakiety kanałów dostarczane wyłącznie przez internet szerokopasmowy.
W efekcie dynamicznego rozwoju technologii powstała szara strefa. Z punktu widzenia urzędników ministerstwa, jeśli dane gospodarstwo domowe nie korzysta z tradycyjnych pakietów, a ich telewizor nie posiada wbudowanego tunera cyfrowej telewizji naziemnej (np. Saorview), to sam dostęp przez aplikacje internetowe może zwalniać z opłat. Zgodnie z ustaleniami komisji, wyłączenie to nie obejmowałoby telewizorów Smart TV, jeżeli telewizory te posiadają wbudowany tuner cyfrowej telewizji naziemnej.
Rzecznik dodał, że pan Larragy chciał wyjaśnić, iż dom zaklasyfikowany w badaniach oglądalności TAM jako „tylko telewizja internetowa” może być zwolniony z obowiązku posiadania licencji, ale nie wszystkie, ponieważ zależy to od urządzenia. Przemawiając przed komisją, pan Larragy stwierdził: „To od każdej osoby zależy, czy posiada odpowiedni telewizor”, dodając, że może on umożliwiać odbiór kanału Saorview lub mieć tuner telewizji cyfrowej. Ostateczna odpowiedzialność i tak została zrzucona na użytkownika, który musi samodzielnie ocenić parametry techniczne swojego sprzętu.
Cała ta sytuacja uderza najmocniej w publicznego nadawcę RTÉ, który boryka się z drastycznym spadkiem przychodów – liczba tradycyjnych abonamentów spadła o blisko jedną piątą, a odsetek domów deklarujących brak klasycznego telewizora wzrósł w ciągu pięciu lat z 13 do 21 procent.
Dopóki przepisy nie zostaną jednoznacznie zaktualizowane i dostosowane do ery streamingu, chaos interpretacyjny będzie trwał, a widzowie będą zadawać sobie pytanie: płacić, czy legalnie skorzystać z prawa?
Bogdan Feręc
Źr. Independent
Photo by Jonas Leupe on Unsplash

